Pierwsza odpowiedź Wilsona
- Kategoria:
- Dyplomacja
- Data:
- 8 października 1918
- Autor:
- Łukasz Skowroń
8 października 1918 roku sekretarz stanu Robert Lansing przekazał szwajcarskiemu chargé d’affaires w Waszyngtonie, który reprezentował interesy Niemiec, odpowiedź prezydenta Woodrowa Wilsona na niemiecką prośbę o rozejm. Nie była to ani zgoda, ani odmowa. Prezydent oświadczył, że zanim odpowie, musi się upewnić, co dokładnie oznacza nota kanclerza Maxa von Baden, i zadał trzy pytania. Czy rząd niemiecki przyjmuje warunki z orędzia do Kongresu z 8 stycznia, czyli czternaście punktów, oraz z późniejszych wystąpień prezydenta, a w rokowaniach chce jedynie uzgodnić praktyczne szczegóły ich zastosowania? Czy państwa centralne zgodzą się natychmiast wycofać wojska ze wszystkich zajętych terytoriów? Dopóki ich armie stały na ziemi przeciwników, Wilson nie zamierzał proponować sojusznikom zawieszenia broni. Wreszcie prezydent pytał, czy kanclerz mówi jedynie w imieniu tych władz Rzeszy, które dotąd prowadziły wojnę. Odpowiedzi na te pytania uznał za „żywotne z każdego punktu widzenia”.
Niepokój aliantów
Wilson odpowiedział sam, bez porozumienia z państwami, u boku których walczyły Stany Zjednoczone. Premierzy Wielkiej Brytanii, Francji i Włoch, zebrani akurat w Paryżu, 8 października przerwali naradę bez decyzji i czekali na wiadomość z Waszyngtonu. Gdy poznali notę, nie kryli rozczarowania. Według amerykańskiego oficera łącznikowego David Lloyd George żałował, że prezydent nie pozostawił warunków rozejmu wojskowym. Niemcy cofali się na wielu odcinkach frontu z aliantami na karku, a gdyby dano im czas na spokojne opuszczenie Francji i Belgii, mogliby wycofać armię na nowe pozycje obronne. Marszałek Ferdinand Foch już 8 października przedstawił własną wizję rozejmu: ewakuację wszystkich ziem aż po lewy brzeg Renu i przyczółki na Renie w rękach aliantów.
9 października premierzy wysłali Wilsonowi wspólną notę. Zgadzali się, że opuszczenie zajętych terenów jest warunkiem wstępnym wszelkich rozmów o rozejmie, ale podkreślali, że to za mało. Wróg mógłby wykorzystać zawieszenie broni, by ocalić sprzęt, odtworzyć oddziały i zająć nowe, umocnione pozycje. Warunki rozejmu dało się ich zdaniem określić dopiero po wysłuchaniu ekspertów wojskowych i zgodnie z położeniem na froncie. Tego samego wieczoru premierzy poprosili też prezydenta, by przysłał do Europy przedstawiciela, który cieszyłby się jego pełnym zaufaniem.
Narady w Berlinie
W Berlinie notę omawiano od 9 października. Na naradę w kancelarii Rzeszy przyjechał generał Erich Ludendorff. Jego najbliższy współpracownik, pułkownik Wilhelm Heye, ostrzegał, że naczelne dowództwo igrałoby z losem, gdyby nie przyspieszało kroków pokojowych. „Może zdołamy wytrwać do wiosny, ale zwrot na gorsze może przyjść każdego dnia. Wczoraj przełamanie naszych linii wisiało na włosku” – mówił, mając na myśli brytyjskie uderzenie pod Cambrai. Na pytanie, czy front da się utrzymać jeszcze przez trzy miesiące, Ludendorff odpowiedział przecząco. Dla ministrów oznaczało to, że trzeba przyjąć zasadę ewakuacji.
Feldmarszałek Paul von Hindenburg długo się wahał. Chciał zastrzec, że rokowania pokojowe zaczną się natychmiast, że wraz z ewakuacją nastąpi zawieszenie broni, a ziemie dawnego Imperium Rosyjskiego nie zostaną na razie opuszczone. Ostatecznie zrezygnował z tych zastrzeżeń i zażądał tylko jednego zdania: że Niemcy zakładają, iż także sojusznicy Ameryki przyjmują stanowisko prezydenta. Miało to chronić przed dalej idącymi żądaniami Londynu i Paryża. Sekretarz stanu marynarki Ernst von Mann zgodził się na odpowiedź „z ciężkim sercem”. Ostrzegał, że Niemcy oddają się w ręce Wilsona, nie wiedząc, czy to idealista, czy przywódca wielkiego kapitału, i że rozejm będzie oznaczał koniec wojny podwodnej, ostatniej broni zaczepnej Rzeszy. 12 października Hindenburg i Ludendorff zatelegrafowali, że zgadzają się na tekst noty.
Odpowiedź z 12 października
Notę datowaną 12 października podpisał nowy sekretarz stanu spraw zagranicznych Wilhelm Solf. Rząd niemiecki oświadczał w niej, że przyjął warunki z orędzia z 8 stycznia i z późniejszych wystąpień prezydenta jako podstawę trwałego i sprawiedliwego pokoju, więc w rokowaniach chce uzgodnić jedynie praktyczne szczegóły ich zastosowania. Wyrażał przekonanie, że rządy sprzymierzone ze Stanami Zjednoczonymi również przyjmują stanowisko Wilsona. W porozumieniu z Austro-Węgrami Niemcy deklarowały gotowość spełnienia propozycji prezydenta w sprawie ewakuacji i proponowały, by sprawy techniczne ustaliła mieszana komisja. Na trzecie pytanie Solf odpowiadał, że obecny rząd powstał w porozumieniu z ogromną większością Reichstagu, a kanclerz, popierany przez tę większość, mówi w imieniu rządu i narodu niemieckiego.
Nota znów szła przez Szwajcarię. Według amerykańskiego wicekonsula w Zurychu Niemcy proponowali, by dla pośpiechu nadać ją z radiostacji w Nauen, ale Szwajcarzy obawiali się nieporozumień w Ameryce. Szwajcarski chargé d’affaires otrzymał tekst rano 14 października i jeszcze tego dnia wręczył go Lansingowi. Niemiecka prasa uznała pierwszą notę Wilsona za zadowalającą. Podkreślała, że po raz pierwszy niemiecka oferta pokojowa nie została od razu odrzucona. Tylko konserwatyści przekonywali, że żądanie ewakuacji to żądanie kapitulacji. Nadzieje okazały się krótkie. Tymczasem 10 października na Morzu Irlandzkim niemiecki okręt podwodny zatopił statek pocztowy „Leinster” z setkami pasażerów na pokładzie, co w Ameryce i Wielkiej Brytanii wywołało oburzenie. Kolejna odpowiedź prezydenta, wysłana 14 października, była znacznie ostrzejsza od pierwszej.