TheGreatWar.pl
← Oś czasu

Początek walk o Kondoa Irangi

Kategoria:
Działania zbrojne
Front:
Afryka
Data:
17 kwietnia 1916
Autor:
Natalia
Tagi:
Niemiecka Afryka Wschodnia, Związek Południowej Afryki, Paul von Lettow-Vorbeck, kolonie niemieckie

17 kwietnia 1916 roku Południowoafrykańska Brygada Konna generała Jacoba van Deventera walczyła z Niemcami na wzgórzach na północ od Kondoa Irangi, osady w środku Niemieckiej Afryki Wschodniej, ponad 200 kilometrów w linii prostej na południe od Aruszy. Brytyjska chronologia wojny notuje pod tą datą początek brytyjskiego ataku na Kondoa Irangi. Źródła rozkładają te walki nieco inaczej. Według brytyjskiej historii oficjalnej (Hordern) brygada stanęła 16 kwietnia około 11 kilometrów od osady, 17 kwietnia toczyła tylko drobne potyczki, a właściwe natarcie przypuściła 18 kwietnia. Południowoafrykańska historia oficjalna pisze, że Niemców zaatakowano już 16 kwietnia, a walka trwała przez cały następny dzień.

Marsz przez porę deszczową

Po wyparciu Niemców spod Kilimandżaro generał Jan Smuts musiał przeczekać porę deszczową. Większość jego wojsk stanęła nad rzeką Ruvu, ale nowo utworzoną 2 Dywizję van Deventera postanowił wysłać na południowy zachód, w stronę Kondoa Irangi i dalej ku kolei centralnej, łączącej Dar es Salaam z jeziorem Tanganika. Z Kondoa Irangi rozchodziły się drogi do kilku stacji tej kolei. Smuts liczył, że Niemcy przerzucą przeciw van Deventerowi część wojsk znad kolei usambarskiej, co ułatwi mu późniejsze natarcie główną drogą. Utwierdzili go w tym miejscowi osadnicy burscy, którzy zapewniali, że na zachodzie deszcze nie będą bardzo przeszkadzać w działaniach. Brytyjska historia oficjalna stwierdza, że ta informacja okazała się całkowicie błędna: przyszła najcięższa pora deszczowa od wielu lat.

Brygada konna, licząca około 1200 ludzi, wyruszyła z Aruszy 3 kwietnia. Najpierw uderzyła na niemiecką kompanię, która broniła samotnej skalistej góry Lolkisale, około 55 kilometrów dalej, i jedynych źródeł wody w okolicy. Po dwóch dniach walki, w czasie których ludzie i konie cierpieli z pragnienia, rano 6 kwietnia, Niemcy wywiesili białą flagę. Według brytyjskiej historii oficjalnej do niewoli poszło 2 oficerów, 15 innych Niemców, 114 askarysów i 300 tragarzy, a Południowoafrykańczycy zdobyli 2 karabiny maszynowe i duże zapasy amunicji. Ich straty były niewielkie.

Dalszy marsz był walką z przyrodą. Drogi zamieniły się w bagno, ciężarówki grzęzły, a przez tydzień żaden transport nie przedarł się z Aruszy do Lolkisale. Konie padały od muchy tse-tse i pomoru koni, żołnierze chorowali na malarię i jedli coraz mniej. Van Deventer nie czekał na swoją piechotę, która brnęła daleko z tyłu. 12 kwietnia posłał przodem konnicę, zmniejszoną już do około 800 ludzi, na wzgórza Ufiome. 13 kwietnia jego żołnierze wyparli stamtąd niemiecki oddział i ścigali go w deszczu przez około 30 kilometrów otwartego stepu masajskiego, do Salangi. Do 16 kwietnia, gdy brygada podeszła pod Kondoa Irangi, zostało jej, według Horderna, już tylko około 650 ludzi. Według historii południowoafrykańskiej do linii ognia mogła wprowadzić zaledwie około 300 karabinów.

Niemcy ściągają posiłki

Paul von Lettow-Vorbeck zrozumiał po upadku Lolkisale, że Brytyjczycy idą w głąb kolonii, i kazał skoncentrować wojska w Kondoa Irangi. 13 polowa kompania, która w czasie pokoju stacjonowała właśnie tam, ruszyła znad kolei usambarskiej forsownym marszem przez Handeni. Dwie kompanie z Kigomy nad jeziorem Tanganika przewieziono koleją do stacji Saranda. Dowództwo nad tym zgrupowaniem objął 10 kwietnia kapitan Klinghardt. Posiłki dopiero nadciągały: 13 kompania doszła do Kondoa Irangi 18 kwietnia, a pozostałe oddziały właśnie przybywały. Hordern szacuje, że Niemców, którzy rzeczywiście walczyli z van Deventerem w tych dniach, było nie więcej niż około 400.

Południowoafrykańska historia oficjalna opisuje epizod z wieczoru 17 kwietnia. Van Deventer ze sztabem i eskortą dwunastu ludzi prowadził osobiście rozpoznanie na lewym skrzydle, gdy natknął się na kilka niemieckich kompanii z tragarzami, które obchodziły jego pozycje, zapewne by następnego dnia uderzyć mu na tyły. Pozwolił im podejść blisko i otworzył szybki ogień z dwunastu karabinów. Zaskoczeni Niemcy rozbiegli się w nieładzie, a inicjatywa została po stronie Południowoafrykańczyków. Następnego dnia van Deventer ruszył do natarcia na niemieckie pozycje osłaniające Kondoa Irangi.