TheGreatWar.pl
← Oś czasu

Kluczowe wydarzenie

Stany Zjednoczone wypowiadają wojnę Austro-Węgrom

Kategoria:
Dyplomacja
Data:
7 grudnia 1917
Autor:
Łukasz Skowroń
Tagi:
Stany Zjednoczone, Austro-Węgry, Woodrow Wilson, wypowiedzenie wojny

7 grudnia 1917 roku, osiem miesięcy po przystąpieniu do wojny z Niemcami, Stany Zjednoczone znalazły się w stanie wojny także z Austro-Węgrami. Tego dnia obie izby Kongresu przyjęły wspólną rezolucję, a prezydent Woodrow Wilson jeszcze tego samego dnia ją podpisał. Senat głosował jednogłośnie, 74 głosami za, a w Izbie Reprezentantów przeciw był tylko jeden poseł, socjalista Meyer London z Nowego Jorku. Według strony internetowej Izby za rezolucją głosowało 365 posłów, a „New York Times Current History” podawał 363. W przeciwieństwie do kwietniowej debaty o wojnie z Niemcami tym razem nikt w Kongresie nie wątpił w wynik. Sporna była najwyżej kwestia, dlaczego wojna obejmuje tylko monarchię Habsburgów, a nie pozostałych sojuszników Niemiec.

Orędzie z 4 grudnia

Wniosek wyszedł od prezydenta. 4 grudnia Wilson wygłosił przed obiema izbami na wspólnym posiedzeniu doroczne orędzie, w całości poświęcone wojnie. Mówił, że Amerykanie chcą pokoju, ale nie kompromisowego. Wojnę uzna się za wygraną dopiero wtedy, gdy naród niemiecki przez wiarygodnych przedstawicieli zgodzi się na pokój oparty na sprawiedliwości i naprawieniu krzywd wyrządzonych przez swoich władców. Przyznawał, że hasło „bez aneksji, bez kontrybucji, bez karnych odszkodowań” wyraża słuszne odczucia zwykłych ludzi, ale ostrzegał, że niemieccy agenci posłużyli się nim, by sprowadzić na manowce lud Rosji. W Piotrogrodzie od rewolucji październikowej minął niespełna miesiąc, a bolszewicy właśnie zaczynali rokowania rozejmowe z państwami centralnymi.

Potem przeszedł do konkretów. „Musimy usunąć zdecydowaną ręką wszystkie przeszkody na drodze do zwycięstwa” – mówił. Jedną z nich było to, że Stany Zjednoczone są w wojnie z Niemcami, ale nie z ich sojusznikami. „Dlatego bardzo usilnie zalecam, by Kongres niezwłocznie ogłosił, że Stany Zjednoczone znajdują się w stanie wojny z Austro-Węgrami”. Monarchia była według niego „na razie nie panią samej siebie, lecz tylko wasalem rządu niemieckiego”, który nie działa z własnej inicjatywy ani zgodnie z wolą swoich narodów, lecz jako narzędzie innego państwa. Państwa centralne trzeba więc traktować jako jedną całość.

Ta sama logika, przyznawał, prowadziłaby do wojny z Turcją i Bułgarią, ale „są one tylko narzędziami i jeszcze nie stoją bezpośrednio na drodze naszych koniecznych działań”. Rządowi rzecznicy tłumaczyli potem, że w Stanach Zjednoczonych nie zostali żadni tureccy dyplomaci, a tureckich poddanych było niewielu. W Imperium Osmańskim działało natomiast wielu amerykańskich misjonarzy, którzy zainwestowali tam ponad 20 milionów dolarów, a ich majątek groziłby konfiskatą. Liczono też na to, że Turcja, coraz bardziej zmęczona niemiecką kuratelą, zawrze odrębny pokój. Bułgaria walczyła według Waszyngtonu tylko na terenach, które uważała za bułgarskie, i odmówiła Niemcom zerwania stosunków ze Stanami Zjednoczonymi. Jej poseł wciąż urzędował w Waszyngtonie.

Wilson zapewniał zarazem, że Ameryka nie zamierza naruszać ani przebudowywać monarchii Habsburgów. „Nie jest naszą sprawą, co zrobią ze swoim życiem gospodarczym czy politycznym” – mówił. Chciał tylko, żeby ludy Austro-Węgier, Bałkanów i Turcji zostały wyzwolone spod „bezczelnego i obcego panowania pruskiej autokracji wojskowej i handlowej”, a o swoich sprawach decydowały same.

Rezolucja

Jeszcze 4 grudnia demokrata Henry D. Flood z Wirginii, przewodniczący komisji spraw zagranicznych Izby Reprezentantów, wniósł projekt rezolucji. Jej tekst był niemal dosłownym powtórzeniem kwietniowej rezolucji przeciw Niemcom. Wstęp stwierdzał, że cesarsko-królewski rząd austro-węgierski dopuścił się wielokrotnie aktów wojny przeciw rządowi i narodowi Stanów Zjednoczonych. Kongres ogłaszał, że między oboma państwami istnieje stan wojny, upoważniał i zobowiązywał prezydenta do użycia całych sił lądowych i morskich oraz zasobów rządu do jej prowadzenia, a dla doprowadzenia jej do zwycięskiego końca oddawał do dyspozycji wszystkie zasoby kraju.

Komisja jednogłośnie zaleciła przyjęcie rezolucji i w raporcie wyliczyła austro-węgierskie przewinienia. Przypomniała aferę ambasadora Konstantina Dumby, który w 1915 roku musiał opuścić Stany Zjednoczone za podżeganie do strajków w fabrykach amunicji. Zarzucała Wiedniowi, że przyjął niemiecką politykę bezwzględnej wojny podwodnej mimo zobowiązań złożonych po zatopieniu Ancony. Jako przykład podawała amerykański szkuner Marguerite, zatopiony 4 kwietnia u wybrzeży Sardynii przez okręt podwodny bez bandery, którego oficer miał mówić „po austriacku”. W rzeczywistości, jak wynika z późniejszych zestawień, szkuner zatopił niemiecki U-35. Komisja przyznawała zresztą, że szkody wyrządzone przez austro-węgierską marynarkę były niewielkie w porównaniu z niemieckimi, a stan wojny „faktycznie istnieje od wielu miesięcy”.

Najważniejszy powód wymieniła na końcu. Po klęsce Włochów nad Isonzo, gdy państwa centralne doszły do Piawy, Stany Zjednoczone wysyłały sprzymierzonym statki, pieniądze i zaopatrzenie, a wkrótce mogły wysłać wojska, które stanęłyby naprzeciw żołnierzy austro-węgierskich. Przedtem trzeba było wypowiedzieć wojnę. Komisja dodawała, że taki krok doda otuchy Włochom, wprowadzanym w błąd przez niemiecką propagandę, i wzmocni całą sprawę aliancką.

Głosowania

7 grudnia w Senacie rezolucję wniósł przewodniczący komisji spraw zagranicznych William J. Stone z Missouri, ten sam, który w kwietniu głosował przeciw wojnie z Niemcami. Teraz przekonywał, że stan wojny z Austrią już istnieje, a Stany Zjednoczone nie mogą sobie pozwolić na niejasną grę z narodami świata. Republikanin Henry Cabot Lodge zgadzał się na razie z prezydentem w sprawie Turcji i Bułgarii, ale uważał, że prędzej czy później i one muszą znaleźć się wśród wrogów. Philander C. Knox z Pensylwanii pytał o los poddanych monarchii, którzy w dziesiątkach tysięcy pracowali w kopalniach węgla i innych gałęziach przemysłu, i wyrażał nadzieję, że jeśli pozostaną lojalni, nikt nie będzie ich niepokoił. Robert La Follette wyszedł z sali przygotować poprawkę i nie zdążył na głosowanie. Po powrocie oświadczył, że głosowałby za rezolucją, gdyby Stany Zjednoczone zobowiązały się nie uczestniczyć w egzekwowaniu sojuszniczych umów o odebraniu Austro-Węgrom terytoriów, jakie posiadały 1 sierpnia 1914 roku. W przeciwnym razie byłby przeciw.

W Izbie Reprezentantów Flood mówił, że Austria wydała Amerykanom zakaz pływania po części mórz, a gdy nie usłuchali, zatapiała ich statki i zabijała obywateli, co było takim samym aktem wojny, jak gdyby wylądowała z armią na amerykańskim wybrzeżu. Wezwał do jednogłośnego przyjęcia rezolucji, by „połączyć we wspólnej klęsce dwa średniowieczne rządy, które pogrążyły świat w wojnie”. Jednomyślności nie było z powodu jednego człowieka. Meyer London z nowojorskiej Socjalistycznej Partii Ameryki, który w kwietniu głosował też przeciw wojnie z Niemcami, w kwadransowym przemówieniu tłumaczył, że jako socjalista jest zobowiązany głosować przeciw każdemu wypowiedzeniu wojny. „W sprawach wojny jestem abstynentem. Odmawiam pierwszego odurzającego kieliszka” – mówił. Inni posłowie ostro go zaatakowali.

Inaczej zachowała się Jeannette Rankin, która w kwietniu nie zagłosowała za wojną z Niemcami. Chora, przyszła na salę przed głosowaniem i oświadczyła, że wciąż uważa wojnę za głupi i daremny sposób rozwiązywania sporów międzynarodowych. Tym razem jednak, jak mówiła, nie głosuje się nad wypowiedzeniem wojny, lecz nad „zwykłą formalnością w prowadzeniu wojny już wypowiedzianej”, i poparła rezolucję, tak jak wcześniej głosowała za pieniędzmi i ludźmi dla armii. Rezolucję podpisali spiker Izby Champ Clark i wiceprezydent Thomas Marshall, a jeszcze tego samego dnia zatwierdził ją Wilson.

Poddani monarchii w Ameryce

W Stanach Zjednoczonych mieszkało kilka milionów imigrantów z Austro-Węgier: Polaków z Galicji, Czechów, Słowaków, Słoweńców, Chorwatów, Węgrów, Rusinów i Niemców austriackich. Wielu nie miało obywatelstwa amerykańskiego i od 7 grudnia formalnie stało się wrogimi cudzoziemcami. Proklamacja Wilsona z 11 grudnia, ogłoszona następnego dnia, potraktowała ich jednak łagodniej niż Niemców. Mężczyźni od 14. roku życia, poddani monarchii, nie mogli bez zezwolenia opuszczać kraju ani do niego wjeżdżać, a podejrzanych o pomoc wrogowi można było aresztować. Dopóki przestrzegali prawa, mieli żyć i pracować „nienagabywani”, a obywatele mieli ich traktować z życzliwością, na jaką pozwala lojalność wobec Stanów Zjednoczonych. Dla wielu z nich, zwłaszcza dla Polaków, Czechów i Słowaków, którzy liczyli na rozpad monarchii, wojna z Wiedniem była zresztą sprawą własną.

Znaczenie

Wypowiedzenie wojny niewiele zmieniało od razu w położeniu wojskowym. Stosunki dyplomatyczne zerwały w kwietniu same Austro-Węgry, a amerykańskie wojska w Europie liczyły dopiero kilka dywizji i stały we Francji. Decyzja miała jednak znaczenie polityczne, zwłaszcza dla Włoch. Gdy w Rzymie dowiedziano się o orędziu, przed ambasadą amerykańską i konsulatami w innych miastach odbyły się manifestacje, a premier Vittorio Emanuele Orlando przesłał Wilsonowi gorące gratulacje. Stany Zjednoczone mogły teraz wysłać na front włoski swoich żołnierzy, co nastąpiło w 1918 roku, i w pełni uczestniczyć w naradach sprzymierzonych o wojnie z monarchią.

Wilson nie porzucił przy tym nadziei na porozumienie z Wiedniem. Jeszcze przez kilka miesięcy liczył, że monarchię, zmęczoną wojną, uda się oderwać od Niemiec. W ogłoszonych w styczniu 1918 roku czternastu punktach obiecywał narodom Austro-Węgier tylko „możliwość autonomicznego rozwoju”, a nie niepodległość. Dopiero we wrześniu 1918 roku Waszyngton uznał Czechosłowaków za stronę wojującą, a w październiku odpowiedział Wiedniowi, że autonomia już nie wystarczy. Formalnie stan wojny trwał dłużej niż sama monarchia. Senat nie ratyfikował traktatów pokojowych z Austrią i Węgrami zawartych w Saint-Germain i Trianon, więc Stany Zjednoczone podpisały z oboma państwami odrębne traktaty dopiero w sierpniu 1921 roku.