TheGreatWar.pl
← Oś czasu

Admirał Sims przybywa do Anglii

Kategoria:
Wojsko
Front:
Wojna na morzu
Data:
9 kwietnia 1917
Autor:
Łukasz Skowroń
Tagi:
Stany Zjednoczone, Royal Navy, okręty podwodne, John Jellicoe

9 kwietnia 1917 roku do Liverpoolu przypłynął amerykański liniowiec New York. Wśród pasażerów byli dwaj panowie w cywilnych ubraniach, wpisani na listę jako S. W. Davidson i V. J. Richardson. W rzeczywistości byli to kontradmirał William Sims, prezes Naval War College w Newport, i jego adiutant komandor John V. Babcock. Wypłynęli z Nowego Jorku pod koniec marca, gdy Stany Zjednoczone formalnie były jeszcze neutralne. Ambasador w Londynie Walter Hines Page prosił, by w obliczu zbliżającej się wojny przysłać do Londynu oficera marynarki wyższej rangi. Sekretarz marynarki Josephus Daniels nie chciał rozgłosu, więc Sims miał płynąć statkiem handlowym, pod przybranym nazwiskiem i bez munduru, a oficjalnie dalej kierować uczelnią w Newport. Według jego wspomnień podejrzliwy steward zameldował kapitanowi, że inicjały na piżamie jednego z pasażerów nie zgadzają się z nazwiskiem.

Wybór Simsa nie był przypadkowy. Urodzony w Kanadzie, uchodził za jednego z najzdolniejszych i najbardziej niepokornych oficerów US Navy. Na początku wieku przeszczepił do amerykańskiej floty brytyjskie metody celowania artyleryjskiego, a w 1910 roku w przemówieniu w londyńskim Guildhall zapewnił Brytyjczyków, że w razie zagrożenia mogą liczyć na pomoc „pobratymców zza morza”, za co dostał publiczną naganę od prezydenta Tafta. Ze swoim rozmówcą w Londynie, Pierwszym Lordem Morskim admirałem Johnem Jellicoe’em, znał się od 1901 roku, gdy obaj służyli na wodach chińskich.

Podróż omal nie skończyła się źle. Gdy New York zbliżał się do ujścia Mersey, wszedł na niemiecką minę. Uszkodzenia nie były groźne, ale pasażerów przesadzono na inny statek. W porcie na Simsa czekał kontradmirał Hope z Admiralicji i specjalny pociąg do Londynu. Trzy dni wcześniej Stany Zjednoczone wypowiedziały Niemcom wojnę, więc amerykański admirał przyjeżdżał już jako przedstawiciel państwa walczącego.

W Londynie Jellicoe wyjął z szuflady zestawienie strat, którego nie znała brytyjska prasa. Według wspomnień Simsa w lutym zatonęły statki brytyjskie i neutralne o łącznym tonażu 536 tysięcy ton, w marcu 603 tysiące, a w kwietniu straty zapowiadały się na blisko 900 tysięcy ton. Gazety drukowały uspokajające tygodniowe statystyki, z których nie dało się wyczytać tonażu, a w londyńskich teatrach i salonach panowało przekonanie, że niemiecka kampania podwodna już się załamała. „Nie możemy dalej prowadzić wojny, jeśli takie straty będą trwać” – miał powiedzieć Jellicoe. Na pytanie, czy jest jakieś rozwiązanie, odpowiedział: „Absolutnie żadnego, które teraz widzimy”. Sims zanotował też jego słowa, że Niemcy wygrają wojnę, jeśli tych strat nie uda się szybko powstrzymać. Admiralicja obliczała, że przy takim tempie zatopień Wielka Brytania wytrzyma mniej więcej do listopada.

Przez kilka pierwszych dni Sims zbierał dane, a potem wysłał do Waszyngtonu długi telegram z pierwszym szczegółowym obrazem sytuacji. Domagał się, by Stany Zjednoczone natychmiast wysłały na wody na zachód i południe od Irlandii wszystkie niszczyciele i inne okręty zdolne do zwalczania okrętów podwodnych. W kolejnych tygodniach stał się też jednym z najgorętszych zwolenników konwojów, do których brytyjscy admirałowie wciąż podchodzili z rezerwą. Pod koniec kwietnia Admiralicja postanowiła wysłać próbny konwój z Gibraltaru, a 4 maja do Queenstown w Irlandii przypłynęło pierwszych sześć amerykańskich niszczycieli. Sims dowodził potem wszystkimi siłami morskimi Stanów Zjednoczonych w Europie.