1914: Bitwy pod Łodzią i Krakowem
Bitwa pod Łowczówkiem
- Daty:
- 22–25 grudnia 1914
- Front:
- Front wschodni
- Miejsce:
- Pogórze Rożnowskie na południe od Tarnowa, wzgórza nad doliną Białej między Łowczówkiem, Łowczowem, Buchcicami (dawniej Meszną Szlachecką) i Lichwinem
- Strony:
- Austro-Węgry i Legiony PolskieKazimierz Sosnkowski, Edward Rydz-Śmigły, arcyksiążę Józef FerdynandRosjaRadko Dimitriew
- Wynik:
- Nierozstrzygnięta. Legioniści odbili wzgórza nad Łowczówkiem i utrzymali je przez trzy dni, ale 25 grudnia, gdy Rosjanie przełamali front obok nich, musieli się wycofać. Front między Białą a Dunajcem przetrwał.
- Autor:
- Natalia
- Tagi:
- Austro-Węgry, Rosja, Galicja, Legiony Polskie
Bitwa pod Łowczówkiem to najcięższy bój, jaki oddziały Józefa Piłsudskiego stoczyły w 1914 roku, i pierwszy, w którym walczyły jako I Brygada Legionów Polskich. Rozegrała się w dniach 22–25 grudnia 1914 roku na zalesionych, pociętych wąwozami wzgórzach Pogórza Rożnowskiego, nad doliną Białej, kilkanaście kilometrów na południe od Tarnowa. Brygada, wezwana nagle z kwater w Nowym Sączu, uderzyła z marszu na Rosjan, którzy przerwali tu front austro-węgierski, odbiła wzgórza nad Łowczówkiem i przez trzy dni, w deszczu ze śniegiem, bez jedzenia i z brakami amunicji, odpierała rosyjskie kontrataki. Walki trwały także w Wigilię i w pierwszy dzień Bożego Narodzenia. Piłsudskiego nie było wtedy przy wojsku. Brygadą dowodził jej szef sztabu, podpułkownik Kazimierz Sosnkowski.
Nazwa i daty
Polska tradycja i polska Wikipedia datują bój na 22–25 grudnia 1914 roku, od pierwszego natarcia legionistów do ich wycofania z pierwszej linii w Boże Narodzenie. Nazwa pochodzi od wsi Łowczówek w dzisiejszej gminie Pleśna. Walczono też na terenie sąsiednich wsi: Łowczowa, Buchcic, które do 1965 roku nazywały się Meszną Szlachecką, i Lichwina. W rozkazie Sosnkowskiego z 1 stycznia 1915 roku mowa jest o boju „na wzgórzach Łowczówka i Meszny Szlacheckiej”.
Nazwa jest ściśle polska. Dla Austriaków i Rosjan walki pod Łowczówkiem były jednym z epizodów znacznie większego starcia. Między 21 grudnia 1914 a pierwszymi dniami stycznia 1915 roku rosyjska 3 Armia kontratakowała na całym froncie od Dunajca po Karpaty. To starcie nie ma utrwalonej nazwy. Historyk Tomasz Woźny proponuje nazwę „bitwa pod Jasłem i Tarnowem”, a w literaturze węgierskiej mówi się o „bożonarodzeniowej bitwie karpackiej”.
Tło
W połowie grudnia 1914 roku, po bitwie pod Limanową, wojska austro-węgierskie ścigały cofających się Rosjan. 4 Armia arcyksięcia Józefa Ferdynanda podeszła pod Tarnów i do linii Dunajca, a od strony Karpat nadciągała 3 Armia generała Svetozara Boroevicia. Zwycięskie dywizje były jednak wyczerpane i przerzedzone. Wiele z nich miało stan pułku, a nawet batalionu. 3 Armia generała Radko Dimitriewa nie została rozbita. Zatrzymała się na wzgórzach między Dunajcem a Białą i dostawała z Królestwa Polskiego nowe dywizje, często w pełnych stanach. 18 grudnia austro-węgierskie naczelne dowództwo wstrzymało natarcie 4 Armii, a kilka dni później Rosjanie przeszli do kontrataku.
Okolice Łowczówka leżały na styku obu armii austro-węgierskich. Na wschodnim brzegu Białej, pod Tuchowem, lewe skrzydło 3 Armii, czyli korpus generała Sándora Szurmaya, od 20 grudnia odpierało ataki rosyjskie. Na zachodnim brzegu, na wzgórzach nad Łowczówkiem, stały tylko słabe oddziały: niewielka grupa pułkownika Pattaya, pozostawiona tu przez 45 Dywizję Piechoty Landwehry, część 6 Dywizji Kawalerii i grupa generała Alberta Schmidta von Georgenegg. Naprzeciw nich stanął rosyjski XXI Korpus z 33 i 44 Dywizją Piechoty. Ze wzgórz 360, 343 i 398 (Kopaliny) widać było całą dolinę Białej. Kto je utrzymywał, panował nad drogami prowadzącymi na Tarnów od południa.
Brygada w drodze
Legioniści przyszli spod Limanowej. Po bitwie pod Marcinkowicami 12–13 grudnia weszli do Nowego Sącza i zostali tam odesłani na odpoczynek. Tam dokończono formowanie drugiego pułku piechoty, który w legionowej numeracji otrzymał numer 5, i 19 grudnia oddziały Piłsudskiego przekształcono w I Brygadę Legionów Polskich. Według historyka Michała Klimeckiego brygada liczyła wtedy około 2600 żołnierzy, w tym około 2150 piechoty. Do brygady należały też szwadron kawalerii, artyleria i saperzy. Sam Piłsudski, mianowany w listopadzie brygadierem, wyjechał według części źródeł 18 grudnia do Wiednia na rozmowy polityczne.
Legioniści liczyli na święta w Nowym Sączu. 20 grudnia w południe nadszedł jednak telegram z dowództwa 4 Armii z rozkazem natychmiastowego wymarszu pod Tarnów, gdzie Rosjanie zagrażali przerwaniem frontu. Sosnkowski poprowadził brygadę, choć jej reorganizacja nie była skończona. Noc z 20 na 21 grudnia legioniści spędzili w Zbyszycach, a następną w Zakliczynie, skąd słychać już było odgłosy walki. 22 grudnia błotnistymi drogami przez Wróblowice i Janowice doszli w rejon Rychwałdu i Lichwina.
Przebieg
22 grudnia. Tego dnia rosyjski atak zepchnął z wzgórz nad Łowczówkiem nieliczne kompanie 18 Pułku Piechoty Landwehry z grupy Pattaya. W karczmie Brzezie w Lichwinie, gdzie mieścił się sztab grupy, Sosnkowski dostał zadanie odbicia wzgórz 360 i 343. Mimo zapadającego zmroku i deszczu ze śniegiem postanowił uderzyć od razu, zanim Rosjanie zdołają się okopać. 1 pułk majora Edwarda Rydza-Śmigłego podszedł wąwozami pod wzgórze 360 i natknął się na zasieki i ogień karabinów maszynowych. Natarcie rozstrzygnął atak z flanki batalionu kapitana Stanisława Burhardta-Bukackiego. Legioniści przeszli przez druty i walcząc bagnetami, kolbami i łopatkami, zepchnęli ze wzgórza oddziały rosyjskiego 132 Benderskiego Pułku Piechoty. Ośmioosobowy patrol pod dowództwem podoficera Świderskiego wziął do niewoli niemal cały sztab tego pułku. 5 pułk, idący od strony Meszny, dostał się pod silny ogień artylerii. Nie miał łączności z austriackimi bateriami, a jego dowódcy nie znali terenu, dlatego natarcie na wzgórze 343 odłożono do rana.
23 grudnia. Przed świtem 5 pułk, wsparty przez sąsiednią piechotę i ogień trzech baterii, zdobył wzgórze 343. Pas wzgórz znalazł się w rękach legionistów, którzy zepchnęli Rosjan w stronę Łowczówka i Łowczowa, nad Białą. Sąsiedzi nie ruszyli jednak naprzód i brygada wysunęła się daleko przed linię frontu. Rosjanie zasypali wzgórza ogniem artylerii i karabinów maszynowych, odcinając legionistów od tyłów. Nie dochodziły amunicja ani jedzenie. Legioniści strzelali z karabinów zdobytych na Rosjanach, a poległych grzebali na miejscu. Według Woźnego wspierały ich oddziały karabinów maszynowych z 30 i 80 Pułku Piechoty z austro-węgierskiej 30 Dywizji Piechoty, której brygada była podporządkowana.
24 grudnia. W nocy Rosjanie podeszli do polskich okopów na 30–50 metrów. Wigilia zaczęła się od morderczej wymiany ognia z bliska. Kolejne rosyjskie natarcia odpierano kontratakami, a na środku pozycji szturm rozbił kontratak batalionu kapitana Kazimierza Bojarskiego „Kuby”, który w tych walkach został śmiertelnie ranny. Pod wieczór ze sztabu dywizji nadszedł rozkaz odwrotu. Legioniści opuścili okopy, które natychmiast zajęli Rosjanie, po czym okazało się, że rozkaz był nieporozumieniem. Trzeba było wrócić i odbić stanowiska na bagnety. Wieczorem ogień ucichł, deszcz przeszedł w śnieg i lekki mróz. Żołnierze od dwóch dni nie dostali jedzenia.
25 grudnia. W Boże Narodzenie, które dla prawosławnych Rosjan nie było jeszcze świętem, natarcia ruszyły ze zdwojoną siłą. We mgle walczono głównie na bagnety, z odległości kilkunastu metrów. Tymczasem na prawym skrzydle brygady, pod Buchcicami, Rosjanie przełamali obronę słabej grupy generała Klemensa Nottesa, złożonej z batalionów Landsturmu, i zaczęli wychodzić legionistom na tyły. Sosnkowski wielokrotnie prosił o zluzowanie wyczerpanej brygady. W końcu dowódca 30 Dywizji Piechoty zgodził się na odwrót i około godziny 13 brygada dostała rozkaz opuszczenia pozycji. Rosjanie atakowali cofające się bataliony z trzech stron. Wyróżnili się wtedy kapitanowie Leon Berbecki i Witold Ścibor-Rylski, weteran wojny burskiej, którzy wyprowadzili swoje oddziały spod okrążenia. Brygada przeszła przez Lichwin do Wróblowic, a 26 grudnia została odesłana do odwodu w rejon Lipnicy Murowanej.
Wigilia w okopach
Bój w Wigilię szybko obrósł legendą. Według wspomnień lekarza legionowego Felicjana Sławoja Składkowskiego, w wigilijną noc legioniści zaczęli śpiewać w okopach „Bóg się rodzi”, a kolędę podchwycili Polacy służący w armii rosyjskiej po drugiej stronie. Gdy legioniści wezwali ich do poddania się, usłyszeli po rosyjsku, że syberyjscy strzelcy się nie poddają. Opowieść o wspólnej kolędzie spopularyzowała w okresie międzywojennym sztuka „Gałązka rozmarynu” Zygmunta Nowakowskiego. Nie wszyscy uczestnicy ją potwierdzali. Gustaw Łowczowski, wtedy siedemnastoletni legionista 5 pułku, wspominał, że bliskość nieprzyjaciela nie pozwalała kolędować, a opłatek zastąpiło mu pół bochenka chleba i konserwa, podzielone bagnetem między kolegów z drużyny.
Prawdziwy był natomiast bratobójczy charakter walki. Po obu stronach walczyli Polacy, a w armii rosyjskiej służyło wielu poborowych z Królestwa Polskiego. Wśród kilkunastu legionistów wziętych do niewoli był podporucznik 1 pułku Stanisław Kaszubski „Król”, urodzony w Warszawie, a więc poddany rosyjski. Rosjanie uznali go za zdrajcę i powiesili 7 lutego 1915 roku w Pilźnie.
Straty
Najczęściej podaje się, że I Brygada straciła 128 zabitych i 342 rannych. Według części źródeł wśród zabitych było 10 oficerów, a wśród rannych 38. Inne opracowania odnoszą liczbę 38 oficerów do poległych, a w rozkazie z 1 stycznia 1915 roku Sosnkowski pisał o stu poległych. Wśród zabitych byli kapitan Bojarski, porucznicy Eugeniusz Użupis-Zagórski i Władysław Blejarski oraz kapral Józef Lesiecki, znany taternik. Legioniści wzięli do niewoli około 600 jeńców, w tym 18 oficerów. Straty rosyjskie Sosnkowski szacował na nie mniej niż 4000 zabitych i rannych, ale jest to ocena strony polskiej, której nie da się sprawdzić.
Znaczenie
Brygada wykonała zadanie z nawiązką. Odbiła wyznaczone wzgórza, zepchnęła Rosjan nad Białą i przez cztery dni i trzy noce przeprowadziła pięć dużych natarć i odparła szesnaście kontrataków. Dowództwo 4 Armii, zwykle oszczędne w odznaczeniach dla Polaków, przyznało za Łowczówek 6 wielkich złotych medali, 18 wielkich srebrnych, 48 małych medali i 72 dyplomy uznania. Bój pokazał, że ochotnicze oddziały Piłsudskiego stały się pełnowartościowym wojskiem. W okresie międzywojennym i po 1990 roku napis „Łowczówek 24 XII 1914” umieszczono na jednej z tablic Grobu Nieznanego Żołnierza w Warszawie.
Historycy zwracają jednak uwagę, że znaczenie boju dla przebiegu wojny bywa przeceniane. Polska tradycja przypisuje legionistom zatrzymanie Rosjan i ocalenie frontu, który utrzymał się tu do bitwy pod Gorlicami w maju 1915 roku. Według Tomasza Woźnego walki pod Łowczówkiem były ważnym, ale niejedynym epizodem wielkiego rosyjskiego kontrataku. Po odejściu brygady austro-węgierskie dywizje XI Korpusu jeszcze przez tydzień krwawiły na sąsiednich wzgórzach i utrzymały front między Białą a Dunajcem. Dalej na wschód kontratak zakończył się ciężką porażką Austro-Węgier. Według rosyjskich danych w ciągu pięciu dni, między 21 a 25 grudnia, Rosjanie wzięli do niewoli około 25 tysięcy żołnierzy austro-węgierskich, a 3 Armia Boroevicia została zepchnięta z powrotem w Karpaty.
Cmentarz na Kopalinach
Poległych zebrano z pojedynczych mogił na wspólny cmentarz na stoku wzgórza Kopaliny, przy drodze z Łowczowa do Rychwałdu. Działkę ofiarował jej właściciel, a pieniądze na budowę zbierała Liga Kobiet. Cmentarz wojenny nr 171, jeden z ponad czterystu zachodniogalicyjskich cmentarzy wojennych, zaprojektowali Siegfried Haller i Heinrich Scholz. Ma kamienny mur kryty gontem i kaplicę, poświęconą w 1922 roku. W 20 grobach zbiorowych i 275 pojedynczych spoczywa 483 żołnierzy poległych w grudniu 1914 roku i w pierwszych dniach maja 1915 roku: 80 legionistów z 1 i 5 pułku, 162 żołnierzy armii austro-węgierskiej i 241 żołnierzy rosyjskich. Krzyże na grobach legionistów pomalowano na srebrno. W 1985 roku pochowano tu prochy generała Łowczowskiego, który zgodnie ze swoją wolą spoczął wśród kolegów ze swojej pierwszej bitwy. Cmentarz Legionistów Polskich w Łowczówku jest dziś miejscem corocznych uroczystości.