TheGreatWar.pl
← Oś czasu

Katastrofa krążownika Argyll

Kategoria:
Wojsko
Front:
Wojna na morzu
Data:
28 października 1915
Autor:
Natalia
Tagi:
Royal Navy, Grand Fleet, Morze Północne

Nad ranem 28 października 1915 roku, około 4.30, brytyjski krążownik pancerny Argyll wszedł w sztormie na podwodną skałę Bell Rock, zwaną też Inchcape Rock, u wschodnich wybrzeży Szkocji. Rafa leży na Morzu Północnym, około 18 kilometrów od portu Arbroath, naprzeciw ujścia Firth of Tay. Od ponad stu lat stała na niej latarnia morska, ale tej nocy była ciemna. Okręt nie nadawał się już do ratowania, za to cała jego licząca około 600 ludzi załoga przeżyła.

Ciemna latarnia

Argyll, okręt typu Devonshire zwodowany w 1904 roku, należał do eskadry krążowników Grand Fleet. Wracał po remoncie w stoczni Devonport i według brytyjskiej historii oficjalnej płynął do bazy w Rosyth nad zatoką Firth of Forth. Pierwsze wydanie tej historii podawało, że płynął do Scapa Flow, poprawione wydanie z 1940 roku mówi już o Rosyth. Dowodził nim komandor James Tancred.

W czasie wojny latarnie na wschodnim wybrzeżu Wielkiej Brytanii były wygaszone, żeby nie ułatwiać nawigacji niemieckim okrętom podwodnym. Zapalano je tylko na specjalne polecenie marynarki, gdy w pobliżu miały przepływać własne okręty. 27 października wysłano prośbę o zapalenie światła na Bell Rock, bo tej nocy miał tamtędy przepływać Argyll. Latarnia nie miała jednak radia. Z lądem porozumiewała się tylko sygnałami optycznymi ze stacji sygnałowej w Arbroath albo przez łódź. Próby przekazania wiadomości zawiodły, a noc była sztormowa, z silnym wiatrem z południowego wschodu i złą widocznością. Nikt nie zawiadomił o tym okrętu, którego załoga spodziewała się zobaczyć światło. Argyll wpadł na rafę, uszkodził dno na znacznej długości i zaczął się palić.

Akcja ratunkowa

Do rozbitego krążownika wysłano z Rosyth dwa niszczyciele 1 Flotylli, Hornet i Jackal, które patrolowały w nocy morze w pobliżu. Dotarły na miejsce o świcie. Argyll siedział mocno na skałach po północno-zachodniej stronie rafy, dziobem do wiatru. Dowódca Horneta Barry Bingham opisał po wojnie, że płycizna dawała niewielką osłonę od fal, a Tancred obawiał się, że okręt w każdej chwili może się rozpaść. Spuszczanie szalup na wzburzonym morzu trwałoby za długo, więc Bingham zdecydował się na ryzykowny manewr. Po kilku próbach podprowadził dziób niszczyciela do rufy krążownika, a marynarze Argylla skakali na jego pokład grupami po dziesięciu, dwudziestu, za każdym razem, gdy fala zbliżyła oba okręty do siebie.

Gdy na pokładzie Horneta było już około 500 ludzi, Bingham uznał, że więcej nie zabierze. Pozostałych zdjął łodziami Jackal, którym dowodził John Tovey. Nikt nie zginął ani nie odniósł poważniejszych obrażeń. Hornet zapłacił za to pogiętymi i przebitymi blachami dziobu i spędził następny tydzień w stoczni. Obaj dowódcy niszczycieli zrobili później wielkie kariery: Bingham otrzymał Krzyż Wiktorii za bitwę jutlandzką, a Tovey w czasie II wojny światowej dowodził brytyjską Flotą Macierzystą.

Wrak

Morze szybko rozbiło Argylla. Marynarka zdjęła z wraku działa i wszystko, co miało wartość, a resztę kadłuba rozebrali ratownicy. Szczątki do dziś leżą na rafie na głębokości kilkunastu metrów i odwiedzają je nurkowie. Brytyjska historia oficjalna zaliczyła utratę Argylla do dwóch katastrof, które pod koniec 1915 roku dotkliwie osłabiły eskadry krążowników Grand Fleet. Drugą był wybuch w komorze amunicyjnej krążownika Natal w porcie Cromarty pod koniec grudnia.