- Kategoria:
- Wojsko
- Front:
- Front bałkański
- Data:
- 5 października 1915
- Autor:
- Łukasz Skowroń
- Tagi:
- Grecja, Francja, Wielka Brytania, Serbia
5 października 1915 roku w porcie w Salonikach zaczęły schodzić na ląd pierwsze wojska Francji i Wielkiej Brytanii. Przypłynęły spod Dardaneli, by przez neutralną Grecję przyjść z pomocą Serbii, na którą lada dzień miały uderzyć Austro-Węgry i Niemcy, a wkrótce także Bułgaria. Lądowanie, poprzedzone tygodniem dyplomatycznych zwrotów, odbyło się przy formalnym proteście greckiego rządu, ale za zgodą premiera Elefteriosa Wenizelosa. Zanim żołnierze rozbili namioty, Wenizelos przestał być premierem. Tak zaczęła się obecność wojsk Ententy w Macedonii, z której wyrósł front salonicki, trwający do końca wojny.
Pierwsi na lądzie
Jako pierwsi zeszli na ląd Francuzi. Ich dywizja, dowodzona przez generała Maurice’a Bailloud i wkrótce przemianowana na 156 Dywizję Piechoty, przypłynęła spod przylądka Helles na półwyspie Gallipoli. Na żądanie Paryża przed wyjazdem przeformowano ją tak, by składała się wyłącznie z wojsk europejskich. Według brytyjskiej historii oficjalnej kampanii macedońskiej w ciągu 48 godzin na lądzie znaleźli się wszyscy jej żołnierze liniowi, choć tabory pułków docierały jeszcze przez wiele dni. Biograf Wenizelosa Vincent Seligman pisze, że pierwsze oddziały zeszły ze statków po południu.
Tego samego dnia wylądowały sztab brytyjskiej 29 Brygady i dwa bataliony 10 Dywizji, 6 batalion Royal Irish Rifles i 6 batalion pułku Leinster. Część z nich przypłynęła na pokładzie pancernika HMS Albion, który przywiózł z Mudros 1500 żołnierzy. Wyładunek przebiegał w pośpiechu i bez większego porządku. Statki ładowano w Mudros tak szybko, jak się dało, nie zważając, co trafia na który z nich. Brytyjczycy nie mieli taborów i z trudem nieśli namioty do obozu założonego przy drodze do Seres. W ciągu kilku dni wejście do zatoki zamknęły brytyjskie sieci przeciw okrętom podwodnym. Ludność Salonik przyjęła żołnierzy obojętnie, za to miejscowi kupcy natychmiast podnieśli ceny. Pierwsze dni upłynęły w ulewnym deszczu, a obozy szybko zamieniły się w bagno.
Opóźnienie Brytyjczyków miało trwałe skutki. Francuzi, którzy przybyli pierwsi, zajęli najlepsze miejsca na obozy, wynajęli budynki i przejęli kontrolę nad koleją. Wszystko to było trudne do załatwienia, bo w Macedonii trwała właśnie grecka mobilizacja, a port i jedyna linia kolejowa doliną Wardaru były potrzebne obu stronom.
Wieści z Aten
Przed końcem dnia do Londynu dotarła wiadomość, że Wenizelos podał się do dymisji. Król Konstantyn I odmówił poparcia jego polityki, choć parlament dopiero co udzielił premierowi wotum zaufania. Wyprawa przestała mieć sens, z którym ją wysyłano. Wielka Brytania przysyłała wojska tylko po to, by pomóc Grecji wypełnić zobowiązania wobec Serbii, a teraz było niemal pewne, że Grecja ich nie wypełni. Wcześniej uzgodniono, że żadne siły, jakie alianci mogą wysłać, nie wystarczą bez współdziałania greckiej armii. Teraz wojska Ententy mogły liczyć co najwyżej na neutralność Greków, a w najgorszym razie musiały się liczyć z ich wrogością.
Rano 6 października lord Horatio Kitchener zatelegrafował do generała Iana Hamiltona na Gallipoli: „Wenizelos, jak pan zapewne wie, podał się do dymisji i cała sprawa lądowania wojsk w Salonikach stoi pod wielkim znakiem zapytania”. Kazał wstrzymać oddziały, które jeszcze nie wypłynęły. Dowódca 10 Dywizji, generał Bryan Mahon, był już od dwóch godzin w morzu na pokładzie niszczyciela, gdy radiem kazano mu zawrócić do Mudros. Kilka batalionów, które wypłynęły przed nadejściem rozkazu, dotarło jednak 6 października do Salonik. Następnego dnia Komitet Dardanelski zgodził się, by wojska płynęły dalej, i 8 października Mahon dotarł do Salonik. Brytyjski rząd nie uważał się jednak jeszcze za zaangażowany w kampanię w Macedonii.
Narada w Calais
Tego samego dnia, 5 października, Kitchener i pierwszy lord Admiralicji Arthur Balfour spotkali się w Calais z francuskimi ministrami wojny i marynarki, Alexandre’em Millerandem i Victorem Augagneurem. Ustalili, jak dostarczyć obiecane Grecji 150 tysięcy żołnierzy. Francuzi mieli dosłać brygadę piechoty morskiej, kolejną brygadę, dwie dywizje kawalerii i dywizję piechoty, w sumie według Corbetta 64 tysiące ludzi. Brytyjczycy zobowiązali się przerzucić z Francji trzy dywizje i pomóc sojusznikom w transporcie. Nawet wtedy brakowałoby około 20 tysięcy do obiecanej liczby. Konferencja obradowała jeszcze przy założeniu, że Wenizelos rządzi, a o jego upadku Kitchener dowiedział się zaraz po niej.
Różniły się też plany obu sojuszników. Francuzi, przekonani, że obiecali jedynie przejść przez greckie terytorium do Serbii, polecili Bailloud ruszyć prosto do Niszu. Brytyjczycy nie chcieli się ruszać z Salonik, dopóki nie będzie pewne, że Grecja przystąpi do wojny. Po upadku Wenizelosa Paryż odwołał rozkaz marszu. Bailloud miał czekać w Salonikach na generała Maurice’a Sarraila, wyznaczonego na dowódcę francuskiej Armii Wschodu, który wyjechał z Paryża 6 października i dotarł do Salonik 12 października.
Za mało i za późno
Następnego dnia ruszyła austriacko-niemiecka ofensywa na Serbię. Brytyjski oficjalny historyk Cyril Falls pisał, że sytuacja byłaby śmieszna, gdyby nie była tragiczna, a lądowanie najpewniej i tak przyszło za późno, by uratować Serbię. Brytyjski autor G.F. Abbott, przychylny królowi, pisał, że Grecy, którym obiecano 150 tysięcy żołnierzy, przekonali się, że do Salonik przybyło około 20 tysięcy, i że w ciągu kilku godzin zaufanie zamieniło się w Atenach w panikę. Obiecanej liczby siły Ententy nie osiągnęły jeszcze przez wiele miesięcy.
Nowy grecki rząd nie zażądał odpłynięcia wojsk. Według Seligmana obiecał im wszelkie ułatwienia, ale trwał w neutralności i nie zamierzał pomagać Serbii. Wojska Ententy zostały w Salonikach jako nieproszeni goście w neutralnym kraju. Francuzi już w połowie października ruszyli koleją na północ, w stronę serbskiej granicy.