Współpraca lotnictwa z czołgami
- Kategoria:
- Wojsko
- Front:
- Front zachodni
- Data:
- 15 września 1916
- Autor:
- Natalia
- Bitwa:
- Bitwa pod Flers-Courcelette
- Tagi:
- Royal Flying Corps, lotnictwo, Wielka Brytania, Niemcy
15 września 1916 roku, w dniu, w którym armia brytyjska po raz pierwszy wysłała do boju czołgi, był też wyjątkowym dniem dla Royal Flying Corps. Według brytyjskiej historii oficjalnej lotnictwa, The War in the Air H. A. Jonesa, lotnicy RFC spędzili tego dnia w powietrzu więcej godzin i stoczyli więcej walk niż kiedykolwiek od początku wojny. Do natarcia przygotowano 49 czołgów Mark I, z czego 42 przydzielono 4 Armii, a pozostałe Armii Rezerwowej, której Korpus Kanadyjski nacierał na Courcelette. To, co będą robić w boju, mieli meldować obserwatorzy patroli kontaktowych z dywizjonów współpracujących z korpusami. Tę metodę śledzenia piechoty z powietrza Brytyjczycy stosowali na dużą skalę od 1 lipca, teraz po raz pierwszy objęła także nową broń.
Noc przed natarciem
Lotnicy pomagali czołgom, zanim te jeszcze ruszyły. W ostatnich nocach przed atakiem czołgi podjeżdżały na pozycje wyjściowe, a nad niemieckimi okopami krążyły nisko samoloty, których silniki miały zagłuszyć warkot maszyn. Całkowitego zaskoczenia nie udało się jednak osiągnąć. Jones pisze, że niemiecka piechota już kilka tygodni wcześniej dostała ostrzeżenie, że Brytyjczycy mogą użyć jakiegoś rodzaju samochodów pancernych, a po południu 14 września obserwator z niemieckiego balonu dostrzegł część podjeżdżających czołgów, po czym dowódcy na pierwszej linii otrzymali specjalne ostrzeżenie. Do współpracy z kawalerią, która miała wejść w wyłom, gdyby front pękł, sprowadzono z odcinka 1 Armii 18 Dywizjon z samolotami F.E.2b.
Meldunki z pola bitwy
Od godziny zero każdy dywizjon korpuśny trzymał nad polem bitwy dwa samoloty kontaktowe, zmieniane przez kolejne załogi. Wielu obserwatorów spędziło tego dnia w powietrzu po osiem godzin. Nad Flers lotnicy 3 Dywizjonu zrzucili pierwszy meldunek w sztabie XV Korpusu o 7.20: piechota szła za zaporą ogniową, przesuwającą się z niesamowitą dokładnością, a w ciągu dziesięciu minut zapłonęły jej flary w zdobytym okopie Switch Line. Piechota szła tak szybko, że wyprzedziła czołgi. O 8.30 obserwatorzy zobaczyli trzy czołgi zbliżające się do Flers, a kwadrans później jeden z nich jechał główną ulicą wsi w otoczeniu tłumu postaci w khaki. Według brytyjskiej historii oficjalnej działań lądowych meldunek lotniczy z 8.45, przekazany z III do XV Korpusu, brzmiał: „Czołg widziany na głównej ulicy Flers, jedzie dalej, za nim duża liczba żołnierzy”. Korespondenci wojenni rozpowszechnili go w barwniejszej wersji, jako wiadomość, że „czołg kroczy główną ulicą Flers, a za nim wiwatuje armia brytyjska”. Która załoga dokładnie wysłała meldunek, źródła nie mówią zgodnie: Jones przypisuje obserwację lotnikom 3 Dywizjonu, a historia działań lądowych podaje, że wiadomość przyszła przez sztab sąsiedniego III Korpusu. Nie ma też zgody co do samego czołgu. Historia oficjalna pisze, że do wsi wjechał D16, a wschodnim skrajem posuwały się D6, D9 i D17. W wielu późniejszych relacjach bohaterem tej sceny jest D17 „Dinnaken”. Wczesnym popołudniem lotnik zobaczył czołg, który zapuścił się aż pod Gueudecourt, i w tej samej chwili, gdy nanosił go na mapę, zobaczył, jak trafiony pocisk go podpala.
Pod High Wood, gdzie nacierał III Korpus, kapitan C. H. B. Blount i porucznik T. S. Pearson z 34 Dywizjonu zrzucili wkrótce po dziesiątej meldunek o losie trzech czołgów przydzielonych do lasu: jeden ugrzązł we własnych okopach, drugi stanął dęba, oparty o drzewo, a trzeci płonął w niemieckich okopach. Piechota bez czołgów utknęła przed nieprzeciętymi zasiekami. Lotnicy wrócili nad las i zobaczyli, że oddziały po obu jego stronach poszły naprzód i spotkały się na północ od niego. Gdy wylądowali, w sztabie korpusu przygotowywano właśnie frontalny atak na niemiecki okop w lesie. Według relacji Pearsona skończyłby się on wybiciem atakujących, bo okop był obsadzony „ramię w ramię”, z karabinem maszynowym co kilka metrów. Po rozmowie z lotnikami rozkaz odwołano, a około pierwszej po południu otoczona załoga lasu się poddała. Jones przypisuje tę decyzję właśnie meldunkom lotników, inne opisy zdobycia lasu podkreślają raczej huraganowy ostrzał z moździerzy, który poprzedził kapitulację.
Na prawym skrzydle, gdzie XIV Korpus miał 16 czołgów, sześć zepsuło się, zanim dojechało na pozycje wyjściowe. Obserwator 9 Dywizjonu meldował o ósmej, że 6 Dywizję zatrzymał silny niemiecki punkt oporu na wschód od Ginchy, nazwany przez Brytyjczyków Quadrilateral, a jedyny czołg przed nim nic nie pomaga. Rzeczywiście, czołg stracił peryskop i oślepiony stanął kilkadziesiąt metrów przed niemieckim okopem. Gwardia meldowała, że zdobyła swój ostatni cel, ale lotnicy widzieli jej wysunięte oddziały w lejach około 180 metrów przed nim i to oni mieli rację. Na lewym skrzydle obserwatorzy 7 Dywizjonu śledzili Kanadyjczyków pod Courcelette, a wieczorem, godzinę po ich ataku, zameldowali o flarach płonących półkolem wokół wsi, co oznaczało, że jest ona w całości w rękach kanadyjskich.
Bomby i walki w powietrzu
Lotnicy nie tylko obserwowali. Obserwatorzy artyleryjscy zlokalizowali na froncie 4 Armii 159 czynnych niemieckich baterii, a ostrzelano je szybko dzięki prostemu systemowi wezwań na kwadraty mapy. Według Jonesa 70 baterii ostrzelano pod obserwacją z powietrza, a 29 uciszono. Zgodnie z ofensywną doktryną dowódcy RFC, generała Hugh Trencharda, bombowce przez cały dzień latały nad niemieckie tyły i zrzuciły łącznie około ośmiu i pół tony bomb, między innymi na kwaterę generała Fritza von Belowa w Bourlon, dworce w Bapaume i okolicy oraz pociągi z posiłkami. Bawarscy piechurzy, których okopy zdobywała tego dnia gwardia, wspominali w swoich historiach pułkowych, że ostrzeliwało ich z niskiego pułapu dwadzieścia–trzydzieści brytyjskich samolotów.
Walki toczyły się niemal wyłącznie nad niemieckimi liniami. RFC straciło tego dnia sześć samolotów z dziewięcioma oficerami, a lotnicy meldowali o czternastu niemieckich maszynach, które widziano rozbite. Rano jeden z najlepszych niemieckich lotników, Oswald Boelcke, zestrzelił nad lasem Havrincourt kapitana G. L. Cruikshanka z 70 Dywizjonu. Dwa dni później Boelcke po raz pierwszy poprowadził do walki swoją nową eskadrę myśliwską, Jagdstaffel 2, na nowych, szybszych samolotach, co zapowiadało koniec brytyjskiej przewagi w powietrzu nad Sommą. 15 września było jednak dniem RFC. Współpraca lotników z piechotą i czołgami okazała się dla dowództw najpewniejszym źródłem wiadomości z pola bitwy i weszła na stałe do brytyjskiej taktyki.