TheGreatWar.pl
← Oś czasu

Początek demobilizacji

Kategoria:
Wojsko
Data:
4 grudnia 1918
Autor:
Natalia
Tagi:
Wielka Brytania, British Army, Winston Churchill, David Lloyd George

Brytyjska chronologia wojny notuje pod 4 grudnia 1918 roku krótko: rozpoczęła się demobilizacja armii brytyjskiej. W rzeczywistości był to proces rozłożony na kilka etapów, bez jednej wyraźnej daty startu. Rozkaz armii z 3 grudnia utworzył nową rezerwę klasy Z, do której mieli trafiać zwalniani żołnierze, tak by w razie wznowienia walk można ich było szybko wezwać z powrotem. Pierwsze stacje rozformowania, czyli obozy, przez które żołnierze wracali do cywila, zaczęły przyjmować ludzi kilka dni później: według zestawień Long, Long Trail stacja na błoniach Wimbledonu pod Londynem 9 grudnia, a stacje w Ripon, Chisledon, Shorncliffe pod Folkestone i Duddingston pod Edynburgiem 10 grudnia. W chwili zawieszenia broni pod bronią było blisko 3,8 miliona żołnierzy British Army.

Plan pisany z myślą o gospodarce

Pierwsze założenia demobilizacji spisano już w 1915 roku, a potem dopracowywały je komitety rządowe i Ministerstwo Wojny. Procedurę kilka razy przećwiczono, ostatnio w maju 1918 roku w Wimbledonie, gdzie na próbę „rozformowano” 2 tysiące ludzi. Jego główna zasada brzmiała: żołnierzy zwalnia się według potrzeb cywilnych, nie wojskowych. Nie rozwiązywano więc całych jednostek, tylko z każdego oddziału, pomniejszonego do szkieletowej kadry, odsyłano kolejne grupy ludzi dobranych według zawodu. Pierwsi szli tzw. demobilizatorzy, potrzebni do samego przeprowadzenia demobilizacji, i „ludzie kluczowi” (pivotal men), od których zależało uruchomienie zakładów pracy i zatrudnienie innych. Za nimi szli „ludzie z kwitem” (slip men): każdy żołnierz wypełniał formularz z nazwiskiem dawnego pracodawcy, a gdy urząd pracy potwierdził, że posada na niego czeka, odrywany od formularza kwit wracał do jednostki jako podstawa do zwolnienia. Od początku grudnia pracodawcy mogli też sami przysyłać kontrakty swoim przedwojennym pracownikom. Pierwszeństwo dostali zwłaszcza górnicy, bo kraj potrzebował węgla.

Zwolniony żołnierz oddawał w stacji broń i ekwipunek, dostawał zaliczkę na żołd, bilet kolejowy do domu i 28 dni płatnego urlopu, a w cywilu przez rok przysługiwał mu zasiłek dla bezrobotnych. Mógł zatrzymać mundur, a kto przywiózł z Francji stalowy hełm, mógł go zachować.

Gniew w okopach

System, rozsądny na papierze, w praktyce budził poczucie krzywdy. Kwity i kontrakty mieli najczęściej ci, którzy poszli do wojska późno, bo niedawno opuścili miejsce pracy, a ochotnicy z 1914 i 1915 roku, którzy przeszli całą wojnę, czekali na swoją kolej. Wielu żołnierzy zwolniono podczas urlopu w kraju, a ich koledzy we Francji zostawali. Sprawa demobilizacji natychmiast wkroczyła do kampanii przed wyborami powszechnymi wyznaczonymi na 14 grudnia. Prasa, zwłaszcza „Daily Mail”, codziennie wytykała opóźnienia i biurokrację. Tempo rosło powoli. Pod koniec grudnia zwalniano około 10 tysięcy ludzi dziennie, a do 8 stycznia 1919 roku do domów wróciło około 300 tysięcy.

Niezadowolenie wybuchło na początku stycznia. 3 stycznia 1919 roku tysiące żołnierzy, którzy w Folkestone mieli wracać z urlopu na kontynent, odmówiło zaokrętowania i przemaszerowało przed ratusz. Podobne demonstracje odbyły się w innych miastach, a pod koniec miesiąca strajk żołnierzy służb tyłowych sparaliżował obozy w Calais. Nowy minister wojny Winston Churchill, który objął urząd 10 stycznia, pisał premierowi, że przy dotychczasowym systemie „dyscyplina całej armii ulega rozkładowi”, i w ciągu kilku tygodni przeforsował nowy. O kolejności zwolnień decydowały odtąd wiek, długość służby i odniesione rany, a ci, którzy wstąpili do wojska w 1914 i 1915 roku, mieli wracać do domu jako pierwsi. Młodszych zatrzymano na służbie w armiach okupacyjnych, za wyższy żołd. Demobilizacja przyspieszyła i do połowy marca 1919 roku zwolniono ponad 2 miliony ludzi.