TheGreatWar.pl
← Oś czasu

Amerykańskie niszczyciele w Queenstown

Kategoria:
Wojsko
Front:
Wojna na morzu
Data:
4 maja 1917
Autor:
Łukasz Skowroń
Tagi:
Stany Zjednoczone, Royal Navy, okręty podwodne, Irlandia

4 maja 1917 roku do Queenstown na południowym wybrzeżu Irlandii wpłynęło sześć amerykańskich niszczycieli: Wadsworth, Conyngham, Porter, McDougal, Davis i Wainwright. Była to 8 Dywizja Niszczycieli Floty Atlantyckiej pod dowództwem komandora Josepha K. Taussiga, który płynął na okręcie flagowym Wadsworth. Pierwsze okręty United States Navy przysłane do walki z niemieckimi okrętami podwodnymi u wybrzeży Europy przybyły niecały miesiąc po wypowiedzeniu wojny Niemcom. Brytyjska chronologia wojny podaje 2 maja, ale relacje amerykańskiej marynarki i wspomnienia admirała Simsa są zgodne: niszczyciele weszły do portu 4 maja.

Rejs przez Atlantyk

O przysłanie wszystkich niszczycieli, jakie Ameryka mogła wydzielić, prosił od pierwszych dni kwietnia kontradmirał William Sims, który przyjechał do Londynu i poznał prawdziwe straty brytyjskiej żeglugi. 14 kwietnia Taussig dostał rozkaz, by przeprowadzić dywizję do Bostonu i przygotować ją do „długiej służby z dala od kraju”. Okręty były nowoczesnymi jednostkami typu Tucker. Budowano je z myślą o długich rejsach po Atlantyku, więc zabierały więcej paliwa niż brytyjskie niszczyciele, choć były od nich wolniejsze. 24 kwietnia po południu wyszły z Bostonu. Taussig miał otworzyć zalakowaną kopertę dopiero 50 mil na wschód od przylądka Cod. Rozkaz sekretarza marynarki Josephusa Danielsa kazał mu płynąć do Queenstown, zameldować się u najstarszego rangą brytyjskiego oficera marynarki i „pomagać operacjom morskim państw Ententy w każdy możliwy sposób”. Dalsze polecenia miał dostawać od Simsa w Londynie. Rejs trwał dziesięć dni, prawie cały czas wśród sztormów, a na kilku okrętach psuły się wentylatory i skraplacze. 3 maja u wybrzeży Irlandii Amerykanów przejął brytyjski niszczyciel Mary Rose. Zasygnalizował: „Witamy amerykańskie barwy”, na co Taussig odpowiedział: „Dziękuję, cieszę się z towarzystwa”.

Powitanie w Queenstown

Queenstown było dla Amerykanów miejscem szczególnym. Stąd odpływały do Ameryki statki z irlandzkimi emigrantami i tu w maju 1915 roku przywieziono rozbitków i ofiary zatopionej Lusitanii. Według amerykańskiej marynarki kilka godzin przed przybyciem dywizji brytyjskie trałowce musiały jeszcze oczyścić podejście do portu ze świeżo postawionych niemieckich min. Na nabrzeżach i wzgórzach zebrały się tłumy z amerykańskimi flagami, a do przystani podpływały łodzie pełne cywilów. Burmistrz Corku przyjął oficerów w konsulacie amerykańskim, a operator wysłany przez rząd brytyjski filmował całe powitanie. Kroniki filmowe z przybycia Amerykanów pokazywano potem w kinach na Wyspach. Scenę wejścia okrętów do portu namalował później Bernard Gribble i nazwał obraz „Powrót Mayflower”.

Na Taussiga czekał już list od Pierwszego Lorda Morskiego admirała Johna Jellicoe’a. Obaj leżeli ranni w jednym szpitalu w 1900 roku, podczas powstania bokserów w Chinach, gdy Taussig był 21-letnim kadetem, a Jellicoe kapitanem. Teraz Jellicoe pisał, że żadna marynarka świata nie może Brytyjczykom dać cenniejszej pomocy. Drugi list, znacznie krótszy, przysłał wiceadmirał Lewis Bayly, dowódca na wybrzeżu Irlandii, któremu dywizja miała podlegać. Zapraszał dowódców okrętów na kolację tego samego wieczoru i dopisał: „Mundury codzienne, bez przemówień”.

„Jesteśmy gotowi już teraz”

Bayly uchodził za jednego z najbardziej wymagających i oschłych admirałów Royal Navy. Według wspomnień Simsa, gdy Amerykanie zameldowali się w jego kwaterze, zapytał najpierw, kiedy będą gotowi wyjść w morze. Taussig odpowiedział: „Jesteśmy gotowi już teraz, sir, to znaczy, gdy tylko skończymy tankowanie”. Bayly dał im na przygotowania cztery dni. Odpowiedź przeszła do legendy US Navy, choć jej szczegóły nie są pewne. Część relacji przenosi rozmowę na wieczorną kolację, a sam Taussig zanotował w dzienniku, że nie pamięta, by użył tych słów, choć inny obecny w pokoju oficer zapewniał go, że tak właśnie powiedział.

Amerykanie wykorzystali te dni na krótkie szkolenie i zamontowanie na części okrętów bomb głębinowych. 8 maja wyszli na pierwszy patrol na podejściach do Wysp Brytyjskich na zachód i południe od Irlandii, przez które płynęła duża część statków z Ameryki. Bayly ustalił rytm służby: sześć dni w morzu, dwa w porcie. Szorstki admirał szybko zdobył szacunek młodych Amerykanów, którzy według Simsa nazywali go „wujkiem Lewisem”, a najśmielsi zwracali się tak do niego nawet osobiście. 17 maja przypłynęła druga dywizja amerykańskich niszczycieli, a według Simsa na początku lipca w Queenstown stacjonowały już 34 amerykańskie niszczyciele. Okręty z Queenstown eskortowały potem pierwsze amerykańskie konwoje z wojskiem i statki handlowe płynące do Wielkiej Brytanii.