TheGreatWar.pl
← Oś czasu

Sims dowódcą w Queenstown

Kategoria:
Wojsko
Front:
Wojna na morzu
Data:
18 czerwca 1917
Autor:
Łukasz Skowroń
Tagi:
Stany Zjednoczone, Royal Navy, okręty podwodne, Irlandia

18 czerwca 1917 roku o 8.30 rano przed Admiralty House, siedzibą dowództwa w Queenstown w Irlandii, opuszczono flagę brytyjskiego wiceadmirała Lewisa Bayly’ego, a na jej miejsce wciągnięto flagę amerykańskiego wiceadmirała Williama Simsa. Bayly, od 4 czerwca noszący tytuł głównodowodzącego na wybrzeżu Irlandii, wyjechał na pięciodniowy urlop na zachodnie wybrzeże wyspy, pierwszy od blisko dwóch lat. Na ten czas dowództwo wszystkich brytyjskich i amerykańskich sił morskich na wodach irlandzkich objął Sims. Był przekonany, że nigdy wcześniej flaga obcego admirała nie powiewała nad brytyjską bazą morską, a okrętami Royal Navy w czasie wojny nie dowodził cudzoziemiec.

Pomysł wyszedł od samego Bayly’ego, a Admiralicja go zatwierdziła. Według wspomnień Simsa Brytyjczycy chcieli w ten sposób okazać uprzejmość amerykańskiej marynarce i pokazać światu, jak dobrze układa się współpraca obu flot. Pierwszy Lord Morski admirał John Jellicoe liczył, że wiadomość dobrze podziała w Wielkiej Brytanii, w Ameryce i we Francji, a Sims przypuszczał, że Brytyjczycy nie mieli też nic przeciwko temu, by przeczytali o niej Niemcy. Sims, dowódca sił morskich Stanów Zjednoczonych w Europie, od końca maja w stopniu wiceadmirała, miał pewne wątpliwości, bo amerykański regulamin pozwalał podnosić flagę admiralską tylko na okręcie, a nie na lądzie. Bayly nalegał jednak, by jego flaga zeszła, a amerykańska poszła w górę. W raporcie do sekretarza marynarki Josephusa Danielsa Sims zapewniał, że kontynuuje politykę Bayly’ego i nie miesza się do spraw administracyjnych i dyscyplinarnych brytyjskich załóg, ale ruchami i operacjami okrętów kieruje osobiście.

Gorące dni na podejściach do Irlandii

Zastępstwo przypadło na trudny moment. Do Queenstown od maja przypływały amerykańskie niszczyciele, a Admiralicja przyjmowała właśnie system konwojów. W tych samych dniach osiemnaście amerykańskich niszczycieli trzeba było odesłać daleko na zachód, na spotkanie transportowców z pierwszymi amerykańskimi żołnierzami płynącymi do Francji. 20 czerwca Sims pisał z Queenstown do Waszyngtonu, że w całym rejonie, sięgającym daleko na Atlantyk i w głąb Morza Irlandzkiego, na patrolach są tego dnia tylko cztery okręty, a niemieckich okrętów podwodnych jest coraz więcej i działają na coraz większym obszarze. Sytuację nazywał „nie tylko poważną, ale krytyczną” i domagał się przysłania wszystkich jednostek, jakie tylko mogły walczyć z okrętami podwodnymi, choćby uzbrojonych holowników i jachtów.

Gest Admiralicji wywołał w Anglii spore zainteresowanie, a w samym Queenstown dziwne plotki. Według jednej Bayly pokłócił się z Simsem i wyjechał obrażony. Według innej Amerykanin odebrał mu władzę i przejął rządy w Irlandii w imieniu Stanów Zjednoczonych, by wyzwolić ją spod brytyjskiej opresji. W okolicy silne były wpływy Sinn Féin, a Sims pisał później o wrogości jej zwolenników wobec amerykańskich marynarzy. Po kilku dniach Bayly wrócił i wszystko potoczyło się jak dawniej. Szorstki brytyjski admirał i amerykański wiceadmirał zostali przyjaciółmi, a ich współpraca w Queenstown uchodzi za jeden z najlepszych przykładów współdziałania sojuszników w czasie wojny.