TheGreatWar.pl
← Oś czasu

Koniec jedenastej bitwy nad Isonzo

Kategoria:
Działania zbrojne
Front:
Front włoski
Data:
12 września 1917
Autor:
Natalia
Bitwa:
Jedenasta bitwa nad Isonzo
Tagi:
Włochy, Austro-Węgry, Niemcy, Luigi Cadorna

12 września 1917 roku Włosi po raz ostatni szturmowali w pełnej sile Monte San Gabriele, górę nad Gorycją, o którą od trzech tygodni toczyła się najkrwawsza część jedenastej bitwy nad Isonzo. Po wielogodzinnych walkach wokół szczytu natarcie się załamało. Następnego dnia przyszła jeszcze jedna próba, potem ostrzał zaczął słabnąć. Największa ofensywa armii włoskiej w tej wojnie dobiegła końca. Tego samego dnia austro-węgierskie dowództwo frontu południowo-zachodniego otrzymało rozkazy przygotowania ofensywy, którą miało przeprowadzić razem z Niemcami.

Ostatnie walki o San Gabriele

Włochy zaczynały odczuwać skutki wyczerpania. 1 września włoska Naczelna Komenda przesunęła zapowiedziane wcześniej wielkie natarcie na wzgórza wokół Gorycji na koniec września, bo zapasy amunicji do dział średnich i ciężkich zbliżyły się do ustalonego minimum, poniżej którego nie wolno było ich zużywać. Dowódca 2 Armii, generał Luigi Capello, uważał jednak, że San Gabriele trzeba zdobyć natychmiast, i dalej rzucał na nią swoje dywizje. Austriacy też byli u kresu sił. 5 września generał Svetozar Boroević zameldował, że mimo ogromnych ofiar góry być może nie da się utrzymać. Dwie wyniszczone dywizje broniące San Gabriele, 57 Dywizję Piechoty i 106 Dywizję Landsturmu, która liczyła już niewiele ponad tysiąc karabinów, wycofano na tyły. Sytuację poprawiło przybycie górnoaustriackiego 14 pułku piechoty i węgierskiej 20 Dywizji Piechoty Honwedu.

14 pułk miał oczyścić szczyt, ale Boroević kazał czekać, aż artyleria będzie gotowa do skoordynowanego ognia. Dowódcy na miejscu nie wytrzymali napięcia i wieczorem 10 września wysłali pułk do natarcia, zanim przygotowania się skończyły. Kompanie, wspinające się w ciemności po zboczach pod ogniem, nie zdążyły na czas na pozycje wyjściowe. Grupa, która miała zdobyć wzgórze 552, przełożyła atak na następną noc. Druga zdobyła okopy na wzgórzu 448, ale musiała je oddać. Przed świtem 12 września Górnoaustriacy uderzyli z zaskoczenia na wzgórze 552, zdobyli je i wzięli według austriackiej historii oficjalnej 600 jeńców i 12 karabinów maszynowych. Trafili akurat na chwilę, gdy włoskie brygady Foggia i Girgenti, wzmocnione oddziałami alpinów, szykowały się do szturmu po trzech dniach „oblężenia ogniowego”, w którym baterie Capella wystrzeliły na górę około 45 tysięcy pocisków. Przez wiele godzin 12 września obie artylerie biły w masy walczących, a najcięższe starcia toczyły się o sam szczyt. Włosi nie zdobyli nic. Dziedzic tradycji 14 pułku w austriackiej armii obchodzi 12 września jako swoje święto.

Na płaskowyżu Bainsizza walki lokalne trwały jeszcze przez wrzesień. Włosi atakowali, by poprawić linię, a 29 września brygada Sassari zdobyła wzgórze Gomila na południowy wschód od Madoni. Okazał się najdalej na wschód wysuniętym punktem, do którego Włosi doszli przed jesiennym odwrotem.

Bilans

Obie strony ogłosiły zwycięstwo. Włosi wskazywali na największą zdobycz terenową ze wszystkich bitew nad Soczą: na płaskowyżu Bainsizza posunęli się o około 10 kilometrów. Austriacka historia oficjalna przypominała jednak, że po trzydziestu miesiącach i jedenastu bitwach najdalszy postęp włoskiego frontu, mierzony od Sagrado do Kostanjevicy, wynosił 12 kilometrów, czyli jedną trzecią drogi do Triestu. W czerwcu 1915 roku Włosi zaczynali wojnę nad Soczą z 18 dywizjami i 750 działami, w sierpniu 1917 roku rzucili do natarcia 51 dywizji i około 5200 dział i moździerzy okopowych. Austro-Węgry wystawiły w 1915 roku osiem dywizji z 354 działami, a teraz 24 dywizje z 1880 działami i 300 moździerzami. We Włoszech po wielkich obietnicach przyszło rozczarowanie.

Dla Austriaków było to jednak zwycięstwo pyrrusowe. Według ich historii oficjalnej około 38 procent austro-węgierskich dział nad Soczą było zużytych i niezdatnych do użytku, a uzupełnień brakowało, bo do szeregów wracali niemal wyłącznie wyleczeni ranni. Austriacy byli przekonani, że kolejnej takiej bitwy nie wytrzymają i jedynym wyjściem jest uderzenie wyprzedzające.

Droga do wspólnej ofensywy

Austriacy zabiegali o nie od końca sierpnia. 29 sierpnia szef wydziału operacyjnego austro-węgierskiego naczelnego dowództwa, generał major Alfred von Waldstätten, przyjechał do niemieckiej kwatery głównej w Kreuznach. Generał Erich Ludendorff wolał dokończyć podbój Mołdawii i nie chciał osłabiać frontu we Flandrii, ale feldmarszałek Paul von Hindenburg zgodził się wysłać nad Soczę bawarskiego specjalistę od wojny w górach, generała porucznika Konrada Kraffta von Dellmensingena. 5 września cesarz Karol I, który wcześniej chciał walczyć z Włochami wyłącznie własnymi wojskami, przystał na udział niemieckich dywizji. 8 września Krafft zameldował w Kreuznach, że ofensywa spod Tolmina leży „na granicy możliwości”, ale ją zalecił. Hindenburg się zgodził, a Waldstätten wysłał do austriackiej kwatery głównej w Badenie umówiony depeszą szyfr: „Waffentreue gesichert!” („Wierność broni zapewniona!”).

10 września obie kwatery główne uzgodniły szczegóły, a 12 września dowództwo frontu południowo-zachodniego dostało rozkazy. Do natarcia miała wejść nowa niemiecka 14 Armia generała piechoty Ottona von Belowa, z Krafftem jako szefem sztabu, sześcioma niemieckimi dywizjami, w tym Korpusem Alpejskim, i trzema austro-węgierskimi. Ofensywa miała ruszyć między 10 a 20 października i zepchnąć Włochów za granicę Austro-Węgier, a jeśli się uda, za rzekę Tagliamento. Sześć tygodni po zakończeniu jedenastej bitwy nad Isonzo uderzenie spod Tolmina doprowadziło do klęski Włochów pod Caporetto.