Starcie Swifta i Broke'a
- Kategoria:
- Działania zbrojne
- Front:
- Wojna na morzu
- Data:
- 20 kwietnia 1917
- Autor:
- Łukasz Skowroń
W nocy z 20 na 21 kwietnia 1917 roku niemieckie torpedowce z Flandrii po raz kolejny wpłynęły do Cieśniny Kaletańskiej. Ostrzelały Calais i Dover, ale w drodze powrotnej natknęły się na dwa duże brytyjskie niszczyciele, Swift i Broke. W kilkuminutowej walce, już po północy 21 kwietnia, Brytyjczycy zatopili dwa niemieckie okręty, w tym jeden taranem. Po raz pierwszy od początku nocnych rajdów jesienią 1916 roku Niemcy stracili w cieśninie okręty. Starcie bywa po polsku nazywane bitwą w Cieśninie Kaletańskiej, a w Wielkiej Brytanii drugą bitwą w Cieśninie Dover.
Niemiecki plan
Pod koniec marca do Flandrii przybyła z Niemiec 3 Flotylla torpedowców, złożona z 5 i 6 półflotylli. Jej dowódca, komandor Kahle, podpisał rozkazy do nowego rajdu 19 kwietnia. Według brytyjskiej historii oficjalnej wojny na morzu po raz pierwszy kierował operacją nie z morza, lecz z kwatery głównej niemieckiego Korpusu Marynarki w Brugii, gdzie zbierano i odszyfrowywano przechwycone brytyjskie meldunki. Komandor Gautier z sześcioma okrętami (V 71, V 73, V 81, S 53, G 85 i G 42) miał atakować brytyjskie patrole w północno-zachodniej części cieśniny i ostrzelać Dover, a komandor Konrad Albrecht z pięcioma innymi okrętami działać w części południowo-wschodniej i ostrzelać Calais. Brytyjska historia oficjalna pisze, że tym razem Niemcy nie wysłali nikogo na kotwicowisko Downs. Nowsze opracowania, oparte także na źródłach niemieckich, wspominają jednak o trzeciej, małej grupie torpedowców przeznaczonej właśnie do ataku na żeglugę w Downs.
Admiralicja nie miała żadnych sygnałów o zbliżającym się rajdzie, więc dowódca sił w Dover, wiceadmirał Reginald Bacon, nie zmienił zwykłych dyspozycji. Po rajdzie z 17 na 18 marca okręty patrolowały już jednak zaporę grupami, a nie pojedynczo. O 19.45 z Dover wyszły dwa lidery flotylli, czyli duże niszczyciele przewodnicy: Swift komandora porucznika Ambrose’a Pecka i Broke komandora porucznika Edwarda Evansa. Miały razem patrolować zachodnią część zapory, od latarniowca South Goodwin w stronę Francji. Na wschodnim odcinku, bliżej Calais, pływał lider Nugent z trzema niszczycielami, a w porcie w Dover czekał odwód sześciu niszczycieli.
Ostrzał Calais i Dover
Obie niemieckie grupy wyszły z portów we Flandrii między 18.15 a 19.00. Około 23.10 okręty Albrechta przez kilka minut ostrzeliwały Calais i jego okolice. Swift i Broke zobaczyły błyski i ruszyły na wschód, ale gdy z przechwyconego meldunku zrozumiały, że Nugent nie walczy, wróciły na swój odcinek. Około 23.30 grupa Gautiera ostrzelała trawler Sabreur, który zdołał uciec w ciemność, a potem przez kilka minut strzelała w stronę Dover. Odpowiedziały jej baterie nadbrzeżne. Według brytyjskiej historii oficjalnej ogień niemiecki był zupełnie chaotyczny, a wiele pocisków poleciało na oślep w głąb hrabstwa Kent. Bacon wysłał odwód na morze dopiero po zakończeniu ostrzału, a krótko po północy, przekonany, że Niemcy już się wycofali, kazał mu wracać do portu.
Gautier był jednak przed czasem. Zamiast od razu wracać do Flandrii, zawrócił w stronę zapory, żeby poszukać brytyjskich patroli, które jego rozkazy wymieniały jako główny cel. Część niemieckich dowódców uznała chyba, że niebezpieczeństwo minęło. Dowódca G 42, kapitanlejtnant Bernd von Arnim, pozwolił obsługom dział i wyrzutni torpedowych odejść od stanowisk.
Taran
Około 0.45 21 kwietnia Swift płynął na zachód, około trzech mil na wschód od latarniowca South Goodwin, a Broke trzymał się w szyku za nim. Obserwatorzy zameldowali o niszczycielach z lewej burty i w tej samej chwili brytyjskie okręty znalazły się pod ogniem. Niemcy szli kursem przeciwnym, lewą burtą do lewej burty. Peck otworzył ogień i skręcił, by staranować najbliższy okręt. Błysk wystrzału z działa kalibru 152 mm na dziobie oślepił jednak wszystkich na mostku, Swift chybił, przeszedł przez niemiecką linię lub za nią i zdążył wystrzelić torpedę, która najpewniej trafiła G 85. Potem ruszył w pościg za uciekającymi Niemcami, aż przestrzelony dziób i woda w kadłubie zmusiły go do zwolnienia.
Evans także wystrzelił torpedę w stronę G 85, a potem skręcił na kolejny okręt w linii. Broke z dużą prędkością, według różnych relacji 27–30 węzłów, wbił się w G 42 tuż za tylnym kominem. Taranowane okręty na kilka minut się sczepiły. Część niemieckich marynarzy wdarła się na dziób Broke’a i doszło do walki wręcz, a przechodzące obok niemieckie okręty ostrzeliwały unieruchomionego Brytyjczyka z bliska. Szczególnie wyróżnił się midszypmen Donald Gyles, który mimo rany oka zebrał ludzi z rozbitych obsług, utrzymał w ogniu działa na dziobie i odparł napastników. Gdy Broke się uwolnił, G 42 tonął rufą, a obok płonął unieruchomiony G 85. Z jego dziobu część załogi wołała „Kamerad”, ale działo na rufie wciąż strzelało do Broke’a. Według Bacona Broke dobił go torpedą. Około 1.15 do bezwładnie dryfującego Broke’a dotarły niszczyciele odwodu i wzięły go na hol.
Straty i znaczenie
Broke miał 21 zabitych, wśród nich wielu palaczy, i 36 rannych, Swift jednego zabitego i czterech rannych. Oba okręty spędziły kilka tygodni w stoczni. Niemcy stracili G 42, na którym zginęło 36 ludzi, i G 85, który stracił 35 ludzi. Pozostałe okręty wróciły do Flandrii. Brytyjczycy wyłowili z wody ponad stu niemieckich rozbitków, którzy trafili do niewoli. Bacon w pierwszym meldunku przyznał, że nie da się w pełni odtworzyć przebiegu walki, a Evans przypisywał sobie początkowo trzeci zatopiony okręt. Dopiero analiza po bitwie wykazała, że Broke dwa razy storpedował ten sam G 85, bo po taranowaniu okręty obróciły się prawie o 180 stopni.
Peck i Evans zostali awansowani na komandorów (captain) i odznaczeni Orderem Wybitnej Służby. Evans, znany już wcześniej jako zastępca Roberta Falcona Scotta w wyprawie antarktycznej z lat 1910–1913, stał się bohaterem prasy jako „Evans of the Broke”. Bacon miał natomiast kłopoty. W komunikacie napisał, że „na szczęście” udało się uratować wielu Niemców, a na pogrzeb oficera z G 85 w Dover wysłał wieniec z napisem „dzielnemu nieprzyjacielowi”. Zasypały go za to oburzone listy, ale bronił się, że flota zawsze ratowała rozbitków, a jeńcy dostarczyli cennych informacji.
Bacon uznał starcie za dowód, że niemieckie okręty nauczyły się w rajdach uciekać, a nie walczyć, skoro sześć z nich umknęło przed dwoma brytyjskimi. Według brytyjskiej historii oficjalnej był to w pewnym sensie przełom: niemieckie dowództwo przekonało się, że nie może już liczyć na to, że w cieśninie zada więcej strat, niż samo poniesie. W następnych dniach torpedowce z Flandrii uderzyły jeszcze na Dunkierkę, a potem na wybrzeże Kentu, ale w samą cieśninę przez wiele miesięcy się nie zapuszczały. Starcie zakończyło serię nocnych rajdów w samej cieśninie, rozpoczętą wypadem z października 1916 roku. Następny Niemcy przeprowadzili dopiero w lutym 1918 roku.