TheGreatWar.pl
← Oś czasu

Francuzi wkraczają do Miluzy

Kategoria:
Wojsko
Front:
Front zachodni
Data:
17 listopada 1918
Autor:
Natalia
Tagi:
Francja, Alzacja, Niemcy

17 listopada 1918 roku wojska francuskie po raz trzeci w tej wojnie wkroczyły do Miluzy, największego miasta przemysłowego Górnej Alzacji. Poprzednio były tu dwa razy w sierpniu 1914 roku, na początku wojny. Za każdym razem po kilku dniach musiały się wycofać, a 25 sierpnia 1914 roku Niemcy zajęli miasto na ponad cztery lata. Tym razem Francuzi nie musieli walczyć. Zgodnie z rozejmem w Compiègne Niemcy mieli w ciągu 15 dni opuścić okupowaną Francję, Belgię, Luksemburg oraz Alzację i Lotaryngię, które od 1871 roku należały do Rzeszy. Tego samego dnia Francuzi weszli też między innymi do Altkirch, Cernay i Ribeauvillé.

Miasto czeka

Ostatnie dni niemieckiej władzy w Miluzie były niespokojne. Pod wpływem rewolucji w Niemczech 9 i 10 listopada w mieście powstała rada żołnierska, a 13 listopada próbowano jeszcze utworzyć radę robotniczą. Burmistrz Joseph Cossmann zorganizował straż obywatelską, która miała pilnować porządku do przyjścia Francuzów. Według historyka Francisa Grandhomme’a rada żołnierska ostrzegała, że jeśli ludność będzie zaczepiać wycofujące się wojska, żołnierze użyją broni, a nawet artylerii. Do poważnych starć jednak nie doszło. Na ulicach pojawiło się za to mnóstwo trójkolorowych kokard. Nauczyciel Philippe Husser, który przez całą wojnę prowadził dziennik, zanotował, że nosiły je nawet osoby skądinąd bardzo poważne.

Rozejm wyznaczał także tempo marszu wojsk francuskich. Mogły one przekroczyć dawną linię frontu dopiero piątego dnia po jego podpisaniu i miały posuwać się w ślad za Niemcami, zachowując bezpieczny odstęp. Miluza czekała więc na nie kilka dni. Miejscowy kronikarz Émile Zundel pisał, że już 15 listopada miasto było udekorowane i czekało na zapowiedzianą armię francuską, ale na próżno. Do Miluzy przychodzili tylko pojedynczy oficerowie i żołnierze, witani owacjami, oraz uwolnieni jeńcy.

Wkroczenie

17 listopada do miasta weszły wojska generała Auguste’a Hirschauera, dowódcy 2 Armii. Był to wybór nieprzypadkowy. Hirschauer urodził się w lotaryńskim Saint-Avold, ale rodzina jego ojca pochodziła z Miluzy. W przemówieniu wspomniał ojca, który „spoczywa w alzackiej ziemi”. Według Grandhomme’a na tę okazję włożył też dawne czerwone spodnie, jakie francuska piechota nosiła w 1914 roku, by zatrzeć w pamięci mieszkańców rozczarowanie z początku wojny. Żołnierze przeszli udekorowaną flagami trasą od Dornach przez centrum aż pod dworzec, gdzie odbyła się defilada.

Powitanie było gorące, choć nie wszędzie tak jednomyślne, jak przedstawiała to francuska prasa. Husser zauważył, że wielu żołnierzy wyglądało na zmęczonych i obojętnych. Zundel opisał z kolei, jak mieszkańcy, przy cichej zgodzie kierowców, ściągnęli z wojskowych ciężarówek około 20 tysięcy bochenków chleba. Zbyt natarczywy tłum chętnych na biały chleb trzeba było rozpędzać strażackimi sikawkami, a wieczorem fajerwerki puszczane „na oślep” wywołały pożar.

Co dalej

Od 17 listopada francuskie wojska szły dalej przez Alzację. Następnego dnia weszły do Colmaru i Sélestatu, a kilka dni później do Strasburga. Na pamiątkę tego dnia jedną z ulic Miluzy nazwano później ulicą 17 Listopada. W dniach 8–10 grudnia przez odzyskane miasta Alzacji i Lotaryngii przejechali prezydent Raymond Poincaré i premier Georges Clemenceau. W Miluzie Poincaré oddał hołd miastu, które na początku wojny „dwa razy mogło uwierzyć, że jest wolne” i dwa razy wracało w ręce wroga.