TheGreatWar.pl
← Oś czasu

Początek siódmej bitwy nad Isonzo

Kategoria:
Działania zbrojne
Front:
Front włoski
Data:
14 września 1916
Autor:
Łukasz Skowroń
Bitwa:
Siódma bitwa nad Isonzo
Tagi:
Włochy, Austro-Węgry, Luigi Cadorna, wojna pozycyjna

14 września 1916 roku włoska 3 Armia księcia Aosty Emanuela Filiberta ruszyła do natarcia na płaskowyżu Kras. Był to początek siódmej bitwy nad Soczą, niespełna miesiąc po tym, jak generał Luigi Cadorna zakończył szóstą bitwę zdobyciem Gorycji. Tym razem nie atakował szeroko, lecz skupił siły na odcinku około 13 kilometrów od doliny Wipawy po morze. Najważniejsze zadanie miało lewe skrzydło armii: przebić się grzbietem na północnym skraju płaskowyżu na wzgórza Fajti hrib i Trstelj, skąd można było zagrozić zarówno austriackiej obronie pod Gorycją, jak i drodze do Triestu.

Przewaga Włochów była ogromna, zwłaszcza w artylerii. Według austriackiej historii oficjalnej książę Aosty miał 150 batalionów, 954 działa i 586 moździerzy okopowych, a za nim stało jeszcze 36 batalionów odwodu naczelnego dowództwa. Południowe skrzydło austro-węgierskiej 5 Armii generała Svetozara Boroevicia liczyło 59 batalionów i niespełna 300 dział. Obrońcy siedzieli w płytkich, naprędce wykutych w skale rowach, osłoniętych murkami z kamieni i workami z piaskiem. Od kilku dni czuli, że coś się szykuje: od 10 września włoska artyleria strzelała coraz mocniej, a 13 września po południu jej ogień sięgnął daleko na tyły i zmusił austriackie sztaby do przeniesienia kwater.

Bitwę rozpoczął nalot trzech eskadr bombowców Caproni na Triest, który nie wyrządził większych szkód. O świcie 14 września włoskie działa i moździerze otworzyły ogień na cały front od Wipawy po morze. Ostrzał zrównał w wielu miejscach okopy i zasieki, przerwał wszystkie linie telefoniczne, a dym i pył tak zasłoniły pole walki, że austriaccy dowódcy długo nie wiedzieli, co się dzieje na pierwszej linii. Silny ogień spadł też na pozycje pod Gorycją, pod Plavą i nad górną Soczą, żeby obrońcy nie wiedzieli, gdzie przyjdzie główne uderzenie. Według austriackiej historii oficjalnej po dziewięciu godzinach ostrzału, po południu, piechota włoska ruszyła do szturmu. Cadorna pisał, że jego żołnierze szli do ataku w ulewnym deszczu.

Austriacka artyleria przez cały ostrzał oszczędzała siły, a gdy ruszyła piechota, otworzyła zmasowany ogień. Na stokach nad Wipawą włoskie natarcie załamało się pod ogniem dział strzelających z doliny w bok nacierających. Najwięcej Włosi osiągnęli na skalnej płycie Nad Logem: około 15.30 trzy pułki 23 Dywizji uderzyły tam na węgierski 61 pułk piechoty, z którego pod ostrzałem zostało niewiele więcej niż batalion, i zajęły wysunięty odcinek obrony. Austriackie odwody zatrzymały je jednak tuż za nim. Pod Lokvicą i Oppacchiasellą większość ataków rozbiła się o ogień zaporowy, a pod Nova Vas i na wzgórzu 208 Włosi wdarli się do okopów, skąd do wieczora wyparły ich kontrataki. Cadorna pisał, że jego żołnierze zajęli w pierwszym rzucie Nova Vas i wzgórze 208, ale ogień artylerii zmusił ich do odwrotu. Na południu, nad morzem, włoska 16 Dywizja wieczorem zepchnęła obrońców z pierwszych okopów na wzgórzu 144.

Pierwszy dzień przyniósł Włochom tylko lokalne zdobycze, okupione ciężkimi stratami. Boroević nie ruszał jeszcze swoich odwodów, bo nie był pewien, czy główne uderzenie nie przyjdzie gdzie indziej, a do walki na Krasie posłał tylko jedną węgierską brygadę. W nocy nad pobojowiskiem przeszła gwałtowna burza, a po niej zerwała się bora. Nazajutrz o świcie walki rozgorzały na nowo. Natarcie trwało jeszcze trzy dni, ale nie przyniosło Włochom przełomu.