- Kategoria:
- Działania zbrojne
- Front:
- Front zachodni
- Data:
- 21 lutego 1916
- Autor:
- Łukasz Skowroń
- Bitwa:
- Bitwa pod Verdun
- Tagi:
- Francja, Niemcy, Erich von Falkenhayn, Joseph Joffre
Rankiem 21 lutego 1916 roku niemiecka artyleria otworzyła ogień na francuskie pozycje na północ od Verdun, starej twierdzy nad Mozą. Ostrzał z ponad tysiąca dwustu dział trwał cały dzień, a po południu do ataku ruszyła niemiecka piechota. Tak zaczęła się bitwa, która z przerwami trwała do grudnia 1916 roku, pochłonęła setki tysięcy ofiar po obu stronach i stała się dla Francuzów symbolem całej wojny. Pierwsze dni należały do Niemców: w ciągu czterech dób przełamali dwie francuskie linie obrony i stanęli u stóp fortów, a francuskie dowództwo przeżyło jeden z najcięższych kryzysów wojny.
Dlaczego Verdun
Po nieudanych ofensywach Ententy w 1915 roku, w tym jesiennej bitwie w Szampanii, szef niemieckiego sztabu generalnego Erich von Falkenhayn uznał, że masowe próby przełamania frontu na zachodzie nie mają szans powodzenia. Za głównego wroga Niemiec uważał Wielką Brytanię, ale jej wojska we Flandrii nie wydawały mu się dobrym celem zimowej ofensywy. Postanowił więc uderzyć w Francję, „najlepszy miecz Anglii”. W pamiętnikach wydanych w 1919 roku przytoczył memoriał, który miał przedstawić cesarzowi Wilhelmowi II w okresie Bożego Narodzenia 1915 roku. Pisał w nim, że Francja jest już bliska granicy wytrzymałości i że w zasięgu niemieckich armii leżą miejsca, dla których utrzymania francuskie dowództwo rzuci do walki każdego żołnierza. Jeśli to zrobi, „siły Francji wykrwawią się”, bez względu na to, czy Niemcy osiągną swój cel. Do wyboru były Belfort i Verdun. Falkenhayn wybrał Verdun.
Ta wersja wydarzeń budzi jednak wątpliwości. Oryginału memoriału nigdy nie odnaleziono, a niemiecki historyk Holger Afflerbach, biograf Falkenhayna, i inni badacze uważają, że w tej postaci tekst powstał dopiero po wojnie, by nadać sens nieudanej bitwie. Dowódcy armii, która atakowała Verdun, zaprzeczali później, by ktokolwiek mówił im o „wykrwawianiu” Francuzów; spodziewali się raczej zdobycia twierdzy. Generał Philippe Pétain, który bronił Verdun, napisał po latach, że Falkenhayn „mierzył wyżej, niż chce przyznać na piśmie”.
Bez względu na to, jakie były prawdziwe zamiary Falkenhayna, wybór miejsca miał mocne podstawy. Od 1914 roku Verdun leżało w wysuniętym łuku frontu, otoczonym przez Niemców z trzech stron. Zajęcie Saint-Mihiel we wrześniu 1914 roku przecięło linię kolejową na południe, a w 1915 roku niemiecki ogień z Argonny zablokował główną linię na zachód. Francuzom została wąskotorowa kolejka z Bar-le-Duc i jedna droga. Niemcy mieli tymczasem za plecami gęstą sieć torów, a zalesione wąwozy na północ od miasta pozwalały ukryć przygotowania. Verdun było też dla Francuzów miejscem szczególnym: twierdzą, której nie mogli oddać bez wielkiego wstrząsu.
Operacja „Gericht”
Atak powierzono 5 Armii, którą dowodził następca tronu Wilhelm, a faktycznie kierował jej szef sztabu, generał Konstantin Schmidt von Knobelsdorf. Rozkazy, z powodu tajemnicy najpierw tylko ustne, nadeszły tuż przed Bożym Narodzeniem. Operacja otrzymała kryptonim „Gericht” (sąd, wyrok). Falkenhayn ograniczył uderzenie do prawego, wschodniego brzegu Mozy, choć sztab 5 Armii chciał atakować na obu brzegach jednocześnie. Część odwodów zatrzymał w dyspozycji naczelnego dowództwa, bo spodziewał się, że Ententa odpowie ofensywą odciążającą w innym miejscu frontu, i chciał mieć czym ją odeprzeć.
Przygotowania trwały od stycznia. Na front ściągnięto III Korpus, VII Korpus Rezerwowy i XVIII Korpus, które wystawiły do pierwszego uderzenia sześć dywizji na wąskim odcinku od Mozy do Ornes. Dwie dywizje XV Korpusu miały w kolejnych dniach rozszerzyć atak na wschód. Saperzy zbudowali nowe linie kolejowe i stacje, a w ziemi wykopali głębokie schrony, tak zwane Stollen, w których piechota mogła czekać na atak niewidoczna z powietrza. Według różnych obliczeń Niemcy skupili pod Verdun od 1200 do 1225 dział, w większości ciężkich i najcięższych, w tym moździerze kalibru 420 mm, które w 1914 roku skruszyły forty Liège, i dalekonośne działa okrętowe kalibru 380 mm. Przygotowano zapasy na wystrzelenie około dwóch milionów pocisków w pierwszych sześciu dniach. Do 5 Armii skierowano też kompanie miotaczy ognia, broni, której Niemcy po raz pierwszy użyli pod Verdun rok wcześniej. Żeby odwrócić uwagę Francuzów, inne niemieckie armie przeprowadziły w styczniu i lutym serię lokalnych ataków od Artois po Alzację.
Twierdza bez dział
Verdun od czasów wojny francusko-pruskiej otaczały dwa pierścienie fortów, z których największy był fort Douaumont. Po upadku belgijskich i francuskich twierdz w 1914 roku francuskie naczelne dowództwo straciło jednak wiarę w forty. W sierpniu 1915 roku Verdun przestało być twierdzą w dawnym sensie: utworzono Ufortyfikowany Rejon Verdun (Région fortifiée de Verdun) pod dowództwem generała Frédérica-Georges’a Herra, a z fortów zabrano większość dział i amunicji na potrzeby frontu polowego. W fortach zostały tylko działa w pancernych wieżach i nieliczne załogi, a niektóre obiekty przygotowano do wysadzenia. Linie okopów, które miały zastąpić forty, budowano powoli, bo ludzi i sprzęt wysyłano do Szampanii.
Na odcinku, który Niemcy wybrali do ataku, między Mozą a wzgórzami koło Ornes, Herr miał 72 i 51 Dywizję Piechoty z XXX Korpusu generała Paula Chrétiena. Według Pétaina wspierało je około 130 dział polowych i około 140 dział ciężkich, w większości starego typu. Generał Fernand de Langle de Cary, dowódca Grupy Armii Centrum, zalecał, by nie stłaczać żołnierzy w pierwszych liniach, które artyleria i tak by rozbiła, ale tylnych pozycji nie zdążono dokończyć.
Ostrzeżenia Drianta
Najgłośniej o słabości Verdun mówił podpułkownik Émile Driant. Sześćdziesięcioletni oficer, zięć generała Boulangera, autor popularnych powieści o przyszłej wojnie pisanych pod pseudonimem „kapitan Danrit”, był od 1910 roku deputowanym z Nancy i członkiem komisji wojskowej Izby Deputowanych. Od 1914 roku dowodził dwoma batalionami strzelców pieszych, 56 i 59, które jesienią 1915 roku broniły lasu Caures na północ od miasta. Jego alarmujące raporty o rozbrojonych fortach i niedokończonych okopach trafiły do rządu. Prezydent Raymond Poincaré poprosił ministra wojny Josepha Gallieniego, by sprawdził sprawę, i w połowie grudnia Gallieni napisał do generała Josepha Joffre’a z pytaniem o stan obrony. Naczelny wódz odpowiedział ostro, że nie może tolerować, by podlegli mu żołnierze skarżyli się rządowi z pominięciem drogi służbowej.
Pod koniec stycznia Joffre wysłał jednak do Verdun swego szefa sztabu, generała Noëla de Castelnau, który nakazał wzmocnić umocnienia na prawym brzegu Mozy. Napływały też coraz liczniejsze ostrzeżenia. Deuxième Bureau, francuski wywiad wojskowy, i lotnicy donosili o ruchach wojsk i artylerii, a dezerterzy, często Alzatczycy i Lotaryńczycy, mówili o wstrzymanych urlopach i zbliżającym się ataku. Francuskie zwiady lotnicze nie znalazły jednak typowych rowów wypadowych, bo niemiecka piechota czekała w Stollen. Joffre był pochłonięty planowaniem wielkiej wspólnej ofensywy z Brytyjczykami, uzgodnionej na konferencji w Chantilly i ostatecznie zaplanowanej nad Sommą, i długo uważał, że Niemcy uderzą raczej na Rosję. Jeszcze 18 lutego, według Pétaina, rozważał w korespondencji z Douglasem Haigiem, jak sprzymierzeni pomogą Rosjanom, jeśli Niemcy zaatakują na wschodzie. Mimo to wzmocnił Verdun dwiema dywizjami, a w pobliżu trzymał w odwodzie VII i XX Korpus.
Tydzień zwłoki
Atak wyznaczono na 12 lutego. Tego dnia następca tronu wydał rozkaz dzienny, w którym pisał, że ojczyzna oczekuje od żołnierzy „wielkich rzeczy” i że armia niemiecka, gdy rusza do ataku, „nie zatrzymuje się przed żadną przeszkodą”. Ziemia nad Mozą była jednak rozmiękła od ciągłych deszczy, padał śnieg, a niskie chmury i mgła uniemożliwiały obserwację artyleryjską. Atak odkładano dzień po dniu. Przez ponad tydzień tysiące żołnierzy czekały stłoczone w wilgotnych schronach, a Francuzi zyskali czas, by podciągnąć posiłki i dokończyć część prac. 20 lutego Driant pisał do żony, że godzina jest bliska i że czuje pewną satysfakcję, bo nie pomylił się w swoich przewidywaniach. Dopiero gdy pogoda się poprawiła, Niemcy wyznaczyli nową datę ataku.
Ostrzał 21 lutego
Większość opisów podaje, że niemiecka artyleria otworzyła ogień 21 lutego o 7.15. Ostrzał objął front długości około 40 kilometrów, po obu stronach Mozy aż po równinę Woëvre, choć piechota miała atakować na znacznie węższym odcinku. Dalekonośne działa ostrzeliwały samo Verdun, mosty na Mozie i drogi dojazdowe. Według wielu relacji jeden z pierwszych pocisków dużego kalibru spadł na dziedziniec pałacu biskupiego w mieście. Ostatnich mieszkańców Verdun wojsko ewakuowało 25 lutego.
Najcięższy ogień spadł na lasy Haumont, Caures, Ville i Herbebois, gdzie stały pierwsze francuskie linie. Na sam las Caures, odcinek długi na niewiele ponad kilometr, spadło według francuskich szacunków około 80 tysięcy pocisków. Ostrzał trwał około dziewięciu godzin. Do rowów i wąwozów trafiały też pociski gazowe. Okopy i przejścia zostały zrównane z ziemią, schrony zawalały się, grzebiąc żołnierzy, a las zamieniał się w plątaninę połamanych pni. Pétain napisał później, że w trójkącie między Brabant, Ornes i Verdun spadło w pierwszych dniach ponad dwa miliony pocisków i że „nigdzie wcześniej, na żadnym froncie, w żadnej bitwie” nie widziano niczego podobnego. Niemieckie samoloty, skupione nad Verdun w niespotykanej dotąd liczbie, przez pierwsze dni panowały w powietrzu i zamykały niebo przed francuskim rozpoznaniem.
Atak piechoty
Około szesnastej czasu francuskiego (w Niemczech zegary wskazywały godzinę później) ogień przeniósł się w głąb i do ataku ruszyły pierwsze oddziały III Korpusu, VII Korpusu Rezerwowego i XVIII Korpusu, na odcinku od lasu Haumont do Ornes. Francuskie relacje podają godzinę ataku różnie, od 16.00 do 16.45. Niemieckie rozkazy na pierwszy dzień były ostrożne: silne patrole z saperami, miotaczami ognia i granatami miały rozpoznać zniszczenia, zająć wysunięte okopy i przygotować grunt do głównego natarcia następnego dnia. Dlatego Falkenhayn w pamiętnikach datuje atak piechoty dopiero na 22 lutego. Niemcy spodziewali się, że po takim ostrzale przejdą przez martwy teren, tymczasem z ruin okopów wychodzili ogłuszeni i ranni Francuzi, którzy otwierali ogień z ocalałych karabinów maszynowych.
Najdalej poszedł VII Korpus Rezerwowy generała Johanna von Zwehla, który wbrew instrukcjom rzucił do walki główne siły. Po kilku godzinach walki zajął las Haumont, w którym z dwóch francuskich batalionów niewiele zostało. Na prawo od niego pułki niemieckiej 21 Dywizji natrafiły w lesie Caures na strzelców Drianta. Według Pétaina około 1200 ludzi, wspieranych przez kilkanaście baterii, stanęło tu przeciwko ośmiu–dziesięciu tysiącom atakujących. Strzelcy z 59 batalionu, który był w pierwszej linii, stracili część stanowisk, ale wieczorem Driant wprowadził do walki 56 batalion, a w nocy strzelcy kontratakowali i odzyskali większość utraconych okopów. Pod wieczór zaczął padać śnieg. Pierwszego dnia Niemcy zajęli tylko las Haumont i wysunięte okopy, ale stracili niewielu ludzi, a francuska pierwsza linia była zniszczona.
Pierwsze dni
22 lutego bombardowanie wznowiono, a natarcie ruszyło na całym odcinku. Niemcy zdobyli wieś Haumont i otoczyli las Caures z obu stron. Po południu Driant kazał resztkom swoich batalionów wycofać się w kierunku Beaumont. Podczas odwrotu zginął od kuli. Z jego dwóch batalionów do francuskich linii dotarło nieco ponad stu strzelców; pozostali polegli, zostali ranni albo dostali się do niewoli. Opór w lesie Caures, który trwał prawie dobę, opóźnił jednak niemieckie natarcie, a Driant stał się pierwszym bohaterem Verdun.
23 lutego walczono o lasy Herbebois i Wavrille. Niemcy zajęli Brabant nad Mozą, a w nocy padło Samogneux. 24 lutego załamała się druga francuska pozycja: Niemcy zdobyli wzgórze 344, las Fosses, Beaumont i Ornes. W ciągu czterech dni posunęli się o kilka kilometrów, a 51 i 72 Dywizja były w rozsypce. Tego dnia nadeszły pierwsze posiłki, 37 Dywizja z VII Korpusu i brygady XX Korpusu generała Maurice’a Balfouriera, rzucane do walki prosto z marszu. De Langle de Cary nakazał wycofać wojska z równiny Woëvre na wzgórza nad Mozą, a w dowództwie mówiono nawet o oddaniu całego prawego brzegu rzeki.
Wieczorem 24 lutego Castelnau uzyskał od Joffre’a zgodę na skierowanie pod Verdun 2 Armii generała Pétaina i sam w nocy pojechał nad Mozę. Według brytyjskiego historyka Roberta Foleya do 26 lutego Francuzi stracili około 24 tysięcy ludzi, a Niemcy około 25 tysięcy.
Co przyniosły kolejne dni
Następnego dnia, 25 lutego, niemiecka piechota niemal bez walki weszła do fortu Douaumont, którego broniła garstka żołnierzy. W Niemczech świętowano wielkie zwycięstwo, we Francji wiadomość wywołała wstrząs. Castelnau nakazał jednak bronić prawego brzegu Mozy, a w nocy z 25 na 26 lutego dowództwo pod Verdun objął Pétain. Pod jego wodzą obrona okrzepła, a niemieckie natarcie, którego piechota oddaliła się od własnej ciężkiej artylerii, zaczęło słabnąć. Bitwa, która miała trwać kilka tygodni, przerodziła się w trwającą prawie dziesięć miesięcy walkę na wyniszczenie.