Pierwsi amerykańscy żołnierze we Francji
26 czerwca 1917 roku w porcie Saint-Nazaire u ujścia Loary zeszli na ląd pierwsi żołnierze amerykańskiej armii lądowej, którzy mieli walczyć we Francji. Byli to żołnierze 16 i 28 Pułku Piechoty z dywizji, którą Wilson zapowiedział w maju, nazwanej 1 Dywizją Ekspedycyjną, a później 1 Dywizją Piechoty. Według historii dywizji jako pierwsza na francuskiej ziemi stanęła kompania K 28 Pułku. Chronologie często podają 25 czerwca. Tego dnia pierwsza grupa statków dotarła do wybrzeży Francji, ale u wejścia do portu musiała czekać na pilotów, którzy mieli ją przeprowadzić przez pola minowe. Według amerykańskiej marynarki stanęła przed Saint-Nazaire około północy, a żołnierze zaczęli schodzić na ląd następnego dnia.
Rejs przez Atlantyk
Żołnierzy, w dużej części świeżo ściągniętych znad granicy meksykańskiej i uzupełnionych rekrutami, przywieziono do Hoboken i Nowego Jorku 8 i 9 czerwca. Na nabrzeża maszerowali nocą, bocznymi ulicami, by nikt ich nie zauważył. Na statki weszli do 10 czerwca, ale wypłynęli dopiero o świcie 14 czerwca, w gęstej mgle. Konwojem dowodził kontradmirał Albert Gleaves na krążowniku pancernym Seattle. Statki płynęły w czterech grupach, od najszybszej do najwolniejszej, tak by odstępy między nimi rosły po drodze, a mały port w Saint-Nazaire mógł przyjmować je po kolei. Trzy pierwsze grupy wiozły około 14 tysięcy żołnierzy armii i piechoty morskiej, czwarta głównie zaopatrzenie. Osłaniały je krążowniki, niszczyciele i uzbrojone jachty, a na wodach, gdzie polowały okręty podwodne, przejęły je amerykańskie niszczyciele z Queenstown. Przy wybrzeżu dołączyły do nich francuskie okręty.
Rejs był pełen nerwów. W nocy 22 czerwca obserwatorzy pierwszej grupy zobaczyli w fosforyzującej wodzie ślady, które wzięli za torpedy. Pomocniczy krążownik De Kalb otworzył ogień, a statki rozproszyły się według instrukcji. Gleaves opisał to po wojnie jako odparty atak niemieckich okrętów podwodnych, ale amerykańska marynarka ustaliła później w niemieckich źródłach, że w pobliżu nie było żadnego okrętu podwodnego. Podobnie skończyły się alarmy w innych grupach. Ostatnie statki dotarły do Saint-Nazaire 2 lipca. Gleaves chwalił się, że nie stracono ani jednego człowieka, a jeden z oficerów żartował, że zginął tylko jeden koń, i to muł. W rzeczywistości na niszczycielu Preston, gdy spuszczano łódź na ratunek marynarzowi zmytemu za burtę, morze porwało dwóch członków jej załogi.
Aby zmylić niemieckich agentów, amerykański attaché morski w Paryżu ostentacyjnie przygotowywał przyjęcie wojsk w Breście. Saint-Nazaire było portem małym i mało znanym, z płytkim kanałem i silnymi prądami.
W Saint-Nazaire
Port nie był gotowy na przyjęcie tylu statków naraz. 26 Pułk Piechoty zszedł na ląd dopiero 27 czerwca, a 18 Pułk 30 czerwca, po dwudziestu dniach na statkach. Przy rozładunku pracowali obok siebie francuscy dokerzy, czarnoskórzy robotnicy przywiezieni z Ameryki, niemieccy jeńcy, a także żołnierze piechoty morskiej, którzy sami rozładowywali swoje transportowce. Pierwsze oddziały mieszkańcy przyjęli w milczeniu, co zaskoczyło Amerykanów. Według Gleavesa na nabrzeżach stały w ciszy kobiety, dzieci, starcy i inwalidzi wojenni. Wkrótce nieśmiałość ustąpiła miejsca entuzjazmowi, burmistrz wydał odezwę z podziękowaniem dla Ameryki, a francuskie orkiestry grały na zmianę z amerykańskimi. Żołnierze przemaszerowali do obozu kilka kilometrów za miastem, w którym niemieccy jeńcy ledwie skończyli stawiać baraki. Dywizją dowodził generał major William Sibert, inżynier, który zasłynął przy budowie Kanału Panamskiego. Pod koniec czerwca port i obóz odwiedził przybyły wcześniej do Francji generał John Pershing.
Żołnierze, z których wielu nie przeszło nawet podstawowego szkolenia, nie byli jeszcze gotowi do walki. 4 lipca batalion 16 Pułku przemaszerował przez Paryż, a reszta dywizji wkrótce pojechała na szkolenie do rejonu Gondrecourt-le-Château w Lotaryngii. Przybycie Amerykanów miało jednak przede wszystkim znaczenie moralne. Niemcy, rozpoczynając nieograniczoną wojnę podwodną, liczyli, że Ententa upadnie, zanim armia amerykańska dotrze do Europy. Teraz pierwsze jej oddziały były we Francji, a za nimi miały płynąć kolejne setki tysięcy.