Wybuch na pancerniku Vanguard
- Kategoria:
- Wojsko
- Front:
- Wojna na morzu
- Data:
- 9 lipca 1917
- Autor:
- Łukasz Skowroń
- Tagi:
- Royal Navy, Grand Fleet, Wielka Brytania, Japonia
9 lipca 1917 roku o 23.20 w głównym kotwicowisku Grand Fleet w Scapa Flow na Orkadach wyleciał w powietrze pancernik Vanguard. Seria wybuchów rozerwała środkową część okrętu, który zatonął niemal natychmiast. Zginęło 843 z 845 ludzi, którzy byli wtedy na pokładzie. Była to najkrwawsza z serii wewnętrznych eksplozji, które w czasie tej wojny niszczyły brytyjskie okręty w ich własnych portach.
Vanguard był drednotem typu St. Vincent, zwodowanym w 1909 roku w stoczni Vickersa w Barrow-in-Furness i wcielonym do służby w marcu 1910 roku. Uzbrojony w dziesięć dział kalibru 305 mm, w 1917 roku nie należał już do najnowocześniejszych okrętów floty. Od początku wojny służył w Grand Fleet, a w bitwie jutlandzkiej w maju 1916 roku płynął w linii bojowej 4 Eskadry Pancerników i strzelał między innymi do unieruchomionego niemieckiego krążownika Wiesbaden, sam nie odnosząc uszkodzeń. Dowodził nim komandor James Dick.
Katastrofa
Dzień był zwyczajny. Przed południem, gdy okręt stał przy północnym brzegu zatoki, załoga ćwiczyła opuszczanie okrętu. O piątej po południu Vanguard przeszedł na swoje stanowisko w kotwicowisku floty i o 18.30 rzucił kotwicę. Według komisji śledczej nikt nie zauważył niczego niepokojącego. Świadkowie z sąsiednich okrętów zobaczyli najpierw płomień buchający spod pokładu tuż za przednim masztem. Po krótkiej chwili nastąpił potężny wybuch, który wyrzucił w powietrze ogromną masę szczątków w rejonie środkowych wież artylerii, a zaraz potem drugi. Okręt zniknął w dymie. Szczątki spadały na okręty stojące w pobliżu. Na pokład pancernika Bellerophon spadł fragment stalowej płyty o wymiarach blisko dwóch na półtora metra.
Łodzie z okrętów, wśród nich jako pierwsze z australijskiego krążownika Sydney, wyłowiły z wody tylko trzech żywych: komandora porucznika Alana Duke’a, szeregowego piechoty morskiej J. Williamsa i palacza Frederica Coxa. Duke wkrótce zmarł z odniesionych obrażeń. Zginął komandor Dick i prawie cała załoga. Wśród ofiar byli też dwaj australijscy palacze z Sydney, którzy odbywali na Vanguardzie karę aresztu, oraz japoński obserwator, komandor Etō Kyōsuke, przydzielony do okrętu w sierpniu 1916 roku w ramach sojuszu brytyjsko-japońskiego. Przeżyło kilku oficerów, którzy tego wieczoru byli na koncercie na innym okręcie. Odnalezione ciała pochowano na cmentarzu marynarki wojennej w Lyness na wyspie Hoy.
Śledztwo
Admirał David Beatty, dowódca Grand Fleet, już 10 lipca powołał komisję śledczą pod przewodnictwem kontradmirała W. C. M. Nicholsona. Jej raport z 30 lipca wskazywał, że pierwsza eksplozja nastąpiła w komorze amunicyjnej jednej ze środkowych wież. Dwóch ocalałych marynarzy niewiele mogło powiedzieć, więc komisja przesłuchiwała oficerów Vanguarda, którzy byli wtedy poza okrętem, i oficerów innych pancerników. Odkryła wiele zaniedbań w całej flocie: w każdym okręcie inaczej mierzono temperaturę w komorach amunicyjnych, w przewodach wentylacyjnych zalegał kurz i szmaty, a w Vanguardzie w niewentylowanych schowkach przylegających do jednej z komór trzymano worki po węglu. Komisja uznała, że mogło tam dojść do samozapłonu i rozgrzania grodzi, czego nikt by nie zauważył. Zwróciła też uwagę na to, że kordyt Vanguarda zdejmowano z okrętu do badań w grudniu 1916 roku, a ta sprawa wymaga dalszego wyjaśnienia.
Ostatecznie komisja wymieniła cztery możliwe przyczyny: zapłon kordytu z jakiejś możliwej do uniknięcia przyczyny, nienormalny rozkład ładunku, który niezauważenie był źle przechowywany, samozapłon niestabilnego kordytu albo działanie nieprzyjacielskiego agenta. Zauważyła, że Bulwark, Natal i Vanguard były okrętami z załogami z Chatham, ale uznała to za „dziwny zbieg okoliczności”. Nikogo nie obarczono winą. Późniejsze opracowania za najbardziej prawdopodobną przyczynę uznają samozapłon przegrzanego albo rozłożonego kordytu, który od pożaru w komorze dział mniejszego kalibru przeniósł się do głównych komór amunicyjnych.
Wrak Vanguarda wciąż leży na dnie Scapa Flow, rozerwany na części. Po wojnie częściowo go rozebrano na złom, a od 1984 roku jest chronionym grobem wojennym, na którym nie wolno nurkować.