TheGreatWar.pl
← Oś czasu

Sułtan ogłasza dżihad

Kategoria:
Polityka
Front:
Bliski Wschód
Data:
14 listopada 1914
Autor:
Łukasz Skowroń
Tagi:
Imperium Osmańskie, dżihad, Niemcy

14 listopada 1914 roku przed meczetem Fatih w Konstantynopolu zgromadził się ogromny tłum. Według niektórych relacji było w nim blisko 100 tysięcy ludzi. Kierownik urzędu fatw Ali Haydar Efendi odczytał ze stopni meczetu fatwy z 11 listopada, a wraz z nimi wezwanie sułtana Mehmeda V do świętej wojny. Sułtan występował jako kalif, duchowy zwierzchnik wszystkich muzułmanów sunnickich. Jego odezwa do armii i floty przypominała, że Rosja, Anglia i Francja nigdy nie przestały knuć przeciw kalifatowi. Żołnierze mieli rzucić się na wroga „jak lwy”, bo od ich zwycięstwa zależał byt imperium i „300 milionów muzułmanów”, których sułtan wezwał do walki świętą fatwą.

Po uroczystości przez miasto przeszedł pochód z flagami i orkiestrą. Zatrzymał się pod ambasadą niemiecką, gdzie z balkonu pozdrawiał go ambasador Hans von Wangenheim. Obok niego stanęło kilkunastu Marokańczyków we francuskich mundurach, według części relacji jeńców z frontu zachodniego, a jeden z nich wygłosił krótkie przemówienie po arabsku. Manifestanci wiwatowali na cześć cesarza Niemiec jako przyjaciela islamu i ruszyli pod ambasadę austro-węgierską. Według relacji świadków na koniec splądrowano kilka sklepów i domów należących do chrześcijan.

Dżihad „made in Germany”?

Niemcy byli zachwyceni. Myśl o wzniecaniu powstań wśród muzułmańskich poddanych Ententy pojawiała się w Berlinie od dawna. Cesarz Wilhelm II już w 1898 roku w Damaszku ogłosił się przyjacielem „300 milionów muzułmanów”. Głównym orędownikiem tej koncepcji był dyplomata i orientalista baron Max von Oppenheim. W październiku 1914 roku przedstawił on niemieckiemu MSZ obszerne memorandum o „rewolucjonizowaniu islamskich terytoriów naszych wrogów”. Wskazywał w nim przede wszystkim Egipt i Indie, najczulsze punkty imperium brytyjskiego. Oppenheim stanął na czele specjalnego biura propagandy na Wschodzie, które zasypywało świat muzułmański broszurami i ulotkami.

Holenderski orientalista Christiaan Snouck Hurgronje nazwał w 1915 roku ogłoszony w Konstantynopolu dżihad świętą wojną „made in Germany”. To określenie przylgnęło na długo, choć współcześni historycy podkreślają, że pomysł miał także tureckie korzenie. Młodoturcy, zwłaszcza Enver Pasza, sami wierzyli, że islam może zjednoczyć Turków i Arabów i dać imperium siłę w wojnie z mocarstwami.

Wezwanie bez odzewu

Ponad połowa muzułmanów świata żyła wówczas w imperiach brytyjskim, francuskim i rosyjskim. Alianci obawiali się ich buntu, ale masowego powstania nie było. Przywódcy muzułmańscy w Indiach, bej Tunisu i notable Maroka i Algierii zapewniali o lojalności, a Turcję przedstawiali jako narzędzie Niemiec, które sprzeniewierzyło się obowiązkom kalifa. Wiele z tych deklaracji powstało pod wyraźnym naciskiem władz kolonialnych, lecz setki tysięcy muzułmańskich żołnierzy nadal walczyło w armiach Ententy, także przeciw Turkom.

Wezwanie nie przeszło jednak bez śladu. W lutym 1915 roku zbuntowali się muzułmańscy żołnierze indyjskiego pułku w Singapurze, a pod koniec 1915 roku walkę z Brytyjczykami w zachodnim Egipcie podjęło bractwo Sanusijja. Największym ciosem dla idei dżihadu okazał się jednak szarif Mekki Husajn ibn Ali. Z Brytyjczykami rozmawiał już od jesieni 1914 roku, wezwania sułtana nie poparł, a w czerwcu 1916 roku, jako strażnik najświętszych miast islamu, wzniecił przeciw Turkom powstanie arabskie.