Niemcy lądują w Hanko
- Kategoria:
- Działania zbrojne
- Data:
- 3 kwietnia 1918
- Autor:
- Łukasz Skowroń
- Tagi:
- Niemcy, Finlandia, Morze Bałtyckie
Rano 3 kwietnia 1918 roku przed Hanko, portem na najdalej wysuniętym na południe cyplu Finlandii, pojawił się niemiecki zespół okrętów i transportowców. Na pokładach płynęła Dywizja Bałtycka (Ostsee-Division) generała majora Rüdigera von der Goltza: według fińskich opracowań 9445 żołnierzy, ponad 3 tysiące koni oraz mnóstwo broni, amunicji i żywności. Konwój osłaniały okręty kontradmirała Hugo Meurera, ten sam zespół, który w marcu przewiózł wojsko na Wyspy Alandzkie. Brytyjska chronologia wojny notuje wyjście wyprawy z Gdańska 1 kwietnia, a lądowanie w Hanko 3 kwietnia. Fińskie źródła podają dla wyjścia z portu 1 kwietnia albo 31 marca: załadunek zaczął się 29 marca, a statki wypływały kolejno.
Dlaczego Hanko
Niemcy od lutego obiecywali pomoc białemu senatowi w Vaasie, a 7 marca podpisali z nim traktat pokojowy, który mocno uzależnił Finlandię od Rzeszy. Pierwotnie wyprawa miała wylądować na zachodnim wybrzeżu, na tyłach białych, ale Zatokę Botnicką i Wyspy Alandzkie skuwał gruby lód, a podejścia zagradzały miny. W połowie marca do sprawy wtrącił się sam cesarz, a 20 marca generał Carl Gustaf Mannerheim, wódz białych, nazwał dalsze zwłoki „brzemiennymi w skutki”, choć według fińskich historyków zależało mu na tym, by rozstrzygające zwycięstwo pod Tampere odnieśli sami Finowie. Wybrano więc Hanko, skąd prowadziła linia kolejowa w głąb kraju. Erich Ludendorff zmienił jeszcze 27 marca plan von der Goltza: zamiast iść koleją na węzeł w Riihimäki, dywizja miała maszerować wzdłuż wybrzeża prosto na Helsinki, stolicę czerwonych, i dopiero stamtąd na północ. Miało to też wypchnąć z Helsinek rosyjską flotę i otworzyć Zatokę Fińską dla Niemców. Publicznie wyprawę przedstawiano jako pomoc dla prawowitego rządu. Niemieckie samoloty zrzuciły nad Finlandią, według niemieckiego historyka Manfreda Mengera, 130 tysięcy ulotek, w których najeźdźcy nazywali się „wyzwolicielami”.
Lądowanie
Czerwoni wiedzieli o nadciągających Niemcach i wycofali się z Hanko zawczasu. Garnizon fortu Russarö przed portem, około trzydziestu Rosjan, poddał się bez walki. Rosyjscy marynarze podpalili w porcie cztery okręty podwodne i ich okręt-bazę, żeby nie wpadły w ręce Niemców. Około siódmej rano pierwsze statki przybiły do nabrzeża, a pół godziny później na szczycie wieży ciśnień powiewała niemiecka flaga, a na maszcie ratusza fiński sztandar z lwem. Zwolennicy białych witali żołnierzy z orkiestrą. Z więzienia wypuszczono uwięzionych przez czerwonych, a na ich miejsce zamknięto około stu zwolenników czerwonych, którzy zostali w mieście. Jeszcze tego samego dnia niemieckie patrole, jadące drezynami, bo czerwoni nie zostawili w Hanko ani jednej lokomotywy, zajęły Ekenäs. Lądowanie zaniepokoiło Rosjan, których okręty wciąż stały w Helsinkach. 5 kwietnia ich wysłannicy podpisali z Niemcami w Hanko umowę, na mocy której flota miała od 7 kwietnia opuszczać Helsinki, a okręty, które nie zdążą wyjść, miały pozostać neutralne.
Co dalej
Pierwszy poważniejszy opór czerwoni stawili 5 kwietnia pod Karis (Karjaa), na skrzyżowaniu linii kolejowych, gdzie zebrali około tysiąca ludzi i dwa pociągi pancerne. Nie zatrzymali jednak Niemców. 7 kwietnia drugi oddział, około 3 tysięcy ludzi pułkownika Ottona von Brandensteina, przypłynął z Tallinna i wylądował pod Loviisą, na wschód od stolicy. Z siłami Brandensteina, później podporządkowanymi von der Goltzowi, Niemców w Finlandii było około 13–14 tysięcy. Lądowanie zbiegło się z rozstrzygającą fazą bitwy o Tampere, gdzie biali Mannerheima właśnie wdzierali się do miasta. Czerwony rząd uznał, że nie utrzyma stolicy, i 9 kwietnia przeniósł się do Wyborga. Na południu czerwonej Finlandii zaczął się rozpad, a niespełna dwa tygodnie po lądowaniu Niemcy byli już w Helsinkach.
Fińscy historycy podkreślają, że niemiecka interwencja nie przesądziła sama o wyniku wojny domowej, bo rozstrzygnięcie zapadało pod Tampere, ale znacznie ją skróciła i zmusiła czerwonych do walki na dwóch frontach. Jej ceną była zależność od Niemiec: Dywizja Bałtycka została w kraju aż do grudnia 1918 roku.