Pershing we Francji
- Kategoria:
- Wojsko
- Front:
- Front zachodni
- Data:
- 13 czerwca 1917
- Autor:
- Łukasz Skowroń
13 czerwca 1917 roku rano do portu w Boulogne-sur-Mer wpłynął statek z Folkestone, który pod osłoną niszczycieli przewiózł przez kanał La Manche generała majora Johna Pershinga i jego sztab. Dowódca Amerykańskich Sił Ekspedycyjnych przyjeżdżał prosto z Londynu, gdzie przez kilka dni przyjmowali go król i brytyjscy ministrowie. Sztab liczył według różnych relacji od stu kilkudziesięciu do blisko dwustu osób: oficerów, podoficerów, urzędników i tłumaczy. Wojsk jeszcze za nim nie było. Pierwsza dywizja wypłynęła z Nowego Jorku dopiero następnego dnia.
Boulogne i Paryż
Na nabrzeżu czekali francuscy oficerowie, przedstawiciele Brytyjczyków, dla których Boulogne było głównym portem zaopatrzenia, i dziesiątki dziennikarzy. Orkiestra pułku piechoty grała na zmianę hymn amerykański i Marsyliankę, tyle razy, że według pułkownika Jamesa Harborda, szefa sztabu Pershinga, sztywno stojący na baczność generał w końcu zaczął pod nosem narzekać. Potem kolejni dygnitarze witali gościa krótkimi przemowami. Ostatni zameldował się generał Pelletier, który w 1915 roku w Szampanii stracił prawą rękę od granatu i teraz miał być oficerem łącznikowym przy Amerykanach. Do sztabu przydzielono też podpułkownika de Chambruna, potomka markiza de La Fayette, bohatera amerykańskiej wojny o niepodległość.
Pociąg specjalny dotarł na Gare du Nord około wpół do siódmej wieczorem, gdy z pracy wracały tłumy paryżan. Na peronie czekali marszałek Joseph Joffre, minister wojny Paul Painlevé, były premier René Viviani i ambasador Stanów Zjednoczonych William Sharp. Kolumna samochodów z trudem przeciskała się przez ulice do hotelu Crillon przy placu Zgody. Ludzie wiwatowali, płakali i obrzucali Amerykanów kwiatami, a z okien i dachów krzyczano „Niech żyje Ameryka”. Harbord, jadący jednym z dalszych samochodów, przeraził się, że tłum bierze go za samego Pershinga. Korespondent Floyd Gibbons opisał, jak generał wyszedł na balkon hotelu, ujął róg francuskiej flagi i ucałował ją, co tłum przyjął owacją. Nastrój w Paryżu był tym gorętszy, że Francja przeżywała najcięższe tygodnie wojny. Po klęsce wiosennej ofensywy w armii trwały bunty, a o pomocy amerykańskiej mówiło się od dwóch miesięcy, choć dotąd nikt jej nie widział. Tego samego dnia przed południem, kilka godzin po wyjeździe Pershinga z Anglii, niemieckie samoloty zbombardowały Londyn.
Pierwsze dni
Kolejne dni wypełniły wizyty. 14 czerwca Pershing złożył hołd przy grobie Napoleona w Les Invalides, zjadł obiad z prezydentem Raymondem Poincarém w Pałacu Elizejskim, a w Izbie Deputowanych posłowie zgotowali mu kilkunastominutową owację. Następnego dnia podobnie przyjął go Senat, a po południu złożył kwiaty na grobie La Fayette’a na cmentarzu Picpus. Joffre, który po powrocie z misji w Ameryce miał „współpracować” z Amerykanami, był na każdym przyjęciu, ale realnej władzy już nie miał. Dla Pershinga ważniejsza była wizyta 16 czerwca w Compiègne, w kwaterze generała Philippe’a Pétaina, od miesiąca wodza naczelnego armii francuskiej. Pershing nie miał dobrych wiadomości: Stany Zjednoczone mogły wystawić we Francji liczącą się siłę najwcześniej wiosną 1918 roku. Przy obiedzie Pétain długo milczał, a potem powiedział tylko, że cieszy się z przystąpienia Ameryki do wojny i ma nadzieję, że „nie jest za późno”. Harbord zapisał, że te słowa zrobiły na nich obu większe wrażenie niż wszystkie przemówienia.
Pershing urządził na razie kwaterę w Paryżu i zaczął szukać portów, linii kolejowych i terenów ćwiczebnych dla armii, która miała dopiero powstać. Na początku września przeniósł kwaterę główną do Chaumont w departamencie Górna Marna, z dala od paryskiej polityki i bliżej Lotaryngii, gdzie Amerykanie mieli objąć swój odcinek frontu. Słynne zdanie „Lafayette, oto jesteśmy” nie padło w czerwcu i nie wypowiedział go Pershing. 4 lipca na cmentarzu Picpus powiedział je pułkownik Charles Stanton z jego sztabu.