Austriacy zajmują Belgrad
- Kategoria:
- Działania zbrojne
- Front:
- Front bałkański
- Data:
- 2 grudnia 1914
- Autor:
- Natalia
- Bitwa:
- Bitwa nad Kolubarą
- Tagi:
- Serbia, Austro-Węgry, Belgrad, Oskar Potiorek
2 grudnia 1914 roku wojska austro-węgierskie zajęły Belgrad. Oddziały serbskie opuściły stolicę dwa dni wcześniej, więc miasto przeszło w ręce przeciwnika bez walki. Brytyjska chronologia wojny podaje, że Austriacy przekroczyli w tym celu Dunaj. W rzeczywistości pierwsze oddziały przeprawiły się z leżącego naprzeciw Belgradu Zemunu przez ujście Sawy, która pod murami twierdzy wpada do Dunaju.
Nocna przeprawa
W Zemunie, po austro-węgierskiej stronie rzeki, stało dziewięć batalionów grupy Srem generała Adalberta von Tamásy’ego. Według austriackiej oficjalnej historii wojny w nocy z 1 na 2 grudnia część z nich przeprawiono na drugi brzeg, a o świcie żołnierze bez jednego wystrzału obsadzili najważniejsze punkty miasta. Gdy wczesnym przedpołudniem od południa zbliżył się do Belgradu oddział brygady Landsturmu z głównych sił 5 Armii, zastał w stolicy już swoich. Nocna przeprawa może tłumaczyć, dlaczego część opracowań pisze, że Austro-Węgrzy weszli do miasta już 1 grudnia. Według serbskich źródeł główne siły 5 Armii wkroczyły do Belgradu dopiero następnego dnia po południu.
O 11 przed południem dowódca 5 Armii, generał Liborius von Frank, zameldował o zajęciu Belgradu i poprosił o zgodę na uroczysty wjazd do serbskiej stolicy. Tego samego dnia, w 66. rocznicę wstąpienia na tron Franciszka Józefa I, dowódca sił bałkańskich generał Oskar Potiorek zameldował cesarzowi o zdobyciu miasta i twierdzy. Zgodę na uroczystość dał, ale z zastrzeżeniem. Jego odpowiedź, która dotarła do sztabu Franka w Obrenovacu dopiero o 18, brzmiała: „Uroczysty wjazd do Belgradu ma się odbyć tylko z małymi siłami. Gros 5 Armii musi nieprzerwanie i możliwie szybko kontynuować natarcie”.
Marsz w niewłaściwą stronę
Austriacka historia oficjalna, „Österreich-Ungarns letzter Krieg”, ocenia marsz na Belgrad bardzo krytycznie. Już wieczorem 30 listopada były sygnały, że Serbowie cofają się na południowy wschód, w stronę Aranđelovaca i Gornjego Milanovaca. Mimo to kolumny 5 Armii skierowano na północny wschód, ku stolicy. Autorzy piszą, że pragnienie zdobycia starej twierdzy, którą w XVIII wieku zdobywali Eugeniusz Sabaudzki i Gideon Ernst von Laudon, okazało się silniejsze niż rozsądek. Liczyła się też chęć zdobycia dogodnej linii zaopatrzenia, a w tle naciski Niemców, którzy chcieli jak najszybciej otworzyć drogę przez północno-wschodnią Serbię i Bułgarię do Turcji, potrzebującej pilnie amunicji.
Dni stracone na marsz ku Belgradowi miały się wkrótce zemścić. Wojska Potiorka były skrajnie wyczerpane, a ich zaopatrzenie ledwie docierało na front rozmokłymi drogami. 30 listopada dowództwo przyznało 6 Armii trzy dni odpoczynku, ale w praktyce nigdzie nie udało się go zapewnić. 2 grudnia Potiorek wydał więc rozkaz, by dalsze natarcie wznowić dopiero 6 grudnia, gdy na front dotrze amunicja. Do tego czasu 5 Armia miała zająć pozycje wyjściowe do uderzenia w kierunku Topoli, w głąb Serbii.
Rozkaz po drugiej stronie frontu
Austro-Węgrzy byli przekonani, że armia serbska jest u kresu sił. Tymczasem Serbowie, po kilku dniach odpoczynku i z nowymi dostawami amunicji, szykowali się do kontrataku. Dowódca serbskiej 1 Armii, generał Živojin Mišić, już 1 grudnia ogłosił żołnierzom: „Trudne i smutne położenie nieprzyjaciela trzeba teraz wykorzystać. Należy go atakować wszędzie i w każdym miejscu, nie dając mu nigdzie spokoju ani chwili wytchnienia, dopóki nie zostanie zniszczony i wypędzony z naszego kraju”.
2 grudnia Mišić wydał rozkazy do natarcia swojej armii. Naczelne dowództwo zawiadomił dopiero wtedy, gdy je ogłaszał, a zarazem poprosił, by do ataku ruszyły także pozostałe armie. Wojewoda Radomir Putnik nie oponował. O 15 telefonicznie zapowiedział wszystkim armiom natarcie, a niespełna dwie godziny później wydał pisemny rozkaz ogólnego ataku następnego ranka. Serbowie nie wiedzieli, że główne siły 5 Armii odeszły na północ, ku Belgradowi. Austriacy nie wiedzieli, że przeciwnik, którego uważali za pobitego, za kilkanaście godzin uderzy na całym froncie.