29 września 1918 roku w Spa, belgijskim uzdrowisku, w którym mieściła się niemiecka kwatera główna, przywódcy armii oznajmili cesarzowi i ministrowi spraw zagranicznych, że wojny nie da się już prowadzić dalej i że Niemcy muszą natychmiast poprosić o rozejm. Feldmarszałek Paul von Hindenburg i generał Erich Ludendorff, pierwszy kwatermistrz generalny i faktyczny kierownik naczelnego dowództwa, jeszcze w lipcu zapewniali, że ofensywa przyniesie zwycięstwo, a w połowie sierpnia na naradzie w Spa przekonywali, że armia utrzyma się na ziemi francuskiej. Teraz sami zażądali, by przez prezydenta Woodrowa Wilsona zaproponować przeciwnikom pokój i zawieszenie broni. Cesarz Wilhelm II się zgodził. Tego samego dnia zapadła też decyzja o oddaniu władzy rządowi opartemu na większości w Reichstagu. Był to początek końca Cesarstwa Niemieckiego.
Tydzień klęsk
Od sierpnia front zachodni cofał się bez przerwy, ale ostatni tydzień września przyniósł ciosy jeden po drugim. 26 września wieczorem do Spa dotarły z Wiednia wiadomości, że Carstwo Bułgarii, którego armia rozpadała się pod uderzeniami ofensywy nad Wardarem, chce zawrzeć odrębny pokój, a jej delegaci jadą do Salonik prosić o rozejm. Ludendorff polecił wysłać na Bałkany kilka dywizji, ale wiedział, że nie zdążą: upadek Bułgarii odcinał Turcję, otwierał aliantom drogę nad Dunaj i zagrażał rumuńskiej ropie. Tego samego dnia rano Amerykanie i Francuzi uderzyli między Mozą a Argonnami i w Szampanii, 27 września Brytyjczycy i Kanadyjczycy sforsowali Kanał du Nord przed Cambrai, a 28 września Belgowie, Brytyjczycy i Francuzi w jeden dzień odzyskali pod Ypres cały teren, o który w 1917 roku walczono miesiącami. Na 29 września szykowano już atak na główną pozycję linii Zygfryda nad Kanałem Saint-Quentin.
Ludendorff od tygodni był u kresu sił. Pracował po kilkanaście godzin, spał mało, wybuchał gniewem na podwładnych. Jego współpracownicy byli tym tak zaniepokojeni, że pod koniec lata sprowadzili do kwatery lekarza, specjalistę od chorób nerwowych, doktora Hochheimera, który namawiał generała do odpoczynku. Część oficerów sztabu, z pułkownikiem Wilhelmem Heyem na czele, uznała już wcześniej, że wojna jest przegrana, i według części historyków jeszcze przed decyzją Ludendorffa ostrzegła o tym ministerstwo spraw zagranicznych. Sam Ludendorff pisał potem, że do wniosku o konieczności prośby o pokój dochodził „nie nagle, lecz krok po kroku”, od początku sierpnia.
Szósta po południu
Według pamiętników Ludendorffa 28 września o szóstej po południu zszedł do pokoju Hindenburga w hotelu Britannique, piętro niżej. Przedstawił mu swój pogląd: położenie może się tylko pogorszyć, choćby z powodu Bałkanów, nawet jeśli na zachodzie front się utrzyma, więc trzeba bez zwłoki wystąpić z ofertą pokojową i prośbą o rozejm. Feldmarszałek wysłuchał go poruszony i odpowiedział, że sam zamierzał powiedzieć mu to samo wieczorem. Uzgodnili, że warunki rozejmu muszą pozwolić na uporządkowaną ewakuację zajętych terenów i na wznowienie walki na własnej granicy, a ziem zdobytych na wschodzie nie zamierzali oddawać, licząc, że ententa też boi się bolszewizmu. „Rozstaliśmy się z feldmarszałkiem mocnym uściskiem dłoni – pisał Ludendorff – jak ludzie, którzy pogrzebali swoje najdroższe nadzieje”.
Na niedzielę 29 września do Spa przyjechał sekretarz stanu spraw zagranicznych Paul von Hintze. W Berlinie już wtedy przygotowywano grunt. Memoriał sporządzony 28 września w jego urzędzie stwierdzał, że warunkiem pokoju jest utworzenie, „z wolnej inicjatywy” cesarza, nowego rządu na szerokiej podstawie narodowej, z udziałem przywódców partii. Nowy rząd miał poprosić Wilsona o przywrócenie pokoju na podstawie czternastu punktów, a „zgodnie z życzeniem naszych władz wojskowych” także o natychmiastowy rozejm.
Narada w hotelu Britannique
Rozmowa zaczęła się o dziesiątej rano w hotelu Britannique, w obecności Heyego. Relacje uczestników się różnią. Ludendorff twierdził, że Hintze od razu zaczął od polityki wewnętrznej: pozycja kanclerza Georga von Hertlinga jest tak zachwiana, że nie może on dłużej sprawować urzędu, konieczna jest zmiana całego systemu i utworzenie rządu parlamentarnego, w przeciwnym razie grozi rewolucja. Według zapisków Hintzego, na które powołują się historycy, to Ludendorff otworzył rozmowę oświadczeniem, że położenie armii wymaga natychmiastowego zawieszenia broni, by uniknąć katastrofy. Hintze odpowiedział, że tak gwałtowny zwrot wstrząśnie krajem, i wskazał dwie drogi: dyktaturę albo „rewolucję od góry”, czyli wpuszczenie do rządu przedstawicieli większości parlamentarnej. Dyktaturę wszyscy odrzucili.
Co do drogi do pokoju wojskowi zgodzili się z ministrem. Hintze uważał, że najlepiej zwrócić się bezpośrednio do Wilsona, który wielokrotnie i uroczyście ogłaszał swoje warunki, a dzięki amerykańskiemu wojsku we Francji mógł je narzucić Londynowi i Paryżowi. Ludendorff zaproponował jedynie, by identyczną notę przesłać do wiadomości Brytyjczykom i Francuzom. Wiedział, że wymiana not przez Waszyngton potrwa i rozejmu nie da się uzyskać z dnia na dzień.
U cesarza
Zaraz potem obaj wodzowie i Hintze poszli do cesarza, który przyjechał do Spa z Kassel. Hintze przedstawił położenie wewnętrzne i propozycję oferty dla Wilsona, Hindenburg opisał sytuację wojskową, a Ludendorff krótko ją potwierdził. Według Ludendorffa Wilhelm II był „niezwykle spokojny” i przyjął oba wnioski. Kanclerza przy tym nie było. Hertling przyjechał do Spa dopiero po południu i zastał decyzje podjęte bez niego. Przeciwnik parlamentaryzacji nie chciał prowadzić takiego rządu i jeszcze tego dnia poprosił o zwolnienie. Na pytanie Ludendorffa, kiedy nowy rząd zostanie utworzony, a nota uzgodniona z sojusznikami i gotowa do wysłania, Hintze odpowiedział, że we wtorek 1 października.
O 21.40 Hintze zatelegrafował do Berlina, że na rozkaz cesarza i za zgodą kanclerza zamierza zaproponować Wilsonowi pokój na podstawie czternastu punktów, poprosić go o zwołanie konferencji pokojowej w Waszyngtonie i zarazem o natychmiastowe wstrzymanie działań wojennych. Jeśli sojusznicy się zgodzą, propozycję miał przedstawić „nowy rząd cesarski, który jest właśnie w trakcie tworzenia”, tak by wyglądało, że wyszła od niego. Jeszcze tej nocy poinformowano Wiedeń i Konstantynopol. Wieczorem do Berlina wyjechał major baron Erich von dem Bussche, który miał wyjaśnić przywódcom partii położenie na froncie.
Ucieczka od odpowiedzialności
Decyzja z 29 września zaskoczyła polityków, którym od miesięcy mówiono o rychłym zwycięstwie. Ludendorff nie zamierzał brać na siebie winy. 1 października powiedział zebranym oficerom sztabu, że poprosił cesarza, by do rządu weszli ludzie, którym armia „zawdzięcza” to, że doszło do takiego położenia: „Niech teraz zjedzą zupę, którą nam nawarzyli”. Historycy widzą w tym zdaniu zalążek legendy o ciosie w plecy. Do dziś spierają się też, czy żądanie rozejmu było wybuchem paniki przemęczonego generała, czy chłodną kalkulacją, by przerzucić odpowiedzialność za klęskę na parlament, i czy Ludendorff nie liczył po prostu na kilkutygodniowe wytchnienie, po którym armia mogłaby walczyć dalej.
W następnych dniach naczelne dowództwo naciskało na Berlin, by notę wysłać natychmiast, nie czekając na nowy rząd, bo „dziś wojska jeszcze się trzymają, co będzie jutro, nie wiadomo”. Nowym kanclerzem został książę Max von Baden, który uważał taki pośpiech za szkodliwy, ale ustąpił. Notę z prośbą o rozejm, datowaną 3 października, przekazano Wilsonowi przez Szwajcarię. Wymiana not ciągnęła się przez cały październik, a rozejm podpisano dopiero 11 listopada.