- Kategoria:
- Działania zbrojne
- Front:
- Front zachodni
- Data:
- 15 lipca 1916
- Autor:
- Natalia
- Bitwa:
- Bitwa o las Delville
15 lipca 1916 roku około szóstej rano trzy bataliony 1 Brygady Piechoty Południowoafrykańskiej generała brygady Henry’ego Lukina weszły do lasu Delville, na wschodnim skraju wsi Longueval w Pikardii. Po kilku godzinach zajęły prawie cały las, a przed wieczorem odparły pierwsze niemieckie kontrataki. Był to chrzest bojowy żołnierzy ze Związku Południowej Afryki na froncie zachodnim i zarazem początek walk, które przez następne tygodnie miały się toczyć o ten niewielki zagajnik. Brytyjscy żołnierze nazwali go wkrótce Devil’s Wood, Diabelskim Lasem.
Las za Longueval
Dzień wcześniej, 14 lipca, brytyjska 4 Armia generała Henry’ego Rawlinsona przypuściła atak o świcie na drugą niemiecką pozycję nad Sommą, od Bazentin-le-Petit po Longueval. Na prawym skrzydle XIII Korpus generała Waltera Congreve’a miał zdobyć Longueval i las Delville. Wieś i las tworzyły razem występ wbity w niemieckie linie, ostrzeliwany z trzech stron. Co gorsza, jedno bez drugiego trudno było utrzymać: północna część Longueval, gdzie droga pięła się ku Flers, leżała pod lasem, a las od zachodu przylegał do sadów i ogrodów na skraju wsi.
Las Delville, po francusku Bois d’Elville, miał, jak pisał John Buchan, autor historii południowoafrykańskich wojsk we Francji, kształt tępego trójkąta zwróconego wierzchołkiem na północ. Według historii 9 (Szkockiej) Dywizji zajmował około 159 akrów, czyli niespełna 65 hektarów. Rosły w nim głównie buki i graby, a gęsty podszyt z leszczyny przecinały trawiaste przecinki. Brytyjczycy nadali im nazwy londyńskich i glasgowskich ulic. Środkiem lasu, ze wschodu na zachód, biegła Princes Street, na północ od niej odchodziły Strand, Regent Street i Bond Street, na południe Buchanan Street, Campbell Street i King Street, a równolegle do Princes Street, bliżej południowego skraju, ciągnął się Rotten Row. Niemcy wykopali wzdłuż i w poprzek przecinek okopy, a ich główne stanowiska z karabinami maszynowymi leżały 50–200 metrów od skraju lasu, na północy, północnym wschodzie i południowym wschodzie.
14 lipca szkocka 26 Brygada wdarła się do Longueval i w walkach od domu do domu zajęła jego zachodnią i południowo-zachodnią część, ale północny kraniec wsi wciąż był w rękach Niemców. Pomagał jej 1 Batalion Piechoty Południowoafrykańskiej, który po południu ruszył do natarcia na resztę wsi i utknął w ogniu karabinów maszynowych. O 13.00 dowódca 9 Dywizji, generał major William Furse, zapowiedział Lukinowi, że jego brygada zdobędzie las, gdy tylko padnie wieś. Termin natarcia kilka razy przesuwano: z 17.00 na 19.00, potem na 19.30, aż wieczorem na naradzie w Montauban ustalono, że atak ruszy rano 15 lipca. Rozkaz brzmiał, że las trzeba zdobyć za wszelką cenę, nawet jeśli Szkoci nie opanują północnej części Longueval.
Brygada z Afryki
Brygada Lukina była formacją ochotniczą. Ustawa o obronie Związku Południowej Afryki z 1914 roku nie pozwalała wysyłać wojska poza Afrykę Południową, więc premier Louis Botha i minister obrony Jan Smuts utworzyli osobne siły zamorskie, które formalnie miały status wojsk imperialnych. Brygadę zwerbowano w sierpniu i wrześniu 1915 roku w Potchefstroom z białych ochotników, w dużej części weteranów niedawnej kampanii w Niemieckiej Afryce Południowo-Zachodniej, wśród nich także wielu Burów. Jej bataliony nazwano tak, by reprezentowały cały kraj: 1 Batalion był pułkiem Kolonii Przylądkowej, 2 – Natalu i Oranii, 3 – Transwalu i Rodezji, a 4 Batalion, South African Scottish, nawiązywał do szkockich tradycji wojskowych w kraju. Dowodził nią Lukin, 56-letni oficer, który w Afryce Południowej walczył od wojny z Zulusami w 1879 roku.
Pierwszą próbę brygada przeszła w Egipcie, gdzie wiosną 1916 roku walczyła z bractwem Sanusijja, między innymi pod Agagią. W kwietniu popłynęła do Marsylii i weszła w skład szkockiej 9 Dywizji, złożonej z ochotników Nowych Armii Kitchenera. 1 lipca dywizja stała w odwodzie XIII Korpusu, a w kolejnych dniach Południowoafrykańczycy trzymali linię w lasach Bernafay i Trônes. Do 13 lipca, nie biorąc jeszcze udziału w żadnym większym natarciu, stracili od ostrzału ponad 500 ludzi, a 11 lipca zginął od odłamka dowódca 4 Batalionu, podpułkownik F. A. Jones.
Natarcie o świcie
Dwie godziny przed świtem 2 i 3 Batalion wyszły z Montauban, a za nimi ruszył 4 Batalion jako wsparcie. Atakiem dowodził podpułkownik William Tanner, dowódca 2 Batalionu. Lukin kazał mu najpierw sprawdzić, co się dzieje w Longueval, i dopiero na tej podstawie ułożyć plan, bo oficer wysłany wieczorem na rozpoznanie wsi jeszcze nie wrócił. Po drodze dywizja zabrała dwie kompanie 4 Batalionu do pomocy Szkotom pod Waterlot Farm, zrujnowaną cukrownią na południowy wschód od wsi. Według Buchana poranek był pochmurny, a gdy wzeszło słońce, na wprost żołnierzy majaczył ciemny masyw lasu, a ruiny Longueval „tryskały jak wulkan” od wybuchów pocisków.
Tanner ustalił, że Niemcy nadal trzymają północną część wsi i przylegający do niej skraj lasu. Okazało się jednak, że w nocy kompania 5 Batalionu Cameron Highlanders okopała się wzdłuż Buchanan Street w południowo-zachodnim rogu lasu. Tanner postanowił wykorzystać tę osłoniętą drogę. Szkocki przewodnik poprowadził Południowoafrykańczyków gęsiego przez południowy kraniec Longueval i pola do okopu przy Buchanan Street, do którego czołowy 3 Batalion dotarł około szóstej. Plan był prosty: najpierw oczyścić część lasu na południe od Princes Street, potem ruszyć na północ i zająć Strand oraz cały skraj lasu aż po południowo-zachodni róg. Poza Południowoafrykańczykami miał zostać tylko północno-zachodni narożnik, przylegający do niezdobytej części wsi.
Początkowo wszystko szło szybko. Około siódmej 3 Batalion, wsparty kompanią 2 Batalionu, opanował całą południową połowę lasu, napotykając głównie pojedynczych strzelców wyborowych. Tanner posłał wtedy trzy pozostałe kompanie 2 Batalionu na północny skraj. Według historii 9 Dywizji opór był zaskakująco słaby, bo Niemcy przerzedzili załogę z powodu ostrzału, a najgorszą przeszkodą był sam las: splątany podszyt i zwalone pociskami drzewa, przez które spoceni i zdyszani żołnierze przedzierali się z trudem. Trzy osłabione kompanie dotarły do celu, ale musiały obsadzić około 1200 metrów skraju, na którym trudno było nawet utrzymać łączność. Tymczasem na wschodzie patrole 3 Batalionu kapitanów Medlicotta i Tomlinsona dopadły Niemców z bliska i wzięły jeńców. Liczby się różnią: Buchan pisze o 3 oficerach, 185 żołnierzach i karabinie maszynowym, historia 9 Dywizji o 138 jeńcach.
O 14.40, według Buchana, Tanner zameldował Lukinowi, że ma cały las poza niemieckimi gniazdami oporu w północno-zachodnim narożniku przy Longueval i w sadach na północy. Historia 9 Dywizji podaje, że meldunek przyszedł krótko po 14.00. Tak czy inaczej, po południu w rękach brygady był niemal cały las.
Pierwsze kontrataki
Lukin od początku wiedział, że trudniej będzie las utrzymać, niż go zdobyć. Chciał zostawić w nim tylko nieliczne posterunki z karabinami maszynowymi, bo gęsta kępa drzew pod ostrzałem artylerii była dla dużych oddziałów śmiertelną pułapką. Niemcy nie dali mu jednak na to czasu. Las był dla nich zbyt ważny: osłaniał ich pozycje i zamykał Brytyjczykom drogę na Ginchy i Guillemont. Front pod Longueval należał do IV Korpusu generała Friedricha Sixta von Armina, który ściągał w ten rejon wszystko, co miał pod ręką.
Według brytyjskiej historii oficjalnej batalion z niemieckiej 24 Dywizji Rezerwowej kontratakował od południowego wschodu już przed południem, z zaledwie pięciominutowym uprzedzeniem, i zaległ około 70 metrów przed lasem. Drugi batalion, nacierający od drogi z Ginchy do Flers, też został odparty, a oba straciły razem 528 ludzi. Wczesnym popołudniem na północno-wschodni skraj uderzył batalion 8 Dywizji i cofnął się, straciwszy wszystkich oficerów. Około 15.00 ze wschodu zaatakowały w sile oddziały 6 Bawarskiego Rezerwowego Pułku Piechoty z 10 Bawarskiej Dywizji, które Południowoafrykańczycy odparli ogniem karabinów. O 16.40 Tanner meldował, że Niemcy gromadzą się na północy, a o 18.30, że koncentrują się na północy i północnym wschodzie. Jego straty były ciężkie: jedna kompania 2 Batalionu praktycznie przestała istnieć. Lukin posłał mu po kompanii z 4 i 1 Batalionu, który wrócił spod Longueval, i nakazał dowódcom, by mimo zmęczenia żołnierze okopali się, bo nazajutrz należało się spodziewać silnego ostrzału.
Kopanie w lesie okazało się niemal niemożliwe. Twardą ziemię przerastały splątane korzenie, a zwalone pnie i drut zagradzały drogę. Żołnierze nieśli dość łopat, ale zdołali wykopać tylko płytkie rowy i jamy, a próbę rozciągnięcia drutu kolczastego wzdłuż skraju przerwał bawarski kontratak. Tymczasem dwie kompanie 4 Batalionu pod Waterlot Farm osłaniały natarcie Cameronów na cukrownię, wciąż broniącą się Niemcom. Wieczorem artyleria rozbiła niemieckie oddziały nadchodzące od Guillemont, a nad ranem obie kompanie zluzowano.
Noc w ogniu
Gdy zaszło słońce, niemiecki ostrzał jeszcze się nasilił. Według Buchana pociski i ogień zamieniły noc w „gorączkowe, płonące południe”, a w szczytowych chwilach na las spadało do 400 pocisków na minutę. Niemcy strzelali też pociskami gazowymi. Według części opracowań o północy trzy bataliony z niemieckiej 8 Dywizji i 12 Dywizji Rezerwowej ruszyły z rozkazem odzyskania lasu za wszelką cenę i podeszły na około 45 metrów, zanim ogień artylerii i karabinów maszynowych zmusił je do zalegnięcia.
Wieczorem 15 lipca dwanaście kompanii południowoafrykańskich, mocno już przetrzebionych, trzymało cały obwód lasu poza północno-zachodnim narożnikiem. Narożnik ten dawał Niemcom osłonięte wejście do lasu, a pozostałe trzy strony otaczał półkrąg ich okopów. Sztab 2 i 3 Batalionu mieścił się na skrzyżowaniu Buchanan Street i Princes Street, a karabiny maszynowe stały na północnym wierzchołku i na wschodnim skraju. Lukin miał w odwodzie tylko jedną kompanię 1 Batalionu i dwie kompanie 4 Batalionu, które miały wrócić spod Waterlot Farm rano. Żołnierze przez całą noc kopali o życie.
Co było dalej
Bój o las dopiero się zaczynał. Przez kolejne pięć dni Południowoafrykańczycy bronili się pod nieustannym ostrzałem przed coraz to nowymi niemieckimi dywizjami, aż 20 lipca z lasu wyszła tylko garstka ocalałych. Brygada straciła w tych walkach ponad 2,5 tysiąca ludzi. Niemców ostatecznie wyparto z lasu Delville dopiero na przełomie sierpnia i września. Dla Afryki Południowej las stał się miejscem pamięci narodowej: stoi w nim dziś pomnik wszystkich żołnierzy tego kraju poległych w I wojnie światowej.