Odwrót spod Ktezyfonu
- Kategoria:
- Działania zbrojne
- Front:
- Bliski Wschód
- Data:
- 25 listopada 1915
- Autor:
- Łukasz Skowroń
- Bitwa:
- Bitwa pod Ktezyfonem
Wieczorem 25 listopada 1915 roku generał Charles Townshend wycofał swoją dywizję z pola bitwy pod Ktezyfonem. Około 19.30, pod osłoną ciemności, wojsko odeszło spod ruin nad Tygrysem i o pierwszej w nocy, niepokojone tylko przez Arabów, dotarło do obozu i statków w Lajj, kilkanaście kilometrów w dół rzeki. Trzy dni wcześniej Townshend zdobył pierwszą linię tureckich okopów, ale stracił przy tym blisko 4,5 tysiąca ludzi. Marsz na Bagdad się skończył.
Dwie armie w niepewności
Po krwawym 22 listopada obie strony były wyczerpane. W nocy z 23 na 24 listopada Turcy próbowali odbić utracone okopy, ale Brytyjczycy i Hindusi odparli wszystkie ataki. Rano 24 listopada Townshend zameldował dowódcy wojsk w Mezopotamii, generałowi Johnowi Nixonowi, że jego trzy brygady liczą po 700–1000 ludzi i że „każdy wojskowy powód” przemawia za odwrotem. Kilka godzin później zmienił zdanie: postanowił zostać na polu bitwy, bo odwrót miałby złe skutki polityczne w Mezopotamii, w Indiach i w kraju. Wieczorem zebrał całą dywizję nad rzeką przy wałach zwanych Wysokim Murem.
Tureckie dowództwo było w podobnym nastroju. Według tureckiej relacji w sztabie pułkownika Nureddina Beja panowało „głębokie przygnębienie”, a jedna z czterech dywizji praktycznie przestała istnieć. W nocy z 24 na 25 listopada oficer tureckiej kawalerii zameldował, że Brytyjczycy obchodzą pozycję od północy. Był to w rzeczywistości ruch brytyjskiej kawalerii, która osłaniała ewakuację rannych. Nureddin uwierzył i o czwartej rano 25 listopada cała jego armia zaczęła się cofać nad rzekę Dijala. Odwrót szybko zamienił się w zamęt. Gdy jednak kawaleria doniosła, że Brytyjczycy wcale nie nacierają, o drugiej po południu Nureddin kazał wracać na pozycje pod Ktezyfonem. Tego popołudnia na front przybył z Bagdadu Halil Bej, stryj ministra wojny Envera Paszy.
Decyzja Townshenda
Townshend widział te ruchy oczami lotników. Rano donieśli, że Turcy okopują się kilka kilometrów przed Dijalą, a po południu, że dwie wielkie kolumny, oceniane na pięć tysięcy ludzi każda, znów idą na Ktezyfon, a turecka kawaleria zagraża rzece. Uznał, że nieprzyjaciel dostał duże posiłki, a jego przetrzebione wojsko nie wytrzyma kolejnej bitwy. Jeszcze przed południem napisał do Nixona, że ze względów strategicznych i taktycznych wycofa się do Lajj, i dodał: „Politycznie najlepiej byłoby zostać pod Ktezyfonem. Ale w historii zawsze jest zgubne, gdy względy polityczne biorą górę nad wojskowymi”. Brakowało mu też żywności i amunicji, bo statki nie mogły podpłynąć bliżej, ostrzeliwane przez tureckie działa z prawego brzegu.
Nixon odpłynął już ze sztabem w dół rzeki, do Azizijji, i dostał te meldunki dopiero wieczorem. O 21.40, gdy dywizja była już w drodze, telegrafował, by Townshend się nie wycofywał, bo Turcy, dotąd onieśmieleni zdecydowaną postawą Brytyjczyków i sami obawiający się ataku, odzyskają pewność siebie i poderwą przeciw Brytyjczykom Arabów. Townshend odpowiedział rano 26 listopada z Lajj, że pozostanie pod Ktezyfonem z 4300 zabitymi i rannymi byłoby „szaleństwem”. Nixon przyznał mu rację. Ironią losu było to, że według tureckiej relacji Turcy żadnych posiłków nie dostali, a wrócili na pozycje tylko dlatego, że Brytyjczycy się nie ruszali.
Ranni
Najtragiczniejszy był los rannych. Było ich znacznie więcej, niż przewidywano, i nie zmieścili się na dwóch przygotowanych dla nich parowcach. Lekarze musieli upchnąć większość na sześciu innych statkach i barkach, nieprzygotowanych do przewozu chorych. Brakowało personelu, leków i opatrunków, a podróż w dół rzeki miała być długa. Nixon tłumaczył później, że nie było wyboru, bo rannych pozostawionych w tyle mordowaliby arabscy maruderzy.
Lajj nie stało się postojem na długo. 26 listopada Turcy wrócili na swoją pierwszą linię, a Nureddin posłał za Brytyjczykami kawalerię i arabskie oddziały. 27 listopada Townshend dowiedział się o zbliżaniu się około 12 tysięcy tureckiej piechoty i w jednym nocnym marszu cofnął się do Azizijji. 1 grudnia odparł Turków pod Umm at-Tubul, a 3 grudnia jego wyczerpane wojsko weszło do Al-Kutu. Tam Townshend postanowił się bronić i czekać na odsiecz. Kilka dni później Turcy otoczyli miasto.