Pierwsze patrole kontaktowe RFC
- Kategoria:
- Wojsko
- Front:
- Front zachodni
- Data:
- 1 lipca 1916
- Autor:
- Łukasz Skowroń
Brytyjska chronologia wojny notuje pod 1 lipca 1916 roku, pierwszym dniem bitwy nad Sommą, że w Royal Flying Corps, lotnictwie armii brytyjskiej, „po raz pierwszy wprowadzono” patrole kontaktowe, czyli łączność lotników z nacierającą piechotą. Tego dnia nad każdym atakującym korpusem krążyły samoloty, których jedynym zadaniem było śledzić, dokąd doszli żołnierze, i jak najszybciej meldować o tym dowództwu. Wcześniej generałowie po wyjściu piechoty z okopów często tracili z nią kontakt na wiele godzin: kable telefoniczne rwały się pod ostrzałem, a gońcy ginęli w drodze. Określenie „pierwszy raz” trzeba jednak opatrzyć zastrzeżeniem. Według brytyjskiej historii oficjalnej lotnictwa, The War in the Air H. A. Jonesa, 1 lipca 1916 roku po raz pierwszy zastosowano w boju na dużą skalę system, który Brytyjczycy i Francuzi wypróbowywali od ponad roku.
Od białych pasów do lusterek
Pierwsze próby Brytyjczycy podjęli w 1915 roku. W bitwie o grzbiet Aubers 9 maja trzy samoloty Maurice Farman z 16 Dywizjonu, wyposażone w radiostacje, patrolowały na zmianę nad frontem. Piechota miała rozkładać na ziemi pasy białego płótna, siedem stóp na dwie, gdy dojdzie do wyznaczonych punktów. Lotnicy wysłali tego dnia 42 meldunki, ale piechota nie doszła do żadnego z tych punktów, a to, co obserwatorzy widzieli z góry, okazało się zbyt ogólne i zbyt niepewne, by przekonać sztab armii. Jones pisze, że nie zdawano sobie jeszcze sprawy, iż te wady można przezwyciężyć lotem na niskiej wysokości i cierpliwym wspólnym szkoleniem lotników i piechoty. Latem 1915 roku wypróbowano kolorowe świece dymne: obserwatorzy 1 Dywizjonu łatwo dostrzegali żółty dym flar firmy Brock nawet z wysokości 6 tysięcy stóp, czyli około 1800 metrów, i w listopadzie rozesłano je do armii.
Dalej poszli Francuzi. W jesiennej ofensywie w Szampanii w 1915 roku ich piechota sygnalizowała swoje położenie lampami, flarami i pasami płótna, a obserwatorzy nanosili je na mapy i zrzucali je w umówionych miejscach. Pod Verdun Francuzi skupili specjalnie przeszkolonych obserwatorów i na podstawie tych doświadczeń generał Joseph Joffre 17 kwietnia 1916 roku wydał ogólne instrukcje o współpracy lotnictwa z piechotą. Według Jonesa na tym memoriale oparto brytyjską organizację patroli kontaktowych nad Sommą. Niemcy również próbowali takiej współpracy pod Verdun, ale ich piechota pod ostrzałem nie była w stanie rozkładać białych płacht i wyniki były słabe.
Brytyjskie tymczasowe instrukcje wydano 26 maja 1916 roku. Samoloty o specjalnych oznaczeniach miały zajmować się wyłącznie obserwacją pola bitwy i meldować bezpośrednio dowództwu korpusu, dla którego pracowały. Piechota miała zapalać flary z inicjatywy dowódców kompanii i plutonów, na pytanie z samolotu „Gdzie jesteście?”, o wyznaczonych godzinach i po dojściu do wyznaczonych linii. Część żołnierzy miała nosić na plecach metalowe lusterka, których błyski pozwalały śledzić linię natarcia. Każdy atakujący batalion miał dostać 320 flar i 80 lusterek, choć w pierwszych dniach bitwy z powodu niewywiązanych kontraktów flar brakowało. Sztaby batalionów i brygad rozmawiały z lotnikami za pomocą płyt sygnałowych, rodzaju żaluzji z listew pomalowanych z jednej strony na biało, którymi wystukiwano wiadomości alfabetem Morse’a. Wiosną 4 Brygada RFC, która współpracowała z 4 Armią generała Henry’ego Rawlinsona, ćwiczyła to wszystko z piechotą na poligonie na zachód od Albert.
1 lipca nad Sommą
Pierwsze samoloty wystartowały 1 lipca o czwartej rano, ale ziemię zasłaniała mgła. O 6.25, gdy bombardowanie osiągnęło szczyt, obserwatorzy kontaktowi zobaczyli cienkie linie piechoty wypełzające z okopów na ziemię niczyją. Każde dowództwo korpusu i dywizji miało radiostację do odbioru pilnych meldunków z samolotów, a w wybranych punktach czekali oficerowie piechoty z telefonami, do których lotnicy zrzucali torby z meldunkami i specjalne mapy z naniesionym położeniem wojsk.
W wielu miejscach system nie zadziałał tak, jak go zaplanowano. Nad Gommecourt, gdzie atakował VII Korpus, lotnicy 8 Dywizjonu nie zobaczyli ani jednej flary. Jedynym sposobem, by ustalić, kto gdzie jest, było zejść tak nisko, by rozpoznać kolor mundurów, przez sam środek ostrzału artyleryjskiego, a czasem pod ogień piechoty, gdy oglądani z bliska żołnierze okazywali się nosić szarość zamiast khaki. Trzy samoloty kontaktowe były pod koniec dnia tak podziurawione, że nie nadawały się do lotu, ale żaden nie zginął. Obserwatorzy widzieli z góry, jak bataliony 56 Dywizji przebijają się przez trzy linie niemieckich okopów, a potem jak przez całe popołudnie są spychane z powrotem. Nad Thiepval kapitan C. A. A. Hiatt z 4 Dywizjonu oglądał ruiny wsi spokojnie i dokładnie z wysokości zaledwie 600 stóp (około 180 metrów). Tylko lotnicy mogli zameldować o głębokich wdarciach w niemiecką obronę, na przykład przez redutę Schwaben ku Grandcourt. Nad La Boisselle samoloty 3 Dywizjonu, które z daleka oglądały wybuch miny Lochnagar, meldowały, że 34 Dywizja doszła na prawym skrzydle aż do lasku Peake Wood. Na odcinkach III i XV Korpusu wysunięte oddziały zapaliły sporo flar i lotnicy natychmiast je zgłaszali.
Najlepiej system zadziałał na prawym skrzydle, gdzie XIII Korpus odniósł największy sukces dnia. Kapitan J. T. P. Whittaker i obserwator podporucznik T. E. G. Scaife z 9 Dywizjonu dolecieli nad front tuż po dziesiątej. Scaife zobaczył przed sobą linię błysków lusterek na plecach żołnierzy 30 Dywizji, posuwających się w stronę Montauban. Gdy w lesie Bernafay otworzyła ogień niemiecka bateria, Whittaker zszedł na wysokość około 200 metrów i ostrzelał obsługę dział z karabinu maszynowego. Lotnicy wrócili w samą porę, by zobaczyć, jak 16 batalion pułku Manchester w doskonałym szyku wkracza do Montauban. Tak ich to ucieszyło, że przelecieli nisko nad grzbietem, machając do piechoty. Dowódca 55 Brygady pisał później, że jego żołnierze byli „ogromnie podniesieni na duchu”, gdy jeden z lotników zszedł nisko i pomachał im ręką. O 11.15 lusterka błyskały już wzdłuż północnego skraju wsi, a przed powrotem Scaife naszkicował linię, do której doszedł korpus.
Znaczenie
Doświadczenia pierwszego dnia pokazały i siłę, i słabości nowej metody. Flar było za mało, a według wielu relacji żołnierze pod ogniem niechętnie je zapalali, bo bali się zdradzić swoje położenie także Niemcom. Lusterka działały tylko w słońcu. Najwięcej dawała odwaga obserwatorów, którzy schodzili nisko nad pole bitwy. Mimo to patrole kontaktowe stały się w czasie bitwy nad Sommą stałym elementem każdego natarcia. Jones podkreśla, że im silniejszy był niemiecki ostrzał, tym mniej pewna stawała się łączność naziemna, a coraz większa odpowiedzialność spadała na lotników, którzy dzielili ją z gołębiami pocztowymi. Niemcy szybko wyciągnęli wnioski: według materiałów z niemieckich archiwów, które Jones przytacza, dowództwo niemieckiego lotnictwa uznało jesienią 1916 roku lotnika piechoty za „najważniejszy środek zdobywania i przekazywania informacji” w czasie ciężkich walk. Metodę doskonalono po obu stronach frontu do końca wojny.