- Kategoria:
- Polityka
- Data:
- 9 listopada 1918
- Autor:
- Łukasz Skowroń
9 listopada 1918 roku w ciągu kilku godzin upadło Cesarstwo Niemieckie. Rano w Berlinie zaczął się strajk generalny, a setki tysięcy robotników i żołnierzy ruszyły w pochodach do śródmieścia. Przed południem kanclerz, książę Max von Baden, na własną rękę ogłosił, że cesarz Wilhelm II zrzeka się tronu. W południe przekazał urząd przywódcy socjaldemokratów Friedrichowi Ebertowi. Około 14.00 Philipp Scheidemann proklamował z okna Reichstagu republikę niemiecką, a dwie godziny później Karl Liebknecht ogłosił przed zamkiem cesarskim „wolną socjalistyczną republikę”. Tymczasem w kwaterze głównej w Spa generał Wilhelm Groener oznajmił cesarzowi, że armia nie pójdzie już za nim. Tego samego dnia niemiecka delegacja w lesie Compiègne zastanawiała się nad warunkami rozejmu, które usłyszała od marszałka Focha.
Cesarz w Spa
Od noty Wilsona z 23 października wszyscy w Berlinie rozumieli, że cesarz stoi na drodze do pokoju. Wilhelm II nie chciał o tym słyszeć. 29 października wyjechał z Poczdamu do kwatery naczelnego dowództwa w Spa, co w Niemczech odebrano jako ucieczkę pod opiekę generałów. 1 listopada kanclerz wysłał do niego pruskiego ministra spraw wewnętrznych Billa Drewsa, by skłonić go do abdykacji. Cesarz odmówił. Według listu, który napisał dwa dni później, ostrzegał Drewsa, że po jego odejściu upadną wszystkie dynastie, armia rozsypie się, a front „przeleje się przez Ren”. Feldmarszałek Paul von Hindenburg i Groener, następca Ludendorffa, stanęli wtedy po stronie monarchy. W kolejnych dniach Wilhelm II snuł plany, że po zawarciu rozejmu stanie na czele wojsk frontowych i zdusi rewolucję w kraju.
Tymczasem rewolucja, która zaczęła się od buntu marynarzy w Kilonii, przejmowała jedno miasto po drugim. 7 listopada upadła monarchia w Bawarii. Tego samego dnia przywódcy socjaldemokratów postawili kanclerzowi ultimatum: jeśli cesarz nie abdykuje, wyjdą z rządu. Ebert powiedział wtedy księciu Maksowi: „Jeśli cesarz nie abdykuje, rewolucja społeczna jest nieunikniona. Ale ja jej nie chcę, ja jej nienawidzę jak grzechu”. Socjaldemokraci domagali się odejścia cesarza i następcy tronu, ale nie zniesienia monarchii. Byli gotowi przyjąć monarchię parlamentarną z regencją w imieniu jednego z młodszych Hohenzollernów. Wieczorem 8 listopada Niezależna Socjaldemokratyczna Partia Niemiec wezwała na 26 wiecach do strajku generalnego i demonstracji następnego dnia. Kanclerz ściągnął do stolicy uchodzących za pewnych strzelców (Jäger) z Naumburga.
Poranek w Berlinie
Rano 9 listopada stanęły wielkie zakłady pracy, a robotnicy wielu z nich wyszli na ulice, wielu z bronią. Na transparentach pisano „Jedność” i „Bracia, nie strzelajcie!”. Strzelcy z Naumburga, którym oficerowie rozdali granaty ręczne, wysłali delegację do redakcji socjaldemokratycznego dziennika „Vorwärts”, by dowiedzieć się, co się dzieje. Przyjął ich poseł Otto Wels, który przekonał ich do poparcia socjaldemokratów, a potem objeżdżał kolejne koszary. Pułk po pułku żołnierze przechodzili na stronę rewolucji albo ogłaszali, że nie będą strzelać. Władza wojskowa w stolicy wymknęła się z rąk starego reżimu.
Książę Max co chwila telefonował do Spa, wołając, że sprawa abdykacji jest już kwestią nie godzin, lecz minut. Wciąż nie dostawał odpowiedzi. O 11.30 agencja Wolffa rozesłała jego oświadczenie: „Cesarz i król postanowił zrzec się tronu. Kanclerz Rzeszy pozostaje na stanowisku, dopóki nie zostaną uregulowane sprawy związane z abdykacją cesarza, zrzeczeniem się tronu przez następcę tronu Rzeszy Niemieckiej i Prus oraz ustanowieniem regencji”. Kanclerz zapowiadał też, że zaproponuje regentowi mianowanie Eberta kanclerzem i rozpisanie wyborów do zgromadzenia narodowego, które rozstrzygnie o przyszłym ustroju Niemiec. Wilhelm II nie wyraził na to zgody. Większość historyków uważa ten krok za samowolę kanclerza. Niemiecki historyk Lothar Machtan wskazuje jednak na relację, według której wcześniej Groener dał Berlinowi telefonicznie do zrozumienia, że pełna abdykacja jest kwestią chwil.
Ebert kanclerzem
W południe Ebert z innymi przywódcami partii przyszedł do kancelarii Rzeszy i zażądał władzy, bo za socjaldemokratami stał już berliński garnizon. Książę Max przekazał mu urząd kanclerza. Konstytucja nie przewidywała takiego przekazania władzy z rąk do rąk, był to więc akt rewolucyjny, dokonany przez ludzi, którzy rewolucji nie chcieli. Ebert prosił księcia, by do czasu rozstrzygnięcia sprawy tronu został regentem, ale ten nie przyjął tej roli i wkrótce wyjechał z Berlina. Specjalne wydania „Vorwärts” wzywały demonstrantów do powrotu do domów i koszar. Nikt ich nie posłuchał, a coraz więcej ludzi żądało zniesienia monarchii.
Wczesnym popołudniem Scheidemann, który jadł obiad w restauracji Reichstagu, dowiedział się, że Liebknecht, przywódca Związku Spartakusa, wypuszczony niedawno z więzienia, zamierza ogłosić republikę rad. Nie chciał oddać inicjatywy skrajnej lewicy. Kilka minut po 14.00 wyszedł do okna na pierwszym piętrze gmachu Reichstagu i przemówił do tłumu. Według sprawozdania „Vossische Zeitung” mówił: „Zwyciężyliśmy na całej linii, starego już nie ma. Ebert został mianowany kanclerzem Rzeszy (…). Hohenzollernowie abdykowali. Dbajcie, by tego dumnego dnia nic nie splamiło. Niech będzie na zawsze dniem chwały w dziejach Niemiec. Niech żyje republika niemiecka!”. Dłuższa, bardziej znana wersja tego przemówienia to rekonstrukcja, którą Scheidemann nagrał na płytę dopiero w 1920 roku. Ebert był wściekły. Chciał, by o ustroju państwa rozstrzygnęło zgromadzenie narodowe. Wiwaty tłumu pokazały jednak, że na monarchię było już za późno.
Około 16.00 Liebknecht przemówił w ogrodzie Lustgarten, a potem z okna zamku cesarskiego, który zajął tłum. „Nadszedł dzień rewolucji. Wymusiliśmy pokój (…). Panowanie Hohenzollernów, którzy przez stulecia mieszkali w tym zamku, skończyło się. W tej godzinie proklamujemy wolną socjalistyczną republikę Niemiec”, wołał, zapowiadając, że tam, gdzie powiewała cesarska standarda, zawiśnie czerwona flaga. Jego proklamacja nie miała jednak za sobą realnej siły. Wieczorem około stu Rewolucyjnych Mężów Zaufania z berlińskich fabryk zajęło salę Reichstagu i zwołało na następny dzień wybory do rad robotniczych i żołnierskich. Ebert zaproponował tymczasem niezależnym socjalistom wspólny rząd.
Ostatni dzień cesarza
Rano w Spa, w hotelu Britannique, rozstrzygał się los Wilhelma II. Generałowie z jego otoczenia wciąż wierzyli, że wojsko pomoże cesarzowi odzyskać władzę. Pułkownik Wilhelm Heye przepytał 39 ściągniętych z frontu oficerów. Według niemieckich opracowań tylko jeden uważał marsz na Berlin za możliwy, 23 nie widziało żadnych szans, a 15 uznało je za bardzo wątpliwe. Żołnierze, meldował Heye, są śmiertelnie zmęczeni i chcą tylko wrócić do domu. Groener powiedział wtedy cesarzowi wprost, że armia wróci do kraju w porządku pod wodzą swoich dowódców, „ale nie pod rozkazami Waszej Królewskiej Mości. Wojsko nie stoi już za Waszą Królewską Mością”. Hindenburg w większości milczał.
Wilhelm II wymyślił wtedy, że abdykuje jako cesarz, ale pozostanie królem Prus. Według konstytucji z 1871 roku obie korony były jednak nierozłączne, a takie rozwiązanie mogło rozsadzić Rzeszę. Jego doradcy redagowali jeszcze odpowiedni dokument, gdy około 14.00 nadeszły wiadomości z Berlina. Cesarz nazwał kanclerza przez telefon „łajdakiem”, ale nic już nie mógł zmienić. Hindenburg, wzruszony do łez, doradził mu wyjazd. Pogłoski mówiły, że do Spa zbliżają się zrewoltowane oddziały, a wszyscy pamiętali los zamordowanego kilka miesięcy wcześniej cara Mikołaja II. Około 16.00 Wilhelm II pożegnał się z dowódcami, odmawiając podania ręki Groenerowi, i przeniósł się do swojego pociągu. W liście do żony pisał, że Max „dokonał zdrady”, a Berlin jest „w rękach bolszewików”. Następnego dnia o świcie ruszył w stronę granicy holenderskiej.
Koniec monarchii
Ani ogłoszenie abdykacji przez kanclerza, ani przekazanie władzy Ebertowi, ani proklamacja Scheidemanna nie miały podstaw w konstytucji. Wszystkie jednak stworzyły trwałe fakty. 10 listopada zgromadzenie rad berlińskich zatwierdziło sześcioosobową Radę Pełnomocników Ludowych z udziałem obu partii socjalistycznych, z Ebertem i Hugonem Haasem na czele. Tego samego wieczoru Ebert porozumiał się telefonicznie z Groenerem: armia uznała nowy rząd, a ten obiecał jej pomoc w utrzymaniu porządku i dyscypliny. Do 25 listopada tron straciły także pozostałe niemieckie dynastie. Niemcy, tracąc monarchię, stawały się republiką, później nazwaną weimarską.
Dla przeciwników nowego państwa 9 listopada stał się jednak datą „zdrady”. Generałowie, którzy we wrześniu sami zażądali rozejmu, szybko zaczęli głosić, że niepokonaną armię pchnęli nożem w plecy rewolucjoniści w kraju. Ta legenda ciążyła nad Republiką Weimarską przez całe jej istnienie.