TheGreatWar.pl
← Oś czasu

Kluczowe wydarzenie

Pierwszy dzień bitwy nad Sommą

Kategoria:
Działania zbrojne
Front:
Front zachodni
Data:
1 lipca 1916
Autor:
Łukasz Skowroń
Bitwa:
Bitwa nad Sommą
Tagi:
Brytyjski Korpus Ekspedycyjny, Francja, Niemcy, Douglas Haig

W sobotę 1 lipca 1916 roku o 7.30 rano brytyjska piechota wyszła z okopów na froncie długim na ponad 20 kilometrów, od Gommecourt na północy po Maricourt nad Sommą. Obok niej, po obu brzegach rzeki, ruszyła francuska 6 Armia. Tak zaczęła się wielka ofensywa, którą sprzymierzeni uzgodnili w grudniu 1915 roku w Chantilly i która po niemieckim uderzeniu pod Verdun miała przede wszystkim odciążyć Francuzów. Dzień skończył się dwojako. Na południu Francuzi i prawe skrzydło brytyjskie zdobyli wszystkie wyznaczone cele. Na północ od drogi z Albert do Bapaume natarcie załamało się prawie wszędzie w ogniu niemieckich karabinów maszynowych. Według brytyjskiej historii oficjalnej armia brytyjska straciła tego dnia 57 470 zabitych, rannych, zaginionych i wziętych do niewoli, w tym 19 240 zabitych i zmarłych z ran. Był to najkrwawszy dzień w jej dziejach.

Armia ochotników

Głównym wykonawcą natarcia była brytyjska 4 Armia generała Henry’ego Rawlinsona, która atakowała pięcioma korpusami od Maricourt po Serre. Dalej na północ VII Korpus z 3 Armii generała Edmunda Allenby’ego miał wykonać uderzenie pomocnicze na wysunięty niemiecki występ pod Gommecourt. W pierwszej linii stało 13 brytyjskich dywizji, a w pierwszym rzucie poszły 64 bataliony. Naprzeciw nich niemiecka 2 Armia generała Fritza von Belowa miała na tym odcinku, według brytyjskiej historii oficjalnej, około czterech i pół dywizji. Większość jej żołnierzy siedziała na tych samych wzgórzach od jesieni 1914 roku i przez prawie dwa lata zamieniała je w twierdzę z kilkoma liniami okopów, ufortyfikowanymi wsiami i głębokimi schronami.

Armia brytyjska, którą od grudnia 1915 roku dowodził generał Douglas Haig, była w większości armią ochotników. Obok dywizji regularnych i Terytorialnych do boju po raz pierwszy w tak wielkiej masie poszły dywizje Nowych Armii Kitchenera, złożone z mężczyzn, którzy zgłosili się w pierwszych miesiącach wojny. Wiele batalionów tworzyli tak zwani „Pals”, czyli kumple: koledzy z jednej fabryki, biura, klubu sportowego czy miasteczka, którym obiecano, że będą służyć razem. Brytyjska historia oficjalna pisała z dumą, że nigdy wcześniej w szeregach armii brytyjskiej nie było tylu najlepszych przedstawicieli wszystkich warstw narodu i że byli to „ochotnicy, nie poborowi”. Pobór wprowadzono wprawdzie w styczniu 1916 roku, ale poborowi nie zdążyli jeszcze dotrzeć do frontu. Ta właściwość nowych batalionów sprawiła, że klęska jednego poranka mogła spaść na całe miasto naraz.

Siedem dni ostrzału

Ofensywę poprzedził najpotężniejszy ostrzał, jaki armia brytyjska dotąd przeprowadziła. Zaczął się 24 czerwca i miał trwać pięć dni, ale 28 czerwca z powodu deszczu dowódcy brytyjscy i francuscy przesunęli dzień ataku o 48 godzin, z 29 czerwca na 1 lipca. W ciągu siedmiu dni brytyjska artyleria wystrzeliła według historii oficjalnej 1 627 824 pociski. Dowództwo wierzyło, że ogień zniszczy zasieki, okopy, gniazda karabinów maszynowych i ducha obrońców, a piechocie zostanie tylko przejść przez ziemię niczyją i zająć zrujnowane pozycje. Dlatego żołnierze mieli iść równym krokiem, w falach odległych od siebie o około 100 metrów, a każdy niósł według historii oficjalnej około 30 kilogramów ekwipunku: amunicję, granaty, łopaty, worki na piasek i zapasy na kilka dni.

Ostrzał zrobił wielkie szkody, ale nie spełnił oczekiwań. Dział było za mało na tak szeroki i głęboki pas umocnień, wiele pocisków było przestarzałych lub wadliwych i nie wybuchało, a na całym froncie brakowało pocisków gazowych. Przede wszystkim jednak artyleria nie mogła dosięgnąć niemieckich schronów, wykopanych w kredowym podłożu na głębokość kilku, a niekiedy kilkunastu metrów, czasem dwupiętrowych. Ich załogi przetrwały tydzień ostrzału stłoczone, głodne i zmęczone, ale żywe.

W nocy z 30 czerwca na 1 lipca bataliony szturmowe przeszły na stanowiska wyjściowe. Wszystkie dotarły na miejsce między drugą a piętnastą po piątej rano, niemal bez strat, bo niemiecka artyleria prawie milczała. To umocniło wiarę, że ostrzał zrobił swoje. Niektórzy dowódcy chcieli atakować o świcie, zanim niemieccy strzelcy zobaczą cel, i Rawlinson poparł ten pomysł, ale Francuzi stanowczo żądali ataku w pełnym świetle dnia, by artyleria mogła obserwować skutki ostatniego ostrzału. Według brytyjskiej historii oficjalnej chcieli nawet przesunąć godzinę zero na dziewiątą. Dzień był pogodny i zapowiadał upał, a nad doliną Sommy wisiała jeszcze poranna mgła. Od 6.25 brytyjskie działa prowadziły ogień huraganowy, a osiem minut przed atakiem dołączyły do nich lekkie moździerze Stokesa.

Godzina zero

Pierwszy sygnał dał wybuch. O 7.20, dziesięć minut przed natarciem, saperzy odpalili 18 ton amonalu pod niemiecką redutą na grzbiecie Hawthorn przed Beaumont-Hamel. Dowództwo VIII Korpusu chciało, by piechota zajęła lej przed głównym atakiem, ale wczesny wybuch uprzedził Niemców, a ciężka artyleria całego korpusu musiała w tym czasie przenieść ogień w głąb. O 7.28 pod La Boisselle wybuchły dwie kolejne miny, w tym największa tego dnia, Lochnagar, która wyrwała w ziemi lej widoczny do dziś. Na całym froncie odpalono kilkanaście mniejszych min.

O 7.30 artyleria przeniosła ogień z pierwszej linii niemieckiej, oficerowie zagwizdali, a w niektórych batalionach zagrały trąbki. Brytyjska historia oficjalna opisuje fale piechoty, które pod bezchmurnym niebem i z bagnetami błyszczącymi w słońcu weszły w zasłonę dymu i mgły. Teraz zaczął się wyścig, który rozstrzygnął o losach dnia. Atakujący mieli kilka minut, by dotrzeć do niemieckich okopów, zanim obrońcy wyjdą ze schronów. Niemcy, ćwiczeni w szybkim opuszczaniu schronów, zwykle wygrywali. Historia pułku rezerwy nr 119, który bronił Beaumont-Hamel, opisuje, jak jego żołnierze czekali na stopniach schronów z karabinami w rękach, a gdy ostrzał ucichł, wybiegli na górę: „Przed nami fala za falą brytyjskich żołnierzy wychodziła z okopów i szła ku nam krokiem, z bagnetami błyszczącymi w słońcu”.

Na wielu odcinkach niemieccy strzelcy wyciągnęli karabiny maszynowe na zrujnowane przedpiersia albo do lejów po pociskach przed okopami i strzelali do szeregów piechoty jak na strzelnicy. Niemiecka artyleria, która w ostatnich dniach oszczędzała się i ukrywała, położyła ogień zaporowy na brytyjskich okopach i na ziemi niczyjej. Tam, gdzie pas ziemi niczyjej był szeroki, a zasieki pocięte tylko częściowo, fale kolejno padały, zanim przeszły sto metrów. Część batalionów, zwłaszcza w Dywizji Ulsterskiej i pod Thiepval, podczołgała się przed godziną zero bliżej nieprzyjaciela, a kapitan Wilfred Nevill z 8 batalionu pułku East Surrey kazał swoim ludziom pod Montauban kopać przed sobą piłki futbolowe. Nevill zginął w ataku, a jego batalion dotarł do celu.

Gommecourt i Serre

Na północnym skraju natarcia dwie dywizje Terytorialne VII Korpusu, 56 Londyńska i 46 Północnomidlandzka, uderzyły na występ pod Gommecourt. Atak miał przede wszystkim odciągnąć niemieckie odwody od głównego kierunku. Haig zrezygnował dla niego nawet z odbicia grzbietu Vimy utraconego w maju. Londyńczycy, osłonięci dymem, wdarli się w niemieckie okopy i zajęli trzy linie, ale 46 Dywizja na drugim skrzydle utknęła na ziemi niczyjej i jej natarcie, ponowione po południu, też się nie powiodło. Odcięci z obu stron Londyńczycy cofnęli się wieczorem, gdy skończyły im się granaty. Uderzenie pomocnicze kosztowało według brytyjskiej historii oficjalnej prawie 6,8 tysiąca ludzi, a Niemców nieco ponad 1,2 tysiąca.

Pod wsią Serre atakowała 31 Dywizja, złożona prawie w całości z batalionów „Pals” z północy Anglii: z Leeds, Bradford, Barnsley, Accrington, Sheffield i z hrabstwa Durham. Żaden z nich nie był jeszcze w boju. Wieś na pagórku, wciąż z dachami na domach, górowała nad ich okopami. Niemiecki ogień zaczął się już o 7.20, gdy pierwsze fale wychodziły przez przejścia we własnych zasiekach. Historia oficjalna pisze, że szeregi ruszyły w doskonałym porządku i stopniowo topniały, a ludzie padali w szyku, przeważnie zanim przeszli pierwsze sto jardów. Tylko małe grupy z batalionów z Accrington i Sheffield wdarły się do niemieckich okopów, a niektóre nawet do samej wsi. Wszystkie zginęły albo dostały się do niewoli. Batalion z Accrington stracił według częstych zestawień 585 z około 720 ludzi, z czego 235 zabitych. Dywizja straciła łącznie około 3,6 tysiąca żołnierzy.

Beaumont-Hamel

Pod Beaumont-Hamel atakowała 29 Dywizja, weteranka Gallipoli, a obok niej regularna 4 Dywizja. Niemcy, uprzedzeni wybuchem pod Hawthorn, obsadzili lej i okopy, zanim Brytyjczycy do nich dotarli. 4 Dywizja zajęła jedynie redutę zwaną Quadrilateral (niem. Heidenkopf), z której wyparto ją w nocy. Dowódca 29 Dywizji, źle poinformowany, że jego żołnierze są w niemieckich liniach, rzucił do walki odwody. O 9.05 z okopów pod Beaumont-Hamel wyszedł 1 batalion pułku z Nowej Fundlandii, jedyny batalion Dominium Nowej Fundlandii na froncie zachodnim. Szedł sam, bo sąsiedni batalion utknął w okopach zatkanych ciałami zabitych i rannych. Ogień z wąwozu Y spadł na niego, zanim przeszedł za własne zasieki. Według brytyjskiej historii oficjalnej batalion stracił 710 ludzi, w tym wszystkich oficerów, którzy poszli do ataku. Według często cytowanych danych następnego ranka na apel stawiło się 68 żołnierzy. Według części zestawień jeszcze większe straty, 733 ludzi, poniósł tego dnia tylko 10 batalion pułku West Yorkshire pod Fricourt.

Thiepval i Dywizja Ulsterska

Na wzgórzach nad rzeką Ancre atakował X Korpus. Pod samą wsią Thiepval, zamienioną w fortecę, 32 Dywizja zdobyła tylko skrawek okopów w reducie Leipzig. Niemieckie karabiny maszynowe w ruinach zamku powstrzymały resztę. Historia oficjalna przytacza opinię, że tego dnia Thiepval mogli zdobyć tylko żołnierze kuloodporni.

Obok, między Thiepval a rzeką, uderzyła 36 Dywizja Ulsterska, utworzona w dużej mierze z ochotników protestanckiego ruchu, który przed wojną zbroił się przeciw irlandzkiej autonomii. Dla jej żołnierzy 1 lipca był rocznicą bitwy nad Boyne według starego kalendarza. Ich bataliony podczołgały się przed 7.30 na sto metrów od niemieckich okopów i dobiegły do nich, zanim obrońcy wyszli ze schronów. Około ósmej Ulsterczycy wdarli się do wielkiej reduty Schwaben, wzięli kilkuset jeńców, a część z nich dotarła aż do drugiej pozycji niemieckiej pod Grandcourt. Był to największy wyłom w niemieckim froncie na północ od drogi do Bapaume, ale sąsiednie dywizje nie ruszyły z miejsca. Ostrzeliwani z Thiepval i z Saint-Pierre-Divion, bez amunicji i posiłków, Ulsterczycy odpierali kontrataki przez całe popołudnie. Około 22.00 ostatni obrońcy reduty wycofali się do pierwszej linii niemieckiej. Dywizja straciła 5104 ludzi.

La Boisselle i Ovillers

Wzdłuż drogi z Albert do Bapaume atakował III Korpus. Na wiosce Ovillers-la-Boisselle rozbiła się 8 Dywizja, która miała do przebycia kilkaset metrów otwartego terenu. Pod La Boisselle 34 Dywizja, z brygadami Tyneside Scottish i Tyneside Irish z okolic Newcastle, ruszyła tuż po wybuchu min. Część batalionów musiała iść ponad kilometr, zanim w ogóle dotarła do własnej linii frontu, i ginęła po drodze. Niemcy byli tu dodatkowo uprzedzeni, bo w nocy podsłuchali fragment brytyjskiej rozmowy telefonicznej. Garstki żołnierzy wdarły się w niemieckie pozycje obok leja Lochnagar, a nieliczni doszli aż pod Contalmaison. 34 Dywizja straciła 6380 ludzi, najwięcej ze wszystkich dywizji tego dnia, a 8 Dywizja ponad 5,1 tysiąca.

Fricourt, Mametz i Montauban

Na prawym skrzydle brytyjskim obraz był zupełnie inny. XV Korpus otoczył z dwóch stron wieś Fricourt, choć sam atak na nią po południu się nie udał. 7 Dywizja po całodziennych walkach zajęła o 16.05 ruiny wsi Mametz. Najdalej doszedł XIII Korpus. 18 Dywizja zdobyła redutę Pommiers i grzbiet nad Mametz, a 30 Dywizja, złożona w dużej części z batalionów „Pals” z Liverpoolu i Manchesteru, weszła o 10.05 do opuszczonej wsi Montauban. Według historii oficjalnej zastali w niej tylko lisa. Do jedenastej bataliony obsadziły okopy za wsią, ostatni cel dnia. Tutaj ostrzał, wzmocniony przez francuską ciężką artylerię, naprawdę zniszczył niemieckie umocnienia, schrony i baterie. Bawarski pułk rezerwy nr 6, broniący odcinka, według zdobytego dziennika jednego z oficerów został „całkowicie zniszczony”.

Sukces Francuzów

Jeszcze lepiej poszło Francuzom. 6 Armia generała Émile’a Fayolle’a, podlegająca grupie armii generała Ferdinanda Focha, uderzyła na północ od Sommy XX Korpusem o 7.30, razem z Brytyjczykami. Pod osłoną gęstej mgły jego dywizje opanowały całą pierwszą pozycję niemiecką, a wieczorem wzięły wieś Curlu. Na południe od rzeki I Korpus Kolonialny i XXXV Korpus ruszyły dopiero o 9.30, co zupełnie zaskoczyło Niemców, którzy nie spodziewali się tam ataku. Francuska artyleria ciężka przeważała tu nad niemiecką wielokrotnie. Francuzi zajęli między innymi Dompierre i Becquincourt i wieczorem stali już przed drugą pozycją niemiecką. Według francuskiej relacji, którą przytacza historia brytyjska, 6 Armia osiągnęła wszystkie cele, w kilku miejscach je przekroczyła i wzięła ponad 4 tysiące jeńców. Jej straty były niewielkie, według części opracowań około 1,6 tysiąca ludzi. Niemcy nie wierzyli, że armia francuska, wykrwawiana od lutego pod Verdun, będzie w stanie wziąć udział w wielkiej ofensywie, i nie przygotowali się na atak po obu brzegach Sommy.

Wieczór i noc

Przez długie godziny dowództwo nie wiedziało, co się naprawdę stało. Meldunki z korpusów były przeważnie optymistyczne: mówiły o oddziałach w Serre, przy stacji pod Beaumont-Hamel i w Contalmaison, choć dotarły tam tylko garstki ludzi, które nie wróciły. Rawlinson spędził cały dzień w swojej kwaterze w Querrieu przy telefonie. O 19.30 zapisał w dzienniku, że VIII Korpus został wszędzie odrzucony do własnych okopów, a XIII Korpus „spisał się najlepiej”, i oszacował straty na 16 tysięcy. Było ich prawie cztery razy więcej. Haig zanotował wieczorem, że według dalszych meldunków niewielu żołnierzy VIII Korpusu w ogóle wyszło z okopów. W rzeczywistości korpus stracił według późniejszych obliczeń ponad 14 tysięcy ludzi.

Po południu Haig odwiedził Rawlinsona i wyraził życzenie, by natarcie kontynuować następnego dnia. Rawlinson zaproponował, by dwa północne korpusy, które poniosły klęskę nad Ancre, przejął generał Hubert Gough, który czekał z małym sztabem, by w razie przełamania poprowadzić w wyłom kawalerię. Haig się zgodził, a o 22.00 4 Armia wydała rozkazy do dalszych ataków. Tymczasem na ziemi niczyjej leżały tysiące rannych. Po zmroku ci, którzy mogli, czołgali się do własnych okopów, a sanitariusze wychodzili po pozostałych. W kilku miejscach, między innymi pod Beaumont-Hamel, lekarze wynegocjowali z Niemcami lokalne rozejmy na zbieranie rannych. Szpitale polowe i pociągi sanitarne nie były przygotowane na taką liczbę poszkodowanych i niektórzy z nich czekali na pomoc kilka dni.

Bilans

Brytyjska historia oficjalna podaje, że pierwotne meldunki, oparte na apelach, mówiły o prawie 62 tysiącach strat. Po sprawdzeniu, gdy wielu zaginionych wróciło do oddziałów, liczbę zmniejszono do 57 470: 19 240 zabitych i zmarłych z ran, 35 493 rannych, 2152 zaginionych i 585 jeńców. Za te ofiary, jak pisze historia oficjalna, armia brytyjska zdobyła tylko pas ziemi szeroki na około pięć i pół kilometra i głęboki średnio na półtora, choć był to i tak największy jej postęp od początku wojny okopowej. Brytyjczycy wzięli do niewoli 25 oficerów i 1958 żołnierzy. Na północ od drogi Albert–Bapaume z całej zdobytej ziemi utrzymali tylko redutę Leipzig.

Strat niemieckich z samego 1 lipca nie da się dokładnie ustalić, bo Niemcy liczyli je za okresy dziesięciodniowe. Brytyjska historia oficjalna podaje, że od 1 do 10 lipca 2 Armia straciła nad Sommą ponad 40 tysięcy ludzi. Za sam pierwszy dzień szacunki są różne: brytyjski historyk Martin Middlebrook oceniał straty niemieckie na odcinku brytyjskim na około 6 tysięcy zabitych i rannych oraz 2,2 tysiąca jeńców, a inni historycy podają dla całej 2 Armii około 10–12 tysięcy ludzi.

Brytyjska historia oficjalna szukała przyczyn klęski w sile niemieckich umocnień, w zbyt słabej i rozproszonej artylerii, w szerokiej ziemi niczyjej i w taktyce, która kazała przeciążonej piechocie iść powoli w zwartych falach, gdy wszystko zależało od tego, kto pierwszy dotrze do przedpiersia. Zwracała też uwagę, że miejsce i termin ofensywy narzucili Francuzi ze względu na Verdun, a późną godzinę ataku generałowie Foch i Fayolle. Pierwszy dzień nie przyniósł przełamania, ale bitwa dopiero się zaczęła. Trwała do listopada, a w lipcu walki przeniosły się na południowy odcinek, gdzie 1 lipca udało się wedrzeć w pozycje niemieckie.

Dla Brytyjczyków 1 lipca 1916 roku stał się symbolem całej wojny: ochotniczych batalionów z jednego miasta, które w ciągu kilku minut przestały istnieć, i dowództwa, które długo nie rozumiało, co się stało. W Nowej Fundlandii 1 lipca obchodzi się jako dzień pamięci poległych, a nazwy zaginionych bez wieści żołnierzy brytyjskich i południowoafrykańskich, którzy zginęli nad Sommą, wyryto na wielkim pomniku w Thiepval.