Dymisja Ludendorffa
- Kategoria:
- Polityka
- Data:
- 26 października 1918
- Autor:
- Łukasz Skowroń
26 października 1918 roku w berlińskim pałacu Bellevue cesarz Wilhelm II przyjął dymisję generała Ericha Ludendorffa, pierwszego kwatermistrza generalnego armii. Od sierpnia 1916 roku, gdy razem z feldmarszałkiem Paulem von Hindenburgiem przejął naczelne dowództwo, to on faktycznie kierował niemiecką wojną, a w ostatnich dwóch latach także w dużej mierze polityką Rzeszy. Formalnie odszedł na własną prośbę, w rzeczywistości jego usunięcia zażądał kanclerz, książę Max von Baden. Brytyjska chronologia wojny podaje datę 27 października, ale niemieckie źródła i pamiętniki samego Ludendorffa wskazują jednoznacznie na 26 października. Hindenburg pozostał na stanowisku.
Generał zmienia zdanie
Pod koniec września to Ludendorff zażądał natychmiastowej prośby o rozejm, a 4 października rząd wysłał noty do Wilsona. W połowie miesiąca generał patrzył na położenie inaczej. Front na zachodzie cofał się, ale się nie rozpadał, i Ludendorff zaczął wierzyć, że armia zdoła utrzymać się jeszcze przez zimę na skróconej linii. Na posiedzeniu gabinetu wojennego 17 października przekonywał, że wojsko może walczyć dalej, a kanclerz mu się sprzeciwił. Tymczasem kolejne odpowiedzi Waszyngtonu stawały się coraz twardsze. W nocie z 23 października prezydent Wilson zgodził się przekazać korespondencję z Niemcami sojusznikom, ale zastrzegł, że rozejm może być tylko taki, który uniemożliwi Niemcom wznowienie walki. Dodał, że jeśli Stany Zjednoczone mają mieć do czynienia z „wojskowymi władcami i monarchicznymi autokratami” Niemiec, zażądają nie rokowań pokojowych, lecz kapitulacji.
Rozkaz z 24 października
Wieczorem 24 października w Spa przyniesiono Ludendorffowi do kontrasygnaty odezwę do wojska, podpisaną już przez Hindenburga. Głosiła, że odpowiedź Wilsona jest żądaniem bezwarunkowej kapitulacji, a więc „dla nas, żołnierzy, nie do przyjęcia”. Dowodzi, że wola zniszczenia Niemiec, która w 1914 roku rozpętała wojnę, wciąż trwa, a wrogowie posługują się hasłem „pokoju sprawiedliwości” tylko po to, by złamać opór. Odpowiedź Wilsona mogła więc być dla żołnierzy jedynie „wezwaniem do dalszego oporu z wszystkich sił”. Ludendorff twierdził potem, że był zaskoczony tonem tekstu, ale oficer, który go przygotował, zapewnił go, że jest zgodny z poglądami rządu, więc się podpisał. Odezwa była sprzeczna z polityką kanclerza, który właśnie próbował doprowadzić do rozejmu.
Pułkownik Wilhelm Heye z naczelnego dowództwa zatrzymał rozsyłanie rozkazu, ale było już za późno. Według Ludendorffa tekst wyciekł w Kownie, gdzie wojskowy węzeł łączności kontrolowali już ludzie związani z ruchem rewolucyjnym, i dotarł do Niezależnej Socjaldemokratycznej Partii Niemiec. 25 października w południe na posiedzeniu Reichstagu wybuchła burza. Posłowie zobaczyli w odezwie dowód, że wojskowi nadal prowadzą własną politykę ponad głową rządu, i to w chwili, gdy Wilson pytał właśnie, kto naprawdę rządzi Niemcami.
Dzień w Berlinie
Hindenburg i Ludendorff przyjechali tymczasem do Berlina, choć kanclerz wyraźnie prosił, by tego nie robili. 25 października przedstawili cesarzowi swój pogląd, że trzeba walczyć dalej. Wilhelm II nie podjął decyzji i odesłał ich do kanclerza. Książę Max był chory na grypę, więc wieczorem przyjął ich wicekanclerz Friedrich von Payer, w obecności admirała Reinharda Scheera i ministra wojny. Ludendorff ostrzegał przed zaufaniem do Wilsona, przed bolszewizmem i przed podważaniem pozycji cesarza, ale zrozumiał, że rząd nie zamierza już walczyć. Gdy wyszedł z rozmowy, powiedział czekającym na dole oficerom: „Nie ma nadziei. Niemcy są stracone”.
Kanclerz postawił wtedy sprawę na ostrzu noża. Jak piszą historycy, oznajmił cesarzowi, że jeśli Ludendorff nie odejdzie, ustąpi cały rząd. Hindenburg miał natomiast zostać, by utrzymać spójność armii.
Audiencja w pałacu Bellevue
26 października o ósmej rano Ludendorff napisał prośbę o dymisję. Hindenburg, który jak co dzień przyszedł do niego o dziewiątej, zobaczył list i namówił go, by go nie wysyłał i nie opuszczał cesarza i armii w takiej chwili. Wkrótce obu wezwano do pałacu Bellevue. Według Ludendorffa cesarz wydawał się „zupełnie odmieniony” w porównaniu z poprzednim dniem i w rozmowie w cztery oczy ostro skrytykował odezwę z 24 października. Generał odpowiedział, że stracił zaufanie monarchy, i poprosił o zwolnienie. Wilhelm II przyjął dymisję od razu. Gdy Hindenburg również zaproponował swoje odejście, cesarz je odrzucił.
Ludendorff uznał to za zdradę. Według relacji świadków odmówił powrotu do sztabu generalnego jednym samochodem z feldmarszałkiem, z którym przez ponad cztery lata tworzył najsłynniejszy duet dowódców tej wojny. Swoim oficerom powiedział po powrocie, że za dwa tygodnie nie będzie już w Niemczech cesarza. Wieczorem pojechał do Spa, a 27 października pożegnał się ze sztabem.
Koniec „cichej dyktatury”
Tego samego dnia Reichstag uchwalił zmiany konstytucji, które czyniły kanclerza odpowiedzialnym przed parlamentem i uzależniały mianowania oficerów od kontrasygnaty ministra wojny. Weszły w życie 28 października. Odejście Ludendorffa wielu historyków uważa za symboliczny koniec „cichej dyktatury” naczelnego dowództwa. Niemiecki historyk Manfred Nebelin pisał, że scena w pałacu Bellevue przywróciła prymat polityki nad wojskiem, utracony od upadku kanclerza Bethmanna Hollwega w 1917 roku. Następcą Ludendorffa został kilka dni później generał Wilhelm Groener, który od wiosny 1918 roku był szefem sztabu niemieckich wojsk na Ukrainie.
Sam Ludendorff nie zamierzał przyjąć na siebie odpowiedzialności za klęskę. W listopadzie, po wybuchu rewolucji, wyjechał z fałszywym paszportem do Szwecji. Po powrocie do Niemiec stał się jednym z głównych głosicieli legendy o ciosie w plecy, według której niepokonana w polu armia została zdradzona przez polityków w kraju. Historycy przypominają, że to on sam pod koniec września oznajmił cesarzowi, że wojny nie da się już wygrać.