TheGreatWar.pl
← Wszystkie bitwy

1916: Front włoski

Siódma bitwa nad Isonzo

Daty:
14–18 września 1916
Front:
Front włoski
Miejsce:
Płaskowyż Kras na wschód od doliny Vallone, od doliny Wipawy (San Grado di Merna, wzgórze Nad Logem) przez Lokvicę, Oppacchiasellę i Nova Vas po wzgórza 208 i 144 nad morzem; boczne natarcia pod Gorycją, Plavą i na Rombon pod Bovcem, Austro-Węgry (dziś Słowenia i Włochy)
Strony:
Wynik:
Nierozstrzygnięta, w praktyce obronne zwycięstwo Austro-Węgier. Włosi zdobyli San Grado di Merna, część grzbietu nad Wipawą i kilka odcinków okopów na Krasie, ale nie przełamali frontu i przerwali natarcie po czterech dniach.
Autor:
Natalia
Tagi:
Włochy, Austro-Węgry, Luigi Cadorna, wojna pozycyjna

Siódma bitwa nad Isonzo była krótkim, czterodniowym natarciem włoskiej 3 Armii na płaskowyżu Kras (wł. Carso), miesiąc po zdobyciu Gorycji. Generał Luigi Cadorna chciał wykorzystać sierpniowe zwycięstwo i uderzyć, zanim Austriacy zdążą umocnić nową linię obrony za doliną Vallone. Po kilku dniach przygotowania artyleryjskiego 14 września po południu armia księcia Aosty Emanuela Filiberta ruszyła do szturmu na odcinku około 13 kilometrów, od doliny Wipawy po morze. Miała trzykrotną przewagę w artylerii, ale przez cztery dni walk, w deszczu, burzy i wichurze, zdobyła tylko wzgórze kościelne San Grado di Merna nad Wipawą, część grzbietu na północnym skraju płaskowyżu i kilka odcinków okopów pod Oppacchiasellą i nad morzem. Wieczorem 17 września Cadorna wstrzymał natarcie.

Nazwa i daty

Po włosku bitwa nosi nazwę settima battaglia dell’Isonzo, ale Cadorna w swoich wspomnieniach nazywał ją po prostu „pierwszą ofensywą na Krasie” jesienią 1916 roku. Po niemiecku to siebente Isonzoschlacht, a austro-węgierska historia oficjalna nazywa ją też bitwą na Krasie (Karstschlacht). Historia ta datuje bitwę na 14–17 września, bo wieczorem 17 września Cadorna wydał rozkaz przerwania natarcia. Walki nie ustały jednak od razu: obie strony próbowały jeszcze przez kilka dni poprawić swoje pozycje, a austriackie posiłki docierały na front jeszcze 18 września. Dlatego część opracowań, w tym niemieckie i włoskie, przyjmuje 18 września jako ostatni dzień bitwy. Tak samo datuje ją brytyjska chronologia wojny, na której opiera się nasza oś czasu, i tych dat, 14–18 września, się trzymamy.

Tło

17 sierpnia, wstrzymując szóstą bitwę, Cadorna zapowiedział jak najszybsze wznowienie natarcia. Najpierw 2 Armia miała zdobyć wzgórza na wschód i na północ od Gorycji, które nadal górowały nad miastem i mostami na Soczy, a dopiero potem 3 Armia miała uderzyć na Krasie. 25 sierpnia zmienił jednak kolejność. Rozpoznanie pokazało, że zalesionych wzgórz pod Gorycją nie da się zaatakować bez długich przygotowań, a na Krasie Włosi stali już za doliną Vallone, na wzgórzach Nad Logem i Oppacchiasella. Głównym celem stał się więc północny skraj płaskowyżu. Lewe skrzydło 3 Armii miało przejść grzbietem nad Wipawą na wzgórze Fajti hrib, a dalej na Trstelj, skąd można by uderzyć z flanki na wzgórza pod Gorycją i na tyły obrony Krasu aż po Hermadę, ostatnią wielką przeszkodę na drodze do Triestu. 2 Armia miała tylko obezwładnić austriacką artylerię w dolinie Wipawy i ostrzałem udawać przygotowania do natarcia pod Gorycją. Żeby zmylić przeciwnika, włoskie dowództwo rozpuszczało też pogłoski o natarciu w dolinie Brenty, a 10 września zaatakowało w górach na Pasubio, żeby związać austriackie rezerwy w Tyrolu.

Austriacy wiedzieli, że Włosi znów uderzą, ale długo nie mogli odgadnąć gdzie i kiedy. Przez trzy tygodnie 5 Armia generała Svetozara Boroevicia uzupełniała straty i przyjmowała posiłki z Tyrolu i z Galicji. Według austriackiej historii oficjalnej pod koniec sierpnia liczyła znów około 148 tysięcy żołnierzy, wobec szacowanych 240 tysięcy Włochów. Nowe pozycje na Krasie były jednak bardzo słabe. Na skalnej płycie Nad Logem, kluczowej dla obrony północnego skraju płaskowyżu, obrońcy leżeli w rowach głębokich na 50–60 centymetrów, osłoniętych murkami z kamieni i workami z piaskiem, bo twardej skały pod ostrzałem nie dało się kopać. Wypowiedzenie wojny przez Rumunię 27 sierpnia jeszcze pogorszyło sytuację, bo armia potrzebowała wojsk do obrony Siedmiogrodu. Szef sztabu generalnego Franz Conrad von Hötzendorf, mimo nacisków Niemców, nie zgodził się jednak zabrać znad Soczy żadnej z brygad górskich, dopóki zamiary Włochów się nie wyjaśnią. Na początku września na froncie lało, Socza wylała i zniszczyła część włoskich mostów, a okopy wzdłuż potoku Vertojbica zamieniły się w błoto. Gdy 7 września się przejaśniło, włoska artyleria zaczęła się wstrzeliwać, a 10 września ogień na odcinku od Nad Logem po Nova Vas wyraźnie się nasilił.

Siły

Według austriackiej historii oficjalnej, opartej na danych włoskich, 3 Armia księcia Aosty miała 14 września 150 batalionów i 24 szwadrony spieszonej kawalerii, a za nią stało jeszcze 36 batalionów odwodu naczelnego dowództwa. Na pięciokilometrowym odcinku od Wipawy po Oppacchiasellę nacierał XI Korpus z trzema dywizjami w linii i czwartą w odwodzie, dalej, do jeziora Doberdò, XIII Korpus, a od jeziora po morze VII Korpus. Armia miała 954 działa i 586 moździerzy okopowych, na których budowę i użycie Włosi kładli od końca 1915 roku ogromny nacisk. Naprzeciw stało południowe skrzydło armii Boroevicia: 59 batalionów, 284 działa i 255 moździerzy. Odcinek od Wipawy po Nova Vas bronił VII Korpus arcyksięcia Józefa Augusta z 17 i 28 Dywizją, a odcinek od Nova Vas po morze grupa generała Alfreda von Schenka z 9 Dywizją i brygadą górską Landsturmu. Za nimi stały nieliczne odwody, w tym węgierska 20 Dywizja Honwedu i 44 Dywizja Strzelców. Austriacka historia oficjalna zauważa, że z ponad 180 włoskich batalionów walczyło naprawdę tylko około stu, więc przewaga w piechocie nie była większa niż w poprzednich bitwach. Za to trzykrotna przewaga w artylerii dawała się obrońcom we znaki jak nigdy wcześniej.

Przebieg

14 września

Bitwę zapowiedział silny ogień włoskiej artylerii po południu 13 września, a rozpoczął nalot trzech eskadr bombowców Caproni na Triest, który nie wyrządził jednak większych szkód. O świcie 14 września artyleria i moździerze 3 Armii otworzyły ogień na cały front od Wipawy po morze. Ogień ciężkich dział sięgał daleko na tyły, przerwał wszystkie linie telefoniczne, a dym i pył zasłoniły pole bitwy tak, że dowódcy austriaccy długo nie wiedzieli, co dzieje się na pierwszej linii. Silny ogień spadł też na pozycje pod Gorycją, Plavą i nad górną Soczą, żeby zmylić obrońców. Według austriackiej historii oficjalnej po dziewięciu godzinach ostrzału, po południu, piechota włoska ruszyła do szturmu, według Cadorny w ulewnym deszczu.

Na stokach nad Wipawą natarcie załamało się w ogniu austriackiej artylerii, która strzelała z doliny w bok nacierających. Najcięższe walki rozegrały się na Nad Logem. Około 15.30 trzy pułki włoskiej 23 Dywizji uderzyły na wysunięty odcinek obrony, bronionej przez węgierski 61 pułk piechoty, z którego pod ostrzałem zostało niewiele więcej niż batalion. Obrońcy musieli się wycofać, ale odwody zatrzymały Włochów na cięciwie łuku. Pod Lokvicą i Oppacchiasellą większość ataków rozbiła się o ogień zaporowy, a pod Nova Vas i na wzgórzu 208 Włosi wdarli się w kilku miejscach do okopów, skąd do wieczora wyparły ich kontrataki. Cadorna pisał, że jego żołnierze zajęli w pierwszym rzucie Nova Vas i wzgórze 208, ale ogień artylerii zmusił ich do odwrotu. Na południu, nad morzem, włoska 16 Dywizja wieczorem uderzyła na wzgórze 144 i po zaciętej walce wręcz zepchnęła obrońców z ich zrujnowanych okopów na pozycję na grzbiecie. Tego samego dnia włoskie działa dalekonośne ostrzelały wodociągi w Aurisinie, z których woda płynęła do Triestu, ale wyrządziły niewielkie szkody. Nocą nad pobojowiskiem przeszła burza, a po niej zerwała się bora, zimny i gwałtowny wiatr znad Krasu.

15 września

Rano 15 września Austriacy odzyskali kontratakami większość okopów utraconych dzień wcześniej, ale w południe włoski ogień zniszczył ich świeżo zajęte pozycje. Arcyksiążę Józef August nazwał później ten dzień jednym z najcięższych w całej wojnie. Po południu włoski XI Korpus rzucił do walki trzy brygady między Wipawą a Lokvicą. W dolinie Wipawy włoscy grenadierzy zdobyli stanowiska bronione przez jeden batalion i wzgórze z kościołem San Grado nad wsią Merna (dziś Miren). Austriackie dowództwo korpusu długo o tym nie wiedziało, bo łączność z frontem nie działała. Sytuację uratował sąsiedni XVI Korpus znad Wipawy, który posłał dwa bataliony do kontrataku, i Włosi nie posunęli się dalej. O zmroku obrońcy oddali też wysunięty łuk okopów na północnym stoku Nad Logem. Dalej na południe atak pod Oppacchiasellą i Lokvicą zmusił do odwrotu jeden batalion austriacki, ale odwody odzyskały prawie całą pozycję, a o wzgórze 144 i wzgórze 208 walczono bez rozstrzygnięcia.

16 i 17 września

16 września natarcie włoskie straciło jednolitość, ale nie siłę. Na północy Włosi nie zdołali posunąć się poza San Grado, więc przenieśli główny wysiłek na południe płaskowyżu, między Nova Vas a wzgórzem 144, gdzie XIII Korpus wprowadził do walki świeżą 34 Dywizję. Po południu Włosi zdobyli wzgórze 208 i, wbrew swojemu zwyczajowi, od razu ruszyli dalej na wschód. Około 14.00 sytuacja obrońców stała się krytyczna, ale kontratak 11 pułku Landsturmu odzyskał do 17.00 wszystkie stanowiska. Walki trwały do 22.00, gdy, jak pisze austriacka historia oficjalna, „ogólne wyczerpanie opuściło broń”. Włosi utrzymali tylko kilka gniazd w plątaninie okopów na wzgórzu 208, a szczyt wzgórza 144, ostrzeliwany przez obie strony, stał się ziemią niczyją. Tego samego dnia alpini zaatakowali daleko na północy górę Rombon nad Bovcem, ale zostali krwawo odparci.

Wieczorem 16 września położenie 5 Armii wydawało się Austriakom poważne. Boroević wiedział, że Włosi nie wprowadzili jeszcze do walki swoich odwodów, a sam musiał ściągać ostatnie rezerwy z innych odcinków. Zażądał posiłków z Tyrolu, a dowództwo przydzieliło mu brygadę górską z odwodu naczelnego dowództwa. 17 września okazało się jednak, że wyczerpani są także Włosi. Pod Lokvicą, Oppacchiasellą i Nova Vas ich brygady jeszcze kilka razy wdzierały się do austriackich okopów, ale za każdym razem były wyrzucane kontratakami, a po 16.00 walki piechoty ustały. Wieczorem Cadorna postanowił przerwać natarcie, nie wprowadzając do walki odwodów.

18 września

18 września walki wyraźnie osłabły. Na front docierały ostatnie bataliony austriackiej brygady górskiej, a obie strony próbowały już tylko poprawić swoje pozycje. Austriacka historia oficjalna pisze, że bitwa „tylko powoli dogasała” w kolejnych dniach: Włosi zastępowali wyczerpane brygady świeżymi oddziałami z odwodów, które szukały okazji do walki, a grupa Schenka bezskutecznie próbowała odbić wzgórze 144 i okopy na wzgórzu 208.

Straty

Według włoskich danych, które przytacza austriacka historia oficjalna, armia włoska straciła w bitwie 706 oficerów i 16 864 żołnierzy, razem około 17,5 tysiąca zabitych, rannych i zaginionych. Inne włoskie zestawienia podają wyższe liczby, około 21 tysięcy. Południowe skrzydło austro-węgierskiej 5 Armii straciło przez cały wrzesień około 320 oficerów i 20 tysięcy żołnierzy zabitych, rannych i wziętych do niewoli. Austriacka historia oficjalna szacuje, że w samej bitwie mogło to być około 15 tysięcy ludzi. Według Cadorny Włosi wzięli do niewoli 4104 jeńców, w tym 111 oficerów.

Znaczenie

Wynik bitwy był dla Włochów rozczarowujący. Mimo starannych przygotowań i ogromnej przewagi w artylerii zdobyli tylko niewielki skrawek terenu na północnym skraju Krasu. Fajti hrib i Trstelj pozostały w rękach Austriaków, a Triest był równie daleko jak w sierpniu. Sam Cadorna przyznawał, że wyniki były skromne w porównaniu z użytymi środkami. Przypisywał je przede wszystkim złej pogodzie, która utrudniała obserwację ognia i uniemożliwiła użycie pocisków gazowych, a także zbyt wąskim wyrwom w zasiekach, spóźnionym szturmom piechoty i rozpraszaniu ognia artylerii na dalsze linie, zanim zniszczono pierwszą. Po tej bitwie włoskie naczelne dowództwo nakazało nie zaczynać ważnych natarć bez dobrej widoczności. Austriacy przypisywali swoje zwycięstwo wytrwałości obrońców i celnemu ogniowi artylerii, a porażkę Włochów słabemu dowodzeniu na niższych szczeblach, które nie umiało wykorzystać początkowych sukcesów.

Bitwa otworzyła serię krótkich, kilkudniowych natarć, którymi Cadorna jesienią 1916 roku próbował krok po kroku wyrwać Austriakom płaskowyż Kras. Każde z nich, jak nazywają je włoscy historycy, było kolejnym „pchnięciem ramieniem” (spallata) w ten sam front. Dla Austro-Węgier oznaczało to, że armia nad Soczą, mimo udanej obrony, nie mogła oddać wojsk na inne fronty, choć Conrad już w drugiej połowie września wysłał jedną brygadę górską do Siedmiogrodu. Rozkaz Cadorny z 17 września kazał umocnić zdobyte pozycje i przygotować wszystko do jak najszybszego wznowienia walki. Kolejne natarcie na Krasie ruszyło już 10 października.

Na osi czasu

(02)