Paderewski w Poznaniu
Wieczorem 26 grudnia 1918 roku na dworzec w Poznaniu wjechał pociąg z Ignacym Janem Paderewskim. Światowej sławy pianista, od lat najskuteczniejszy rzecznik sprawy polskiej w Stanach Zjednoczonych, przyjeżdżał na ziemie polskie po raz pierwszy od wybuchu wojny. Niemieckie władze robiły wszystko, by ominął miasto, a gdy się to nie udało, kazały nie zapalać ulicznych latarni. Polacy przywitali go przy blasku setek pochodni.
Paderewski był przedstawicielem Komitetu Narodowego Polskiego w Ameryce i miał duży wpływ na prezydenta Wilsona. Po zawieszeniu broni przypłynął 23 listopada do Liverpoolu i przez kilka dni rozmawiał w Londynie z ministrem spraw zagranicznych Arthurem Balfourem. Brytyjczycy, zaniepokojeni zarówno sytuacją w Niemczech, jak i pochodem Armii Czerwonej na zachód, chcieli widzieć w Polsce silny rząd, z którym Ententa mogłaby współpracować. Paderewski miał w Warszawie pogodzić paryski Komitet Romana Dmowskiego z rządem Jędrzeja Moraczewskiego i Józefem Piłsudskim. Zażądał, by droga do Warszawy prowadziła przez Gdańsk i Toruń, czyli przez ziemie formalnie wciąż niemieckie. Towarzyszyła mu półoficjalna brytyjska misja z pułkownikiem Harrym Wade’em, attaché wojskowym, na czele.
Paderewski z żoną Heleną i adiutantem, majorem Zygmuntem Iwanowskim, wypłynął z Harwich na brytyjskim krążowniku HMS Concord. 23 grudnia okręt zawinął do Kopenhagi, a rankiem 25 grudnia stanął w Gdańsku. Na gościa czekali tam wysłannicy poznańskiej Naczelnej Rady Ludowej, wybranej na początku miesiąca przez Sejm Dzielnicowy, z Wojciechem Korfantym na czele. Paderewski przenocował w hotelu Danziger Hof, a 26 grudnia przed południem ruszył pociągiem przez Piłę do Poznania. Na kolejnych stacjach witali go Polacy. Berlin, który od 15 grudnia nie utrzymywał stosunków z Warszawą, nie chciał w Poznaniu politycznej manifestacji i zgadzał się tylko na przejazd prosto do Warszawy. W Rogoźnie niemiecki oficer zażądał, by pociąg ominął Poznań. Paderewski i pułkownik Wade odmówili.
Źródła różnie podają godzinę przyjazdu, od około 20 do 21.10. Na dworcu niemieccy oficerowie próbowali jeszcze wręczyć gościowi nakaz opuszczenia miasta, ale nie przepuścił ich kordon polskiej Straży Ludowej. Po powitalnych przemówieniach i pieśniach orszak przejechał przez rozentuzjazmowane miasto do hotelu Bazar, zbudowanego w latach czterdziestych XIX wieku ośrodka polskiego życia w Poznaniu. Przed hotelem czekali prezydent miasta Jarogniew Drwęski i członkowie Komisariatu Naczelnej Rady Ludowej. Paderewski przemówił do tłumu z okna nad wejściem, a później jeszcze raz w sali hotelowej, do działaczy i dziennikarzy. Cieszył się z odrodzenia Polski i wzywał do jedności wszystkich Polaków, nie nawoływał jednak do walki.
Niemców rozdrażniła zarówno owacja, jak i flagi brytyjskie, amerykańskie i francuskie, które Polacy wywiesili obok biało-czerwonych na cześć gościa i jego brytyjskich towarzyszy. Paderewski, świadomy, że jest w państwie niemieckim, w obawie przed dyplomatycznymi komplikacjami przestał potem pokazywać się publicznie. Następnego dnia pod hotel ciągnęły pochody polskich dzieci z chorągiewkami, a Niemcy szykowali własną manifestację. Napięcie, które od tygodni narastało w mieście, miało wybuchnąć już po południu 27 grudnia.