Amerykanie w Archangielsku
- Kategoria:
- Wojsko
- Data:
- 4 września 1918
- Autor:
- Łukasz Skowroń
4 września 1918 roku o 10 rano na Dwinie naprzeciw Archangielska rzuciły kotwice trzy brytyjskie transportowce, Somali, Tydeus i Nagoya. Przywiozły amerykańskie wojska na północ Rosji: 339 pułk piechoty, batalion 310 pułku saperów, kompanię sanitarną i szpital polowy. Dowodził nimi pułkownik George E. Stewart, weteran walk na Filipinach i służby na Alasce. Według historii amerykańskiej marynarki wojennej przypłynęło 4600 ludzi, inni autorzy podają około 4500. Brytyjska chronologia wojny zapisała pod tą datą, że amerykański kontyngent wylądował w Murmańsku. To pomyłka. Transportowce popłynęły prosto do Archangielska, a według tej samej historii marynarki pierwsi amerykańscy żołnierze, dwie kompanie kolejarzy, wylądowali w Murmańsku dopiero w kwietniu 1919 roku.
„Detroit’s Own”
339 pułk sformowano w obozie Custer w stanie Michigan, a większość żołnierzy pochodziła z Detroit i okolic, stąd jego przydomek „Detroit’s Own”. Należał do 85 Dywizji, która latem płynęła do Francji. Po drodze odłączono go od dywizji i w Anglii przygotowano do wojny na dalekiej północy. Żołnierze ku swemu niezadowoleniu musieli tam oddać karabiny Enfield i dostali rosyjskie. Prezydent Woodrow Wilson długo odmawiał wysłania wojsk do Rosji, a amerykański głównodowodzący we Francji, generał John Pershing, nie chciał oddawać ludzi z frontu zachodniego. Wilson ustąpił dopiero latem pod naciskiem sojuszników, w tym marszałka Ferdinanda Focha. W aide-mémoire z 17 lipca zastrzegł jednak, że jedynym celem amerykańskich wojsk w Murmańsku i Archangielsku będzie „pilnowanie składów wojskowych, które mogą później być potrzebne siłom rosyjskim, i udzielenie takiej pomocy, jaką Rosjanie zechcą przyjąć przy organizowaniu własnej samoobrony”. Stany Zjednoczone nie zamierzały mieszać się w wewnętrzne sprawy Rosji ani naruszać jej suwerenności. Wilson zgodził się wysłać tylko jeden pułk piechoty z saperami i służbą medyczną.
Rejs i grypa
Amerykanie weszli na statki w Newcastle 25 sierpnia, a konwój wyszedł w morze następnego dnia. Czwarty statek, Czar, wiózł Włochów do Murmańska. Na trzech amerykańskich transportowcach wybuchła grypa hiszpanka. Na Somali już piątego dnia rejsu zajęte były wszystkie łóżka w izbie chorych, a ósmego skończyły się leki. Nikt nie załadował na statki obiecanych zapasów medycznych. Amerykanie mieli zawinąć po drodze do Murmańska, ale przez radio dostali rozkaz, by pędzić prosto do Archangielska. Garstka Francuzów, Brytyjczyków i amerykańskich marynarzy, którzy w sierpniu wyparli czerwonych z miasta, walczyła teraz w głębi kraju z coraz silniejszym przeciwnikiem. Chorych wyniesiono na ląd w deszczu 6 września w Bakaricy. Umieszczono ich w starym szpitalu Rosyjskiego Czerwonego Krzyża i w barakach, na gołych pryczach, często tylko z dwoma kocami. Według historii pułku spisanej przez jego oficerów w pierwszych tygodniach na grypę zmarło blisko stu żołnierzy.
Prosto na front
Generał Frederick Poole, dowódca sił sojuszniczych, nie zamierzał pilnować magazynów. Chciał iść na Wołogdę i Kotłas, by połączyć się z Czechosłowakami nad Wołgą. Już po południu 5 września 3 batalion majora Younga zszedł na ląd w Bakaricy i od razu wsiadł do pociągu towarowego. Rano dotarł do zajętej właśnie stacji Obozierska, gdzie zluzował Francuzów. 1 batalion podpułkownika Corbleya popłynął w górę Dwiny pod dowództwem brytyjskiego generała, mając dojść do odległego o setki kilometrów Kotłasu. 2 batalion został w Archangielsku i okolicach. Amerykanie walczyli pod rozkazami brytyjskich oficerów, często przy tym awansowanych tymczasowo, by przewyższali stopniem sojuszników. Pułkownik Stewart dostał wygodną kwaterę w gmachu szkoły, ale według autorów historii pułku tracił kontakt z własnymi batalionami, które Brytyjczycy przesuwali bez jego wiedzy.
Waszyngton szybko się wycofał z dalszych planów. 26 września Departament Stanu zawiadomił ambasadora w Archangielsku, że Stany Zjednoczone nie wyślą na północ Rosji więcej żołnierzy, a te, które już tam są, będą tylko strzec portów i ich najbliższej okolicy. Do tego czasu Amerykanie byli już jednak wplątani w walki z bolszewikami na kilku frontach. Stanowili największy kontyngent w rejonie Archangielska. Spędzili tam zimę, a do domu wrócili dopiero latem 1919 roku.