- Kategoria:
- Działania zbrojne
- Front:
- Front zachodni
- Data:
- 12 września 1918
- Autor:
- Łukasz Skowroń
- Bitwa:
- Bitwa pod Saint-Mihiel
- Tagi:
- Stany Zjednoczone, John Pershing, czołgi, lotnictwo
12 września 1918 roku o 5.00 rano piechota amerykańskiej 1 Armii ruszyła do natarcia na niemiecki występ frontu wokół Saint-Mihiel nad Mozą, na południowy wschód od Verdun. Po raz pierwszy w tej wojnie cała armia amerykańska walczyła pod rozkazami własnego naczelnego wodza, generała Johna Pershinga, a francuskie dywizje, które w niej uczestniczyły, podlegały jemu. Do wieczora Amerykanie przeszli przez pasy zasieków, uważane za nie do przebycia, zajęli kilkanaście wsi, wzięli tysiące jeńców i posunęli się na południowej ścianie występu o około 8 kilometrów. Godziny podajemy za raportem końcowym Pershinga i przewodnikiem amerykańskiej komisji pomników wojennych (American Battle Monuments Commission) z 1938 roku.
Noc przed atakiem
Występ Saint-Mihiel Niemcy trzymali od września 1914 roku. Przecinał on linię kolejową z Verdun do Nancy, a wznoszące się w nim wzgórze Montsec pozwalało im obserwować francuskie tyły na kilkanaście kilometrów. Pershing od 1917 roku planował, że właśnie tutaj zadebiutuje samodzielna armia amerykańska. Po długich sporach z marszałkiem Ferdinandem Fochem, który chciał rozdzielić dywizje amerykańskie między armie francuskie, 2 września uzgodniono, że 1 Armia zlikwiduje występ, ale nie pójdzie dalej, na Metz, bo dwa tygodnie później miała zacząć wielką ofensywę między Mozą a Argonnami. W rozkazie operacyjnym z 7 września, który przeszedł do historii jako pierwszy znany dokument używający określeń „D-Day” i „H-Hour”, wyznaczono natarcie na 12 września.
Przez kilka nocy setki tysięcy żołnierzy, tysiące dział i czołgi przesuwały się pod osłoną ciemności na linie wyjściowe. Od kilku dni padało. Drogi na równinie Woëvre zamieniły się w błoto, a w okopach żołnierze stali po kostki, a miejscami po kolana w wodzie. W nocy z 11 na 12 września cała armia była na pozycjach: I Korpus generała Huntera Liggetta i IV Korpus generała Josepha Dickmana na południowej ścianie występu, od Mozeli po okolice Montsec, V Korpus generała George’a Camerona na zachodniej ścianie, na wzgórzach nad Mozą, a między nimi, wokół samego Saint-Mihiel, francuski II Korpus Kolonialny.
Niemcy spodziewali się natarcia, ale nie tak wcześnie. Generał Max von Gallwitz, dowódca grupy armii, do której należał występ, wspominał, że z zagranicy doszły ich wieści, iż Amerykanie odłożyli atak, bo nie są gotowi. Na wszelki wypadek Naczelne Dowództwo zgodziło się opuścić występ i cofnąć wojska na pozycję Michel za jego podstawą. Według komisji pomników rozkaz o stopniowym odwrocie wydano 11 września. Gdy spadły pierwsze pociski, część niemieckiej artylerii była już w drodze na tyły, ale piechota wciąż stała w okopach.
Ogień i natarcie
O 1.00 w nocy około 3 tysięcy dział otworzyło ogień na niemieckie okopy, baterie, drogi i węzły łączności. Przez cztery godziny niebo nad równiną świeciło łunami wystrzałów. Niemiecka artyleria, częściowo wycofana, a częściowo przygnieciona ogniem, odpowiadała słabo. O 5.00, o świcie, w deszczu i porywistym wietrze, piechota I i IV Korpusu wyszła z okopów i ruszyła za wałem ogniowym. Na zachodniej ścianie występu ostrzał trwał dłużej, a piechota V Korpusu ruszyła o 8.00.
Największą przeszkodą okazały się zasieki, gęste i szerokie pasy drutu kolczastego rozbudowywane przez cztery lata. Artyleria zrobiła w nich niewiele przejść. Czołgi miały je miażdżyć, ale większość z nich ugrzęzła w rozmiękłej ziemi, utknęła w okopach albo zużyła paliwo i tylko nieliczne dotarły na czas. Amerykańscy żołnierze przechodzili więc przez drut sami: przecinali go nożycami, przerzucali przez niego siatki i deski, a często po prostu po nim deptali, idąc po zwojach jak po trampolinie. Komisja pomników pisała później, że Francuzi byli pod takim wrażeniem, że przysyłali oficerów i żołnierzy z sąsiednich armii, by obejrzeli zasieki, przez które przeszła amerykańska piechota.
Mimo to natarcie szło zgodnie z planem, a miejscami szybciej. Część niemieckich oddziałów, zwłaszcza karabinierów maszynowych, broniła się zażarcie, inne poddawały się całymi kompaniami. 2 Dywizja zajęła zrujnowaną wieś Remenauville i po ostrej walce oczyściła las Bois du Four. Około 9.00 była na płaskowyżu nad Thiaucourt, a o 13.00 miała za sobą około 8 kilometrów. Wczesnym popołudniem zajęła Thiaucourt, ważny węzeł niemieckiego zaopatrzenia, pełen składów drewna i sprzętu, a później odparła dwa kontrataki świeżej niemieckiej 31 Dywizji. Około południa 5 Dywizja wzięła Viéville-en-Haye, 89 Dywizja Euvezin, a 1 Dywizja, na lewym skrzydle natarcia, Nonsard. W ataku 89 Dywizji na niemiecki punkt oporu w zagrodzie Ansoncourt podporucznik J. Hunter Wickersham, ciężko ranny w czterech miejscach, najpierw opatrzył rannego ordynansa, a potem prowadził swój pluton dalej, aż padł. Pośmiertnie otrzymał Medal Honoru. Montsec, z którego Niemcy przez lata obserwowali amerykańskie okopy, nie był szturmowany od czoła: natarcie ominęło go od wschodu i odcięło.
Patton, MacArthur i lotnicy
Czołgami amerykańskimi, lekkimi francuskimi Renault FT z dwóch batalionów, dowodził podpułkownik George Patton. Sam rozpoznał wcześniej teren i kazał swoim ludziom nie oddawać żadnego czołgu. Gdy jego maszyny grzęzły w błocie, szedł pieszo przed nimi i wszedł na czele piechoty do wsi Essey, a do Pannes wjechał siedząc na pancerzu czołgu. Według jego listu do żony na wzgórzu pod Essey spotkał generała Douglasa MacArthura, który dowodził brygadą 42 Dywizji. Gdy nadciągnął niemiecki ostrzał, żaden z nich nie chciał się pierwszy schylić, więc rozmawiali dalej, stojąc wyprostowani. MacArthur, zwykle bez hełmu, szedł ze swoimi żołnierzami w pierwszej linii.
Nad polem bitwy działało 1481 samolotów amerykańskich, francuskich, brytyjskich i włoskich, największe zgrupowanie lotnictwa, jakie dotąd zebrano do jednej operacji. Dowodził nimi pułkownik William „Billy” Mitchell, szef lotnictwa 1 Armii. Niskie chmury i deszcz utrudniały loty, ale samoloty i tak atakowały kolumny na drogach, mosty i lotniska, rozpoznawały i naprowadzały artylerię. Gallwitz pisał potem, że amerykańscy lotnicy „bardzo dali się we znaki”.
Odwrót i pościg
Około południa niemiecki dowódca w występie, generał Georg Fuchs, zrozumiał, że to nie atak lokalny, lecz wielka ofensywa, i według niemieckich opracowań nakazał natychmiastowy odwrót na pozycję Michel. Na zachodniej ścianie V Korpus z 26 Dywizją i francuską 15 Dywizją Kolonialną przełamał do wieczora pierwsze linie i posunął się o około 3 kilometry. Francuzi przy samym Saint-Mihiel napotkali w swoich wypadach silny opór, ale meldunki mówiły już, że Niemcy opuszczają wierzchołek występu. Z równiny podnosiły się dymy płonących wsi i składów, które wycofujące się oddziały niszczyły, by nie wpadły w ręce sprzymierzonych.
Wieczorem Pershing postanowił odciąć cofających się Niemców. Rozkazał 1 Dywizji, która stała już w lasach w środku występu, i 26 Dywizji z zachodniej ściany iść nocą na Vigneulles, gdzie zbiegały się drogi odwrotu. Oddziały 26 Dywizji ruszyły w ciemności wąską leśną drogą przez wzgórza nad Mozą. Tymczasem drogami na tyłach, w błocie i deszczu, ciągnęły na południe długie kolumny jeńców, prowadzone do obozów pod Ansauville. Gallwitz pisał po wojnie, że w ciągu pięciu lat wojny przeżył wiele, ale 12 września musi zaliczyć do swoich „nielicznych czarnych dni”.