TheGreatWar.pl
← Oś czasu

Lettow-Vorbeck przekracza Rovumę

Kategoria:
Działania zbrojne
Front:
Afryka
Data:
25 listopada 1917
Autor:
Łukasz Skowroń
Bitwa:
Bitwa pod Ngomano
Tagi:
Portugalia, Paul von Lettow-Vorbeck, Niemiecka Afryka Wschodnia, kolonie niemieckie

Wczesnym rankiem 25 listopada 1917 roku przednia straż Paula von Lettow-Vorbecka weszła do wody i w bród przeszła Rovumę, rzekę graniczną między Niemiecką Afryką Wschodnią a Portugalską Afryką Wschodnią, czyli Mozambikiem. Przeprawa odbyła się nieco powyżej ujścia Lugendy, w miejscu, gdzie na południowym brzegu stał portugalski posterunek Ngomano. Po trzech latach walk Schutztruppe opuściła kolonię, której miała bronić. Jeszcze tego samego dnia rozbiła portugalski garnizon i zdobyła zapasy, bez których nie mogłaby walczyć dalej.

Armia bez amunicji

Do granicy doszła już tylko część dawnej armii. Po bitwie pod Mahiwą Niemcy cofali się przez płaskowyż Makonde, tracąc szpitale, składy i ludzi. 20 listopada w Newali Lettow-Vorbeck przeprowadził ostatnią selekcję: zostawił chorych, rannych i wszystkich, którzy nie wytrzymaliby dalekiego marszu, a także wielu tragarzy, choć część z nich prosiła, by mogli iść dalej nawet bez zapłaty. Według jego wspomnień 21 listopada ruszył nad Rovumę z około 300 Europejczykami, 1700 askarysami i około 3000 tragarzy i innych Afrykanów, a brytyjskie źródła podają liczby nieco mniejsze. Większość askarysów miała karabiny wzoru 1871 na czarny proch, a amunicji starczało na niewiele. Szedł z nim gubernator kolonii Heinrich Schnee. Po drodze Niemcy rozpędzili szwadron południowoafrykańskiej konnej piechoty i zdobyli brytyjską kolumnę zaopatrzenia, która przeszła rzekę prosto do ich obozu.

Lettow-Vorbeck nie wiedział, co dzieje się z drugim dużym oddziałem niemieckim, kapitana Tafla, który przedzierał się znad Mahenge, by się z nim połączyć. Nie wiedział też, że w tych dniach nad Saharą i Sudanem leciał ku niemu z Bułgarii sterowiec L 59 z amunicją i lekami. Rano 25 listopada, gdy Schutztruppe przechodziła rzekę, sterowiec, zawrócony dwa dni wcześniej, wylądował z powrotem w Jambole.

Atak z marszu

Lettow-Vorbeck pisał, że jego ludzi ogarnęło wtedy zobojętnienie odciętych od świata. Myśliwi polowali dalej, a wielu żołnierzy kąpało się w rzece na oczach przeciwnika. Na południowym brzegu przednia straż starła się z portugalskimi zwiadowcami. Za nią w ciągu przedpołudnia przeszło dziewięć kompanii, a trzy kompanie kapitana Göringa przeprawiły się niżej, by zaskoczyć inny obóz. Rozpoznanie wykazało, że w Ngomano stoi silny oddział, który dopiero buduje umocnienia. Major João Teixeira Pinto miał tam według różnych źródeł od 900 do około 1000 ludzi, w większości afrykańskich żołnierzy pod europejskimi oficerami, i sześć karabinów maszynowych. Lettow-Vorbeck zawahał się, czy nie ominąć obozu, ale uznał, że okazja do zdobycia amunicji jest zbyt cenna. Uderzył jeszcze tego dnia, gdy część jego wojska wciąż przechodziła rzekę.

Działo górskie ostrzeliwało okopy od zachodu, kilka kompanii związało Portugalczyków walką od zachodu i północy, a oddział kapitana Koehla przeszedł Lugendę, podszedł lasem i natarł na obóz od południa. Obrońcy wystrzelili dziesiątki tysięcy naboi, ale nie powstrzymali natarcia. Teixeira Pinto zginął, a po kilku godzinach walki garnizon się poddał. Niemcy stracili, jak się wydaje, jednego Europejczyka i kilku askarysów. Lettow-Vorbeck podał, że pochowano około 200 zabitych przeciwników, a portugalskie dane mówią o blisko 190 zabitych i ponad 650 wziętych do niewoli.

Zdobycz

W obozie Niemcy znaleźli to, czego najbardziej potrzebowali: sześć karabinów maszynowych, kilkaset karabinów, około ćwierć miliona naboi, kilka ton europejskiej żywności, około 30 koni i znakomite portugalskie leki. Prawie połowa askarysów dostała portugalskie karabiny, a broń bez naboi zniszczono. Lettow-Vorbeck nazwał to „prawdziwym cudem”: oddział, który przybył do Ngomano zaledwie kilka dni wcześniej, by na brytyjską prośbę zamknąć przeprawę, dostarczył mu wszystkiego, co pozwoliło prowadzić wojnę dalej. Europejskich jeńców zwolnił po złożeniu przyrzeczenia, że nie będą już walczyć, a portugalskich askarysów zabrał jako tragarzy.

Wieczorem 25 listopada armia Lettow-Vorbecka była już armią bez kraju, ale znów z amunicją. Brytyjskie oddziały były daleko na wschodzie, gdzie wypatrywały oddziału Tafla, a najbliższa brytyjska brygada miała do Ngomano ponad 80 kilometrów drogi. Niemcy pomaszerowali w górę Lugendy, w głąb Mozambiku, gdzie mieli walczyć jeszcze przez dziesięć miesięcy.