Zatonięcie „Koningin Regentes”
- Kategoria:
- Działania zbrojne
- Front:
- Wojna na morzu
- Data:
- 6 czerwca 1918
- Autor:
- Natalia
6 czerwca 1918 roku na Morzu Północnym zatonął holenderski statek szpitalny Koningin Regentes („Królowa Regentka”). Wracał z angielskiego Bostonu w Lincolnshire do Rotterdamu razem z dwoma innymi holenderskimi statkami szpitalnymi, Sindoro i Zeeland. Około 21 mil na wschód od latarniowca Leman za mostkiem nastąpił silny wybuch. Statek szybko zatonął, a towarzyszące mu jednostki podjęły rozbitków. Zginęło siedmiu członków załogi, a ośmiu zostało rannych. Brytyjska kronika wojny z 1920 roku podaje cztery ofiary, ale armator i holenderskie dochodzenie mówią o siedmiu zabitych.
Koningin Regentes był parowcem kołowym o pojemności około 1970 BRT, zbudowanym w 1895 roku w szkockiej stoczni Fairfield dla armatora Stoomvaart Maatschappij Zeeland z Vlissingen. Przez lata woził pasażerów i pocztę między Holandią a Anglią. W listopadzie 1916 roku niemieckie okręty podwodne zatrzymały go w drodze do Londynu i odprowadziły do Zeebrugge, ale po kilku tygodniach Niemcy zwolnili statek. Armator ciężko odczuł wojnę: w latach 1916–1917 stracił trzy inne statki. Dowodzący Koningin Regentes kapitan W. Reedeker już po raz trzeci tracił statek pod nogami.
Od przełomu 1917 i 1918 roku Koningin Regentes, Zeeland i należący do Rotterdamsche Lloyd Sindoro pływały w konwoju jako statki szpitalne. Przewoziły brytyjskich i niemieckich jeńców, żołnierzy i cywilów, do wymiany lub do internowania w Holandii, zgodnie z porozumieniem haskim z lipca 1917 roku. Oba rządy zagwarantowały im swobodne przejście. Po katastrofie holenderskie władze morskie przesłuchały świadków. Cieśla okrętowy i dwaj inni marynarze zeznali, że tuż przed wybuchem zobaczyli białą smugę, która szybko zbliżała się do burty, a kwatermistrz wyraźnie widział ślad pęcherzyków. Obserwator z Zeelandu twierdził, że wcześniej dostrzegł w oddali walcowaty przedmiot, który zniknął pod wodą.
11 czerwca rząd niemiecki oświadczył, że po uzgodnieniu z Holandią bezpiecznego przejścia i wydaniu odpowiednich rozkazów okrętom podwodnym jest „całkowicie wykluczone”, by Koningin Regentes został zaatakowany przez niemiecką jednostkę. Niemiecka marynarka odrzuciła też spekulacje części holenderskiej prasy, że celem ataku była płynąca na pokładzie brytyjska komisja. Holenderska marynarka wysłała na miejsce holownik z nurkami oraz oficerami brytyjskim i niemieckim, ale wraku nie odnaleziono. Mimo to latem 1918 roku holenderska Rada Żeglugi (Raad voor de Scheepvaart) uznała, że statek został storpedowany. We wrześniu niemiecki dezerter twierdził w Kopenhadze, że zrobił to U-86, ale Niemcy zaprzeczyli. Dopiero później ustalono, że Koningin Regentes zatopił niemiecki okręt podwodny UB-107 dowodzony przez Eberharda von Prittwitz und Gaffron.
Zatonięcie statku przerwało przewozy jeńców przez Morze Północne, które z takim trudem uruchomiono kilka miesięcy wcześniej. Sindoro i Zeeland wróciły na trasę do Bostonu dopiero w sierpniu, i to tylko po to, by przewieźć jeńców, którzy utknęli po obu stronach. Dla neutralnej Holandii był to kolejny dowód, że nawet statki pod znakiem Czerwonego Krzyża, płynące z gwarancjami obu walczących stron, nie są na morzu bezpieczne.