Cztery zasady Wilsona
- Kategoria:
- Dyplomacja
- Data:
- 11 lutego 1918
- Autor:
- Łukasz Skowroń
11 lutego 1918 roku prezydent Stanów Zjednoczonych Woodrow Wilson znów stanął przed połączonymi izbami Kongresu. Miesiąc wcześniej przedstawił tam czternaście punktów programu pokojowego, a 24 stycznia odpowiedzieli mu kanclerz Rzeszy Georg von Hertling i minister spraw zagranicznych Austro-Węgier hrabia Ottokar Czernin. Teraz prezydent odpowiadał obu. Na wstępie wyraził zadowolenie, że wymiana poglądów na tak wielką sprawę toczy się publicznie, „w słuchu całego świata”.
Dwie odpowiedzi
Czerninowi Wilson okazał uznanie. Jego odpowiedź, mówił, utrzymana jest w bardzo przyjaznym tonie, a jej autor widzi zasadnicze warunki pokoju „jasnymi oczami”. Rozumie, że niepodległa Polska, złożona ze wszystkich bezspornie polskich ludności, to sprawa całej Europy, że Belgię trzeba ewakuować i odbudować bez względu na koszty i że dążenia narodowe trzeba zaspokoić także w jego własnym cesarstwie. Jeśli milczy o sprawach, które bardziej dotyczą jego sojuszników, to zapewne dlatego, że musi oglądać się na Niemcy i Turcję. Prezydent zdementował przy okazji pogłoskę, że znał tekst Czernina przed jego wystąpieniem. Nie otrzymał żadnej zapowiedzi i, jak zapewniał, z zadowoleniem pozostaje jednym z jego słuchaczy.
Hertlinga ocenił surowo. Jego odpowiedź nazwał „bardzo mglistą i bardzo zagmatwaną”, pełną dwuznacznych zwrotów, potwierdzającą złe wrażenie, jakie zostawiły rokowania w Brześciu Litewskim. Kanclerz przyjmował ogólne zasady, ale nie chciał ich stosować do konkretnych spraw. Kraje bałtyckie chciał omawiać tylko z Rosją, warunki ewakuacji Francji tylko z Francją, a przyszłość Polski tylko z Austrią. Kolonie miały wrócić do Niemiec bez dyskusji. Taki pokój, złożony z osobnych targów i ustępstw, Wilson nazwał metodą kongresu wiedeńskiego. „Nie możemy i nie chcemy do niej wracać” – mówił. Pytał, czy kanclerz zapomniał o lipcowej rezolucji Reichstagu, która mówiła o warunkach powszechnego pokoju, a nie o powiększaniu państw. Ze słów tej rezolucji wyprowadził zdanie, które przeszło do historii: narodami wolno odtąd rządzić tylko za ich zgodą, a samostanowienie „nie jest pustym słowem”, lecz nakazem działania, który mężowie stanu zlekceważą na własną zgubę.
Cztery zasady
Prezydent zapewnił, że Stany Zjednoczone nie chcą się mieszać w sprawy Europy ani rozsądzać jej sporów terytorialnych, a jego czternaście punktów to tylko „prowizoryczny szkic”. Weszły jednak do wojny, bo uczyniono je wbrew ich woli wspólnikiem cierpień zadanych przez wojskowych władców Niemiec, i nie widzą drogi do pokoju, dopóki nie usunie się jej przyczyn. Sprawdzian, czy z Berlinem i Wiedniem da się rozmawiać dalej, był według niego prosty. Miały nim być cztery zasady:
- każda część ostatecznego układu ma się opierać na sprawiedliwości w danej sprawie i na takich rozwiązaniach, które najpewniej przyniosą trwały pokój;
- narodów i prowincji nie wolno przekazywać od jednej władzy do drugiej, jakby były ruchomościami albo pionkami w grze, nawet w wielkiej, „na zawsze skompromitowanej” grze o równowagę sił;
- każde rozstrzygnięcie terytorialne w tej wojnie ma być dokonane w interesie i dla dobra zainteresowanej ludności, a nie jako część kompromisu między rywalizującymi państwami;
- wszystkie wyraźnie określone dążenia narodowe trzeba zaspokoić w największym możliwym stopniu, ale bez wprowadzania nowych i utrwalania starych zarzewi niezgody, które z czasem mogłyby zburzyć pokój Europy, a więc i świata.
Pokój zbudowany na takich podstawach, mówił Wilson, może być przedmiotem rozmów. Dopóki nie da się go osiągnąć, Ameryce nie pozostaje nic innego, jak walczyć dalej. Zasady te przyjmuje według niego wszędzie każdy, z wyjątkiem stronnictwa wojskowego i aneksjonistycznego w Niemczech, które gotowe jest posłać na śmierć miliony ludzi, by nie dopuścić do tego, co cały świat uznaje za sprawiedliwe. Amerykańskie armie coraz szybciej płyną na front, a kraj nie spocznie, dopóki nie zmobilizuje wszystkich sił. Na koniec prezydent zapewnił, że jego słowa nie są groźbą, a potęga Stanów Zjednoczonych nie zagraża żadnemu narodowi.
Przyjęcie
Gazety europejskie wydrukowały orędzie 13 i 14 lutego. Według depeszy ambasadora amerykańskiego w Paryżu wszystkie francuskie gazety oddawały hołd prezydentowi, najcieplej pisała prasa socjalistyczna, a minister spraw zagranicznych Stéphen Pichon prosił o przekazanie podziękowań rządu. „Le Temps” zestawiał orędzie z niedawnym oświadczeniem Trockiego, że Rosja wychodzi z wojny. W Rzymie przyjęto je bardzo życzliwie, choć półoficjalny „Giornale d’Italia” zarzucał prezydentowi, że dał się zwieść łagodnemu tonowi Czernina. Prasa niemiecka zauważyła przede wszystkim, że Wilson rozdziela Berlin i Wiedeń. Liberalny „Berliner Tageblatt” pisał, że ze słowami prezydenta można się od razu zgodzić, ale przypominał o deklaracji premierów Ententy w Wersalu, zapowiadającej wojnę do skutku. Socjaldemokratyczny „Vorwärts” nazwał orędzie zarazem narzędziem pokoju i środkiem wojny, mającym poróżnić Niemcy z Austrią i Niemców między sobą.
Odpowiedzi nadeszły szybko. Cesarz Karol I przez króla Hiszpanii Alfonsa XIII przesłał Wilsonowi poufne posłanie. Z pierwszą zasadą zgadzał się bez zastrzeżeń, sprawy terytorialne chciał rozwiązać przez powszechne wyrzeczenie się aneksji i proponował bezpośrednią rozmowę swojego przedstawiciela z przedstawicielem prezydenta. 25 lutego w Reichstagu Hertling oświadczył, że także on uznaje cztery zasady za możliwą podstawę pokoju powszechnego, ale pod warunkiem, że uznają je wszystkie państwa, i zaraz zarzucił Wielkiej Brytanii czysto imperialistyczne cele wojny. Wypowiadał te słowa w czasie, gdy wojska niemieckie bez przeszkód posuwały się w głąb Rosji.