TheGreatWar.pl
← Oś czasu

Początek walk pod Latema Nek

Kategoria:
Działania zbrojne
Front:
Afryka
Data:
11 marca 1916
Autor:
Natalia
Bitwa:
Ofensywa kilimandżarska
Tagi:
Niemiecka Afryka Wschodnia, Związek Południowej Afryki, Indie Brytyjskie, Paul von Lettow-Vorbeck

11 marca 1916 roku w południe brytyjskie wojska zaatakowały niemiecką pozycję na wzgórzach Latema i Reata na zachód od zajętej dzień wcześniej Tavety. Oba porośnięte gęstym buszem wzgórza wznosiły się około 200 metrów nad równiną w przejściu między Kilimandżaro a górami Pare. Przełęcz między nimi (po angielsku nek) zamykała drogę z Tavety do stacji kolejowej Kahe, a obok Latemy biegła droga do Moshi. Generał porucznik Jan Smuts nie wiedział, czy broni się tu tylko niemiecka straż tylna, czy główne siły Paula von Lettow-Vorbecka, ale uznał, że musi zepchnąć Niemców z przełęczy, zanim ruszy dalej. Obejście wzgórz od północy było bardzo trudne, a od południa, przez busz i bagna, niemożliwe. Postanowił więc zaatakować od czoła, a równocześnie wysłał konnicę generała brygady Jacoba van Deventera dalej na zachód, w stronę Moshi.

Do ataku ruszyła 1 Brygada Wschodnioafrykańska generała brygady Wilfrida Mallesona z 2 Dywizji generała majora Michaela Tighe’a: 130 Pułk Beludżów, 2 Pułk Rodezyjski i 3 batalion afrykańskich strzelców King’s African Rifles, razem około 1500 ludzi, początkowo wspieranych tylko przez 12 dział. Bronił się oddział majora Georga Krauta. Według brytyjskiej historii oficjalnej, opartej na danych niemieckich, liczył on na początku około 550 żołnierzy, głównie askarysów, z trzema lekkimi działami i czterema karabinami maszynowymi. W ciągu dnia nadeszły posiłki, które podniosły jego siłę do około tysiąca ludzi. Niemcy mieli doskonale ukryte stanowiska w zaroślach na grzbiecie, a atakujący musieli iść przez otwartą równinę.

Beludżowie i strzelcy afrykańscy doszli do podnóża zboczy i tam utknęli w ogniu. Z powodu trudnej łączności w buszu wiadomości docierały do dowództwa z opóźnieniem. Chory od rana na czerwonkę Malleson musiał zdać dowództwo i około godziny 16 walką pokierował sam Tighe. Około 17 posłał do ataku Rodezyjczyków. Zachodzące za Latemą słońce oślepiało ich na równinie, a zbocza tonęły w cieniu i artylerzyści nie widzieli własnej piechoty. Część Rodezyjczyków dotarła na grzbiet i tam się utrzymała, ale około 18 silny niemiecki kontratak z przełęczy zepchnął większość z nich na dół. Wycofali się też wyczerpani po pięciu godzinach walki Beludżowie i strzelcy King’s African Rifles, których dowódca, podpułkownik B. R. Graham, zginął. Na równinie okopywał się już świeżo przybyły 5 batalion piechoty południowoafrykańskiej, który o 18.30 odparł niemiecką próbę przełamania.

Około 20 nadszedł wysłany przez Smutsa 7 batalion piechoty południowoafrykańskiej. Tighe uznał, że Niemców nie jest wielu i najłatwiej wyprzeć ich nocnym atakiem na bagnety. Około 21, przy świetle księżyca w pierwszej kwadrze, 5 i 7 batalion ruszyły bez rozpoznania terenu na oba wzgórza. Pod grzbietem spotkał je gwałtowny kontratak, który odrzucił większość Południowoafrykańczyków. Dowódca natarcia, podpułkownik J. J. Byron, doszedł drogą aż na przełęcz, ale pod krzyżowym ogniem trzech karabinów maszynowych stracił połowę ze swoich 40 ludzi, sam został ranny i wycofał się. Do swoich wrócił o 1.30 w nocy. W ciemności dowództwo straciło łączność z oddziałami i ani Tighe, ani Smuts nie wiedzieli, że grupy żołnierzy 7 batalionu i Rodezyjczyków wciąż trzymają się na grzbietach po obu stronach przełęczy.

Nocny atak, choć wyglądał na nieudany, przesądził o losach walki. Lettow-Vorbeck trzymał cały dzień odwód nad rzeką Himo i wieczorem, uznając pozycję Krauta za bezpieczną, przygotowywał uderzenie na konnicę van Deventera. O 22.30 dowódca niemieckiej artylerii na Latemie zameldował mu telefonicznie, że Południowoafrykańczycy wdarli się na pozycję Reata. Lettow odwołał atak i kazał wojskom cofać się w stronę drogi na Kahe. Część oddziałów Krauta zaczęła już schodzić ze wzgórz, a odwrót z przełęczy trwał do świtu 12 marca.