TheGreatWar.pl
← Oś czasu

Rozejm bożonarodzeniowy

Kategoria:
Wojsko
Front:
Front zachodni
Data:
25 grudnia 1914
Autor:
Łukasz Skowroń
Tagi:
Brytyjski Korpus Ekspedycyjny, Niemcy, Francja, Belgia

W Wigilię i w pierwszy dzień Bożego Narodzenia 1914 roku na wielu odcinkach frontu zachodniego ucichły karabiny. Bez rozkazu, a często wbrew rozkazom, żołnierze niemieccy i brytyjscy wychodzili z okopów, spotykali się na ziemi niczyjej, ściskali sobie dłonie, wymieniali papierosy, jedzenie i pamiątki, a przede wszystkim grzebali poległych, którzy od tygodni leżeli między liniami. Ten rozejm bożonarodzeniowy nie był jednym wydarzeniem, lecz serią lokalnych, nieuzgodnionych zawieszeń broni. Na jednych odcinkach trwał kilka godzin, na innych do drugiego dnia świąt, a gdzieniegdzie do Nowego Roku. W wielu miejscach walczono przez całe święta.

Przed świętami

Pod koniec 1914 roku front zachodni zastygł w linii okopów od morza po Szwajcarię. W wielu miejscach dzieliło je zaledwie kilkadziesiąt metrów, a żołnierze słyszeli rozmowy przeciwnika. W cichszych odcinkach już od listopada zdarzały się nieformalne przerwy w strzelaninie, na przykład gdy po zmroku obie strony przynosiły do okopów jedzenie. Dowódcy dostrzegali to zjawisko i próbowali je zwalczać. 5 grudnia generał Horace Smith-Dorrien, dowódca brytyjskiego II Korpusu, wydał memoriał zakazujący przyjacielskich kontaktów z nieprzyjacielem i nieoficjalnych umów w rodzaju „nie strzelamy, jeśli wy nie strzelacie”.

7 grudnia papież Benedykt XV wezwał walczące państwa do zawieszenia broni przynajmniej na noc Bożego Narodzenia. Rządy odrzuciły jego apel. Tuż przed świętami na froncie brytyjskim trwały jeszcze ciężkie walki: kilka dni wcześniej Niemcy uderzyli pod Givenchy, a po nieudanych grudniowych natarciach przed okopami w wielu miejscach leżały setki niepogrzebanych ciał. W wigilię wieczorem brytyjskie naczelne dowództwo ostrzegło wszystkie korpusy, że Niemcy mogą zaatakować w święta lub w Nowy Rok, i nakazało szczególną czujność.

Wigilia i Boże Narodzenie na froncie brytyjskim

Po tygodniach deszczu w Wigilię przyszedł mróz. Wieczorem na niemieckich przedpiersiach pojawiły się choinki ze świeczkami i lampionami, a z okopów popłynęły kolędy, wśród nich „Cicha noc”. Brytyjczycy odpowiadali własnymi pieśniami i okrzykami. Na wielu odcinkach rozmowy przez ziemię niczyją przeszły w spotkania. Wielu Niemców pracowało przed wojną w Anglii i znało angielski. Najczęściej inicjatywa wychodziła od strony niemieckiej, zwłaszcza od pułków saskich i bawarskich.

W pierwszy dzień świąt żołnierze obu stron na wielu odcinkach spotykali się w ciągu dnia między liniami. Wymieniali papierosy, tytoń, czekoladę, alkohol, guziki i czapki. Dziewiętnastoletni szeregowiec London Rifle Brigade Henry Williamson, później znany pisarz, opisał matce, że pali fajkę z niemieckim tytoniem, który dostał od „żywego niemieckiego żołnierza z jego własnego okopu”. Kapitan Edward Hulse ze Scots Guards relacjonował wspólne śpiewy, które zakończyło „Auld Lang Syne” śpiewane przez Anglików, Szkotów, Irlandczyków, Prusaków i Wirtemberczyków. Brytyjska historia oficjalna wspomina, że Niemcy zapewniali przy tych rozmowach, iż są pewni rychłego zwycięstwa.

Najważniejszym skutkiem rozejmu, potwierdzonym w dziennikach bojowych wielu batalionów, było grzebanie zabitych. Oficerowie umawiali się pośrodku ziemi niczyjej, że każda strona zabierze swoich poległych. W niektórych miejscach odprawiono wspólne nabożeństwa żałobne. Brytyjczycy wykorzystywali też okazję, by obejrzeć z bliska niemieckie okopy i zasieki.

Rozejm nie objął całego frontu brytyjskiego. Najszerzej zawarto go na środkowych odcinkach, zajmowanych przez III i IV Korpus, między Ploegsteert, Frelinghien i okolicami Neuve-Chapelle, ale i tam nie wszędzie. II Korpus na północy prawie nie wziął w nim udziału, podobnie jak I Korpus na południu, który pod Givenchy i Cuinchy wciąż walczył po niedawnej bitwie. Często podaje się, że w zawieszeniu broni uczestniczyło łącznie około 100 tysięcy żołnierzy, ale to tylko szacunek. Według Komisji Grobów Wojennych Wspólnoty Narodów w samo Boże Narodzenie zginęło we Francji i Belgii około 80 żołnierzy brytyjskich.

Mecze piłki nożnej: co wiadomo

Najsłynniejszym elementem rozejmu stały się mecze piłki nożnej na ziemi niczyjej, i to właśnie ta część opowieści jest najsłabiej udokumentowana. W oficjalnych dziennikach jednostek brytyjskich piłka pojawia się sporadycznie. Kilka listów z frontu wspomina o grze, często z drugiej ręki. Inni żołnierze pisali, że mecz próbowano umówić, ale do niego nie doszło, bo grunt był zryty pociskami i zamarznięty albo nie pozwolili na to oficerowie.

Najbardziej wiarygodna wzmianka pochodzi z dziennika porucznika Kurta Zehmischa ze 134 Saskiego Pułku Piechoty, stojącego pod Ploegsteert. Zapisał on, że kilku Anglików przyniosło ze swojego okopu piłkę i zaczęła się żywa gra. Najczęściej cytowana relacja, porucznika Johannesa Niemanna ze 133 Saskiego Pułku, o meczu ze Szkotami pod Frelinghien wygranym przez Niemców 3:2, została nagrana dopiero w 1968 roku dla telewizji BBC i nie potwierdzają jej źródła brytyjskie. Wynik 3:2 pojawił się zresztą wcześniej w anonimowym liście z frontu, który na początku stycznia 1915 roku opublikował „The Times”, ale chodziło w nim najpewniej o inny odcinek frontu. Taki sam wynik miał także fikcyjny mecz w opowiadaniu Roberta Gravesa z 1962 roku.

Historycy oceniają te świadectwa różnie. Część uważa, że dochodziło jedynie do spontanicznego kopania piłki, czasem puszki po konserwach, przez żołnierzy jednej armii lub obu armii naraz. Inni, jak brytyjski autor Mike Dash, przyjmują, że w trzech czy czterech miejscach grali ze sobą żołnierze wrogich armii. Zorganizowany mecz z drużynami, bramkami i wynikiem pozostaje raczej legendą niż udokumentowanym faktem. Popularne zdjęcie żołnierzy grających w piłkę, często podpisywane jako rozejm z 1914 roku, przedstawia w rzeczywistości Brytyjczyków pod Salonikami w Boże Narodzenie 1915 roku.

Francuzi i Belgowie

Na froncie francuskim, znacznie dłuższym od brytyjskiego, zawieszenia broni były rzadsze i słabiej udokumentowane. Wielu Francuzów walczyło na własnej ziemi, okupowanej przez Niemców, a dowództwo ostro tępiło wszelkie kontakty z wrogiem. Już 7 grudnia porucznik Charles de Gaulle pisał z oburzeniem o skłonności żołnierzy do zostawiania nieprzyjaciela w spokoju. Mimo to listy z frontu opisują świąteczne spotkania także na odcinkach francuskich. Pod Carency w Artois żołnierz 269 Pułku Piechoty pisał 26 grudnia do rodziny o wymianie gazet i uściskach dłoni z Bawarczykami oraz o liście podpisanym „Bawarczycy zwani barbarzyńcami”, w którym Niemcy zapewniali, że chcą pokoju. Wojskowa cenzura zatrzymywała takie relacje, a francuska prasa niemal o nich nie pisała.

Do zbratania doszło też na froncie belgijskim nad IJzerą. Przy tak zwanym Wysokim Moście (Hoge Brug) między Kaaskerke a Diksmuide, gdzie linie dzieliło zaledwie kilkanaście metrów, Belgowie i Niemcy śpiewali kolędy, wymieniali cygara i czekoladę. W pierwszy lub drugi dzień świąt, bo relacje różnią się co do daty, niemiecki major przekazał belgijskiemu kapitanowi i kapelanowi nad zamarzniętą rzeką monstrancję należącą do zakonnic z pobliskiego szpitala. Według części źródeł Belgom chodziło też o to, by przez linie niemieckie przekazać listy do rodzin w okupowanej części kraju.

Reakcje dowódców

Na większości odcinków rozejm wygasł w drugi dzień świąt lub niewiele później. Na odcinku 2 Batalionu Royal Welch Fusiliers pod Frelinghien kapitan Stockwell rano oddał trzy strzały w powietrze i wywiesił flagę z napisem „Merry Christmas”. Niemiecki oficer odpowiedział prześcieradłem z napisem „Thank You” i dwoma strzałami w powietrze. „I wojna znów trwała” – zapisał Stockwell.

Wyższe dowództwa przyjęły wieści z frontu bardzo źle. Marszałek John French wspominał po wojnie, że natychmiast wydał rozkazy zapobiegające powtórzeniu się takich zachowań i pociągnął lokalnych dowódców do surowej odpowiedzialności. Smith-Dorrien zażądał wyjaśnień od jednej ze swoich dywizji, ale zadowolił się jej odpowiedzią i nikogo nie ukarano. W praktyce wielu młodszych oficerów tolerowało rozejm, a kary za 1914 rok były rzadkie. Według części opracowań po stronie niemieckiej rozkaz z 29 grudnia zapowiadał, że każde zbliżenie do nieprzyjaciela będzie karane jako zdrada.

W Wielkiej Brytanii o rozejmie dowiedziano się z listów żołnierzy, które w ostatnich dniach grudnia zaczęły drukować gazety. Na początku stycznia „Daily Mirror” opublikował na pierwszej stronie zdjęcia Brytyjczyków i Niemców stojących razem na ziemi niczyjej. W kolejnych latach dowództwa zapobiegały podobnym wydarzeniom ostrzałem i rozkazami, a w Boże Narodzenie 1915 roku doszło już tylko do nielicznych, krótkich zawieszeń broni. Rozejm z 1914 roku pozostał wyjątkiem i jednym z najtrwalszych symboli pierwszej wojny światowej.