TheGreatWar.pl
← Oś czasu

Ostrzał Lowestoft i Yarmouth

Kategoria:
Działania zbrojne
Front:
Wojna na morzu
Data:
25 kwietnia 1916
Autor:
Natalia
Bitwa:
Atak na Lowestoft i Yarmouth
Tagi:
Kaiserliche Marine, Royal Navy, Morze Północne, Wielka Brytania

Krótko po czwartej rano 25 kwietnia 1916 roku mieszkańców Lowestoft, portu rybackiego na wybrzeżu hrabstwa Suffolk, obudził huk ciężkich dział. Z morza, z odległości około 10–13 kilometrów, strzelały cztery niemieckie krążowniki liniowe kontradmirała Friedricha Bödickera. Był to pierwszy od grudnia 1914 roku ostrzał angielskiego miasta przez ciężkie okręty niemieckie. Dzień wcześniej w Dublinie wybuchło powstanie, a wielu historyków uważa, że Niemcy zaplanowali swój wypad tak, by zbiegł się z jego początkiem.

Noc przed ostrzałem

Brytyjczycy spodziewali się ataku. Admiralicja wiedziała z przechwyconych depesz, że niemiecka Flota Pełnomorska wyszła w morze, a przed północą ustaliła, że jej krążowniki liniowe płyną prosto na Yarmouth. Na wybrzeżu wezwano do portów patrole i trałowce, a lotnikom kazano o świcie wypatrywać nieprzyjaciela. W nocy nad Norfolk i Suffolk krążyły niemieckie sterowce. Ich bomby spadły głównie na wsie i pola. We wsi Dilham w Norfolk starsza kobieta zmarła podobno ze strachu, gdy wokół jej domu wybuchały bomby.

Z Harwich wyszedł w tym czasie komodor Reginald Tyrwhitt z trzema lekkimi krążownikami i kilkunastoma niszczycielami. Część jego niszczycieli dopiero wróciła spod Belgii, gdzie poprzedniego dnia osłaniała stawianie zapory minowej. Tyrwhitt miał rozkaz popłynąć na otwarte morze i stamtąd wciągnąć Niemców w zasadzkę okrętów podwodnych, ale gdy dowiedział się, dokąd płyną krążowniki liniowe, na własną odpowiedzialność skręcił prosto na nie. Brytyjska historia oficjalna pisze, że nie mógł znieść myśli, iż wróg znów bezkarnie ostrzela angielskie wybrzeże.

Kilkanaście minut ognia

Około 3.50, o brzasku, Tyrwhitt dostrzegł niemieckie krążowniki lekkie i niszczyciele, a przed nimi sylwetki krążowników liniowych. Pokazał się Niemcom i zawrócił na południe, udając ucieczkę, ale Bödicker nie dał się odciągnąć. O 4.10 jego okręty otworzyły ogień na Lowestoft. Pierwsze salwy padły do wody, potem pociski zaczęły spadać na port i ulice. Według lokalnych relacji trafiony został m.in. pawilon na południowym molo, w którym mieściło się dowództwo miejscowych sił marynarki. Ostrzał trwał około dziesięciu minut. W tym czasie pociski zniszczyły lub uszkodziły około 200 domów. Według badań lokalnego muzeum wojennego zginęły cztery osoby, trzech cywilów i jeden wojskowy, a 19 zostało rannych. Część opracowań podaje trzech zabitych.

Potem Niemcy popłynęli na północ, pod Great Yarmouth. Tam mgła i dym zasłaniały cel i krążowniki oddały tylko kilka strzałów. Miasto prawie nie ucierpiało. Jedyny brytyjski okręt podwodny, który stał na pozycji pod Yarmouth, zanurzył się do ataku, ale był za daleko. Dwóm innym przeszkadzały brytyjskie samoloty, które nie wiedziały o ich obecności i próbowały je bombardować.

Starcie z Tyrwhittem

O 4.30 Tyrwhitt, który znów skręcił na północ, otworzył ogień do krążowników lekkich Rostock i Elbing. Niemcy nie odpowiadali, lecz pociągnęli Brytyjczyków w stronę krążowników liniowych, które o 4.45 pojawiły się na horyzoncie. Tyrwhitt zawrócił, ale po kilku minutach salwa ciężkich pocisków trafiła jego okręt flagowy, krążownik Conquest. Zginęło 25 ludzi, wielu wśród obsługi kuchni i mes oficerskich, kilkunastu zostało rannych. Trafiony został też niszczyciel Laertes. Brytyjczycy postawili zasłonę dymną, a po kilkunastu minutach Niemcy przerwali ogień i odpłynęli na wschód, ku swoim pancernikom czekającym pod Terschelling. Po drodze zatopili patrolowy trawler King Stephen.

Tyrwhitt prowizorycznie naprawił uszkodzenia i ruszył za Niemcami. Około 8.30 zobaczył dym na horyzoncie, ale Admiralicja kazała mu wracać. W drodze powrotnej torpeda uszkodziła ster krążownika Penelope, a niemiecki okręt podwodny UB-18 zatopił brytyjski okręt podwodny E22, czekający na drodze odwrotu Niemców. Po południu zespół Tyrwhitta był z powrotem w Harwich. Wielu mieszkańców Lowestoft nie chciało już nocować w mieście. Miejscowy duchowny zapisał, że przez wiele następnych nocy setki ludzi wychodziły spać do sąsiedniej wsi Carlton, zajmując każdą szopę i pustą stodołę.