- Kategoria:
- Działania zbrojne
- Front:
- Front zachodni
- Data:
- 9 października 1917
- Autor:
- Natalia
- Bitwa:
- Bitwa pod Poelcappelle
9 października 1917 roku o 5.20 rano brytyjska artyleria otworzyła ogień na froncie długości około 12 kilometrów na wschód i północny wschód od Ypres. Pięć dni po zwycięstwie pod Broodseinde armie generałów Herberta Plumera i Huberta Gougha, wspierane przez Francuzów, ruszyły na kolejny skok w trzeciej bitwie pod Ypres. Tym razem nic nie przypominało wrześniowych natarć. Po pięciu dniach deszczu działa ugrzęzły w błocie, ostrzał był rzadki i nieregularny, a dwie brytyjskie dywizje, które miały podejść pod wieś Passchendaele, dotarły na pozycje wyjściowe po całonocnym marszu, część już po rozpoczęciu natarcia. Do wieczora na grzbiecie i przed schronami na ostrodze Bellevue niemal cały zdobyty teren został stracony. Na nizinach na północy Brytyjczycy i Francuzi posunęli się jednak o ponad dwa kilometry, pod skraj lasu Houthulst.
Decyzja w deszczu
Feldmarszałek Douglas Haig uwierzył po Broodseinde, że armia niemiecka we Flandrii jest bliska załamania, i jeszcze 4 października przyśpieszył kolejne natarcia z 10 i 13 na 9 i 12 października. Tego samego popołudnia zaczęło padać. 7 października przechodziły ulewy, a 8 października o czwartej po południu, gdy rano wiatr zaczął już osuszać ziemię, znów lunęło. Meteorolodzy nie dawali nadziei na poprawę. Rano tego dnia Plumer naradzał się z dowódcami korpusów. Dowódca I Korpusu Anzac, generał William Birdwood, który wiedział, że jego dywizje są u kresu sił, liczył na odroczenie, ale nie protestował, bo jego korpus miał tylko osłaniać skrzydło. Dowódca II Korpusu Anzac, generał Alexander Godley, opowiadał się za atakiem. Haig pozwolił, by natarcie ruszyło.
W przeddzień natarcia szef sztabu 2 Armii, generał Charles Harington, zapewniał korespondentów wojennych, że piaszczysty grzbiet Passchendaele jest „suchy jak pieprz”, i mówił o nadziei na wprowadzenie kawalerii po jednym lub dwóch kolejnych skokach. Jeden z dziennikarzy zanotował po tej odprawie, że sztab dokonuje „wielkiego, krwawego eksperymentu, ogromnego hazardu”, a on sam i większość jego kolegów są „strasznie zaniepokojeni”.
Noc na torach z desek
Ulewa trwała do północy. O zmroku dwie brygady brytyjskiej 66 Dywizji, złożonej z oddziałów terytorialnych z Lancashire i wysłanej do wielkiej bitwy po raz pierwszy, oraz dwie brygady 49 Dywizji z Yorkshire wyruszyły spod Frezenberg i Potijze. Do przejścia miały około czterech kilometrów i dziesięć godzin czasu. Saperzy zdążyli tylko oznaczyć trasę taśmami, palikami i latarniami. W ciemności, między zalanymi lejami, kolumny gubiły drogę, a ludzie zapadali się w błoto po kolana. Dziennik 2/8 Batalionu Lancashire Fusiliers zapisał, że marsz, który zwykle trwał półtorej godziny, zajął jedenaście i pół godziny i batalion dotarł na front dwadzieścia minut po rozpoczęciu natarcia. O 2.30 obie dywizje zameldowały, że część batalionów nie zdąży, a sztabowców wysłano, by popędzali każdego, kto jeszcze mógł iść.
Po stronie australijskiej wyglądało to niewiele lepiej. Dywizje, które walczyły 4 października, zostały na froncie, a ich żołnierze przez kolejne dni nosili amunicję, kładli kable i spali w zalanych lejach, bez płaszczy. W 6 Brygadzie zostało około 600 zdolnych do walki ludzi, a kompanie 5 Brygady, która miała nacierać, liczyły po 50–60 żołnierzy.
Grzbiet Passchendaele i ostroga Bellevue
Gdy o 5.20 zagrzmiały działa, australijscy oficerowie artylerii, którzy czekali na piechotę 66 Dywizji, nie widzieli jej nigdzie. Dowódca czołowego batalionu uznał nawet, że natarcie odwołano, i wrócił do swojego schronu. Wał ogniowy był tak słaby, że trudno było odróżnić jego linię, a pociski zapadały się w błoto. Żołnierze 197 Brygady szli prosto z marszu, bez odpoczynku, za ogniem, który odszedł daleko przed nich. Mimo to na grzbiecie niemiecka 195 Dywizja broniła się słabo. Jej żołnierze poddawali się w lejach całymi grupami, a około dziesiątej część brygady doszła do drugiego celu, niedaleko pierwszych domów Passchendaele. Według niektórych relacji patrol znalazł wieś pustą.
Kłopot był po lewej. 49 Dywizja ugrzęzła w dolinie strumienia Ravebeek, którą wywiad 2 Armii uznał za nieprzejezdną, a ci, którzy przez nią przeszli, stanęli przed pasem nieprzeciętych zasieków szerokości kilkudziesięciu metrów i betonowymi schronami na ostrodze Bellevue. Jeden z batalionów meldował później, że nie znalazł „ani jednego Niemca zabitego przez ostrzał”. Z tych schronów niemieckie karabiny maszynowe raziły też w bok 66 Dywizję. Około południa, gdy przestało padać i poprawiła się widoczność, oficerowie 197 Brygady próbowali zawinąć skrzydło frontem do Bellevue. Sąsiednie oddziały wzięły to za odwrót i cofnęły się, a za nimi cała linia, aż do pierwszego celu. Około 13.00 lotnik zameldował, że widzi rakiety obu dywizji na ostatecznych celach. Sztaby brygad nie dowierzały, ale dostały rozkaz, by wysłać odwody do umocnienia rzekomej linii. Brytyjczycy rzucali do walki kolejne bataliony, które padały pod schronami Bellevue. Do popołudnia dwie brygady 49 Dywizji straciły około 2,5 tysiąca ludzi.
Na prawym skrzydle 2 Dywizja Australijska osłaniała Brytyjczyków od strony wzgórza Keiberg. Dwa nieliczne bataliony z Nowej Południowej Walii oczyściły granatami ziemianki w przekopie kolejowym i doszły do celu, ale zostały same, bez sąsiadów po lewej. Kompanijny sierżant-major Raitt, który wypłoszył z ziemianek uciekających Niemców, po chwili został w przekopie sam wśród zabitych i rannych i uciekł wzdłuż torów. Wiktoriańczycy z 6 Brygady dopiero po południu, obchodząc je od północy, zajęli lasy Daisy i Dairy. Tymczasem 1 Dywizja Australijska wykonała wypad na las Celtic Wood, by odciągnąć niemiecką artylerię. Z 85 żołnierzy następnego dnia wróciło bez ran tylko czternastu, a po zaginionych nie został żaden ślad.
Oficjalny australijski korespondent wojenny Charles Bean, który tego dnia szedł z dziennikarzem Keithem Murdochem po drewnianych chodnikach ku frontowi, zapisał w dzienniku, że ludzie wracający drogą do Menin byli „biali, wymizerowani i nieobecni” i stawiali stopy powoli, jedna przed drugą, jak nie widział od zimy nad Sommą. Oficer z 28 Batalionu powiedział im, że błoto jest „prawie tak złe jak pod Flers”. Gdy Murdoch zapytał, czy aż tak złe, oficer pokręcił głową: „Och, nie, czegoś takiego jak tam jeszcze nie mieliśmy”.
Sukces na nizinach
Inaczej było na północy, na odcinku 5 Armii, gdzie ziemia była mniej zryta pociskami. Pod samą wsią Poelcappelle, od której bitwa wzięła nazwę, brygady 48 i 11 Dywizji, po czternastu godzinach marszu, wpadły w krzyżowy ogień z nietkniętych schronów i z ruin wsi. Świeża niemiecka 16 Dywizja wysunęła się nocą do lejów tuż przed brytyjską linią, tak że wał ogniowy przeszedł nad jej głowami. Natarcie utknęło przy browarze na skraju ruin, a kapral William Clamp z Yorkshire Regiment, który zdobył największy schron i wyprowadził z niego około dwudziestu jeńców, zginął od kuli snajpera. Dostał pośmiertnie Krzyż Wiktorii.
Dalej na północ, nad strumieniem Broembeek, 29 Dywizja i Dywizja Gwardii nacierały znacznie skuteczniej. Artylerię zdołano tu przesunąć i zaopatrzyć, a niemiecka piechota poddawała się chętniej. 29 Dywizja, z batalionem z Nowej Fundlandii, który w sierpniu szedł z nią pod Langemarck, rozbiła przeciwnatarcie idące ośmioma falami i około dziesiątej stała na ostatnim celu. Gwardziści przenieśli przez błoto setki mat i kładek, przeszli Broembeek i posunęli się o około 2,3 kilometra, pod skraj lasu Houthulst. Na lewo od nich francuska 2 Dywizja z 1 Armii generała François Anthoine’a, po trzydniowym ostrzale, przeszła zalaną dolinę za bardzo powolnym wałem ogniowym, zajęła przysiółki Veldhoek i Mangelare oraz kilka umocnionych farm i przed dziesiątą osiągnęła swoje cele, tracąc według dostępnych danych mniej niż 500 ludzi. Na północy alianci wzięli tego dnia około 2,1 tysiąca jeńców.
Wieczór
O zmroku niemieckie przeciwnatarcia uderzyły przez Keiberg i na odcinek 66 Dywizji. Ogień zaporowy je rozbił, ale w nocy Brytyjczycy i Australijczycy na grzbiecie wycofali się jeszcze dalej, niemal na linie wyjściowe. Pod Poelcappelle niemiecka 240 Dywizja, rzucona w południe do przeciwnatarcia, odbiła część terenu. Tego samego dnia Erich Ludendorff rozesłał do dywizji na zachodzie memoriał z zarzutem, że marnują dywizje przeciwnatarcia w pośpiesznych kontratakach. Następca tronu Bawarii Rupprecht zapisał tego dnia, że jeśli Francuzi uderzą równocześnie na innych odcinkach, naczelne dowództwo nie będzie w stanie przysłać mu świeżych sił.
Straty były ciężkie. 66 Dywizja straciła ponad 3 tysiące ludzi, 49 Dywizja około 2,6 tysiąca, a 2 Dywizja Australijska 1253. W 5 Armii straty szacuje się na około 4,5 tysiąca. Setki rannych zostały w błocie przed Bellevue i w dolinie Ravebeek, gdzie niektórzy topili się w zalanych lejach. Wielu z nich leżało tam jeszcze kilka dni później.
Wieczorem do Plumera docierały wciąż meldunki, że oddziały 66 Dywizji trzymają się w pobliżu pierwszego celu. Plumer zameldował Haigowi, że osiągnięta linia da II Korpusowi Anzac dobrą podstawę do zdobycia Passchendaele 12 października. W rzeczywistości front na grzbiecie prawie się nie przesunął, a zasieki pod Bellevue pozostały nietknięte. Następnego dnia Haig wydał rozkaz do kolejnego natarcia. Miały je przeprowadzić 3 Dywizja Australijska i Dywizja Nowozelandzka, z tej samej linii i na te same schrony.