- Kategoria:
- Działania zbrojne
- Front:
- Front zachodni
- Data:
- 27 maja 1918
- Autor:
- Łukasz Skowroń
- Bitwa:
- Trzecia bitwa nad Aisne
27 maja 1918 roku, w poniedziałek, o pierwszej w nocy, w zupełnych ciemnościach, bo księżyca nie było, niemiecka artyleria otworzyła ogień na froncie nad rzeką Aisne, między Reims a Soissons. Tak zaczęła się trzecia wielka ofensywa wiosny 1918 roku, którą Erich Ludendorff pomyślał jako uderzenie odciągające francuskie odwody z Flandrii. Po dwóch godzinach i czterdziestu minutach najcięższego ostrzału tej wojny niemiecka piechota ruszyła na grzbiet Chemin des Dames, którego bronili Francuzi z 6 Armii generała Denisa Duchêne’a i cztery wyczerpane dywizje brytyjskiego IX Korpusu, przysłane tu na odpoczynek po bitwach marcowych i kwietniowych. W ciągu kilku godzin Niemcy zdobyli cały grzbiet, o który Francuzi walczyli przez cały 1917 rok, przeszli Aisne po nieuszkodzonych mostach, a wieczorem stanęli nad Vesle, około 20 kilometrów od swoich okopów wyjściowych. Był to jeden z największych sukcesów armii niemieckiej w całej wojnie na zachodzie. Godziny podajemy za brytyjską historią oficjalną, w czasie sprzymierzonych, o godzinę wcześniejszym od niemieckiego.
Ostatni wieczór
Sektor nad Aisne uchodził za najspokojniejszy na froncie. Właśnie dlatego na początku maja generał Ferdinand Foch i Douglas Haig wysłali tu brytyjskie dywizje 8, 21, 25 i 50 pod dowództwem generała Alexandra Hamilton-Gordona, który w kwietniu dowodził IX Korpusem w bitwie nad Lys. Ich bataliony uzupełniono w dużej części młodymi, niedoszkolonymi rekrutami. Żołnierze z ulgą przyjęli piękną, zieloną okolicę, wygodne okopy i rzadki ostrzał. Od kilku dni słyszeli jednak nocą marsz kolumn, turkot wozów i szepty niemieckich oddziałów roboczych, a lotnicy widzieli 22, 23 i 24 maja tumany kurzu na drogach za frontem. Hamilton-Gordon przekazał te meldunki Francuzom, a dowódca grupy armii Północ, generał Louis Franchet d’Espérey, zapewnił go, że natarcie „na pewno nie nastąpi od razu”.
Około południa 26 maja francuski XI Korpus wziął do niewoli dwóch Niemców, którzy zeznali, że wielkie natarcie ruszy o drugiej w nocy czasu niemieckiego, następnego dnia albo dzień później, po dwóch i pół godzinach ostrzału. Duchêne zarządził alarm dopiero między 16.20 a 16.30. Zdążono tylko przerzedzić pierwszą linię do łańcucha placówek i podciągnąć część odwodów. Brytyjska 25 Dywizja z odwodu armii dostała rozkaz zajęcia pozycji za Aisne, a francuskie dywizje odwodowe ruszyły ku drugiej linii. Na przesunięcie baterii, z których duża część stała na północ od rzeki, nie było już czasu. Od 21 artyleria sprzymierzonych prowadziła ogień nękający po drogach za frontem niemieckim. Nikt nie wiedział, że w lasach naprzeciwko czeka około 20 dywizji i ponad tysiąc baterii.
Ostrzał
Ogień, zaplanowany przez podpułkownika Georga Bruchmüllera, objął front długi na około 38 kilometrów, od Berry-au-Bac po Chavignon, a dla zmylenia przeciwnika sąsiednie korpusy niemieckie ostrzeliwały jeszcze szersze odcinki, od Brimont pod Reims po okolice Soissons. Brytyjska historia oficjalna wylicza, że na 24 milach frontu natarcia strzelało 855 baterii, a na odcinku brytyjskiej 50 Dywizji i francuskiej 22 Dywizji w centrum aż 466, ponad 40 baterii na milę. Przez pierwsze dziesięć minut wszystkie działa i moździerze okopowe biły pociskami gazowymi we wszystkie cele w zasięgu, tak że maski musieli włożyć wszyscy, aż po sztaby dywizji. Przez następną godzinę ogień gazowy i burzący spadał na baterie sprzymierzonych, a moździerze rozbijały okopy i zasieki. Przez kolejne półtorej godziny wybrane grupy dział zwalczały ocalałą artylerię, działa dalekonośne biły w mosty, stacje i sztaby aż po rzekę Vesle, a reszta przeczesywała pozycje piechoty. Baterie sprzymierzonych na północ od Aisne odpowiadały coraz słabiej, a większość linii telefonicznych została zerwana. Tego samego ranka niemieckie działo dalekonośne pod Laon, milczące od 2 maja, wznowiło ostrzał Paryża.
O 3.40, niemal dwadzieścia minut przed świtem, wał ogniowy przesunął się naprzód, a za nim ruszyła piechota. Nad doliną leżała gęsta mgła, zgęszczona dymem i gazem, a czoło niemieckiej zapory stanowiły po raz pierwszy pociski gazowe, które nie pozwalały obrońcom zdjąć masek. Przeciw sześciu dywizjom sprzymierzonych w pierwszej linii szło siedemnaście niemieckich, a na odcinku 50 i 22 Dywizji osiem przeciw dwóm. Brytyjska historia oficjalna pisze, że po raz drugi w tej wojnie, po Messines w czerwcu 1917 roku, ostrzał był tak niszczycielski, że piechota musiała tylko pójść naprzód i zająć pierwszą pozycję.
Grzbiet i płaskowyż
Najcięższy cios spadł na francuską 22 Dywizję na środkowym odcinku Chemin des Dames. Wobec pięciokrotnej przewagi nie mogła się długo bronić: do 5.30 Niemcy byli na grzbiecie, a około 9 zbliżali się do Aisne, osłaniani przez nisko lecące samoloty. Niemiecka 33 Dywizja posuwała się tak szybko, że prosiła artylerię o przyspieszenie wału ogniowego albo przerwanie go zupełnie. Około 10 Niemcy zdobyli most pod Œuilly, w południe mosty pod Bourg i Pont-Arcy, a na zachodnim skrzydle przeprawy pod Chavonne i Vailly. Rozkaz wysadzenia mostów, który Duchêne wydał ustnie dopiero między 8 a 8.45, nie dotarł na czas do oddziałów saperów. Według francuskiej historii oficjalnej mosty między Vailly a Maizy wpadły w ręce Niemców nietknięte, bo pierwsze niemieckie patrole przychodziły razem z cofającymi się Francuzami.
Brytyjska 50 Dywizja broniła wschodniego krańca grzbietu, płaskowyżu Californie nad Craonne, który Niemcy nazywali Winterbergiem i uważali za klucz do całej pozycji. Rzucili na niego trzy pułki. Żołnierze niemieckiej 28 Dywizji wspominali, że zasieki były rozpięte między wszystkimi drzewami, a ostatnie pięćdziesiąt metrów zbocza pokonywali na czworakach. Około 4.30 wchodzili na płaskowyż od wschodu, a wkrótce potem także od zachodu, z odcinka rozbitej francuskiej dywizji. Wejścia do schronów i tuneli na tylnym stoku zostały zasypane ostrzałem, a ich załogi Niemcy zmuszali do poddania się miotaczami płomieni. Z dwóch batalionów 150 Brygady na płaskowyżu ocalały tylko małe grupki. Dowódca jednego z nich, podpułkownik J. A. R. Thomson, poprowadził ze swojej kwatery w Craonne kontratak na zbocze i zginął. Craonne padło około 5.10, a do 8 cała 150 Brygada przestała istnieć. Jej dowódcę, generała Huberta Reesa, Niemcy schwytali, gdy próbował przedostać się przez Aisne. 151 Brygada na prawo od niej broniła się w kolejnych liniach i w umocnieniu Centre d’Evreux nad Pontavert, aż około 8 zginął od pocisku jej dowódca, generał C. T. Martin. Niemiecka relacja mówi, że nikt jeszcze nie przeżył tak straszliwego ostrzału, ale przyznaje, że punkty oporu na tyłach broniły się długo, a odwody nawet kontratakowały.
Bois des Buttes
Na prawym skrzydle 8 Dywizja generała Williama Henekera stała na niskich wzgórzach pod Ville-aux-Bois i nad Aisne pod Berry-au-Bac. Bataliony z pierwszej linii, przetrzebione ostrzałem, zostały rozbite w ciągu dwóch godzin, a pod Ville-aux-Bois Niemcy użyli czołgów. Dłużej bronił się odwodowy 2 batalion pułku Devonshire, który przetrwał ostrzał w tunelach wydrążonych w zalesionym wzgórzu Bois des Buttes. O świcie podpułkownik R. H. Anderson-Morshead obsadził okopy na skraju lasu i od 5.15 przez prawie trzy godziny odpierał natarcie przeważających sił, choć nie miał już wsparcia artylerii. Niemcy musieli ściągnąć dodatkowe bataliony, a niemiecka monografia przyznaje, że ten opór zatrzymał na pewien czas całą dywizję. Gdy obeszli batalion od lewej strony, Anderson-Morshead poprowadził resztki ludzi w walce ku Aisne i poległ. Przez rzekę przeszło około pięćdziesięciu żołnierzy. Francuzi odznaczyli później batalion Krzyżem Wojennym. Około 8 Niemcy byli w Pontavert, a cała artyleria 50 i duża część artylerii 8 Dywizji, stojąca na północ od rzeki, została zniszczona albo zdobyta. Część obsług zdołała zabrać ze sobą zamki dział i celowniki.
Za Aisne
Po południu Niemcy przeszli Aisne i boczny kanał na całej szerokości wyłomu. Francuska 157 Dywizja z odwodu nie zdążyła obsadzić drugiej pozycji na południowym brzegu, którą Pétain i Franchet d’Espérey chcieli uczynić główną linią obrony, a francuska historia oficjalna przyznaje, że w centrum Niemcy zajęli ją i przekroczyli przed wieczorem. Między brytyjskim lewym skrzydłem a Francuzami otworzyła się luka, którą zatykali tylko kolarze IX Korpusu, francuskie samochody z karabinami maszynowymi i kursanci szkół dywizyjnych. Brytyjska 25 Dywizja, rzucona do obrony wzgórz na południe od Aisne bez rozpoznania terenu i prawie bez artylerii, razem z resztkami 50 i 8 Dywizji utrzymała się do nocy na grzbiecie pod Roucy, a 21 Dywizja na prawym skrzydle, na północny zachód od Reims, ustępowała krok po kroku. Duchêne prosił o kolejne dywizje. Po południu Pétain, zaniepokojony meldunkami, skierował nad Aisne dwie dywizje z odcinka nad Oise i jedną spod Verdun, a dowodzenie na zagrożonym odcinku w centrum objął generał Jean Degoutte ze sztabem XXI Korpusu.
Wieczorem Niemcy stali nad Vesle między Fismes a Braine. Jeden batalion niemieckiej 33 Dywizji przeszedł rzekę o 21 po ściętych drzewach, a do północy cały pułk był na jej południowym brzegu, ponad 19 kilometrów od miejsca, z którego wyruszył rano. Żołnierze 10 Dywizji, zatrzymani pod Fismes, widzieli przed zmrokiem po drugiej stronie rzeki zapchane drogi, galopujące baterie, lotnisko pod Fismes „poruszone jak mrowisko” i płonące w miasteczku składy. Według brytyjskiej historii oficjalnej w ciągu jednego letniego dnia Niemcy przeszli dwie, a miejscami trzy rzeki, wbili się w front sprzymierzonych klinem szerokim u podstawy na około 40 kilometrów i głębokim na prawie 20, rozbili cztery dywizje pierwszej linii i prawie zniszczyli cztery kolejne. Jeden niemiecki korpus wziął ponad 2 tysiące jeńców, a jedna dywizja około 2 tysięcy jeńców i wiele baterii.
Wieczór
Niemiecka monografia bitwy uznała, że prawdziwym sukcesem dnia było nie tyle zdobycie „historycznego Chemin des Dames”, ile rozbicie dywizji odwodowych, rzuconych do walki w pośpiechu. Dowództwo 7 Armii generała Maxa von Boehna nie było jednak w pełni zadowolone. Prawe skrzydło pod Soissons i lewe pod Reims zostały w tyle za środkiem, a monografia przypominała, że prawie wszystkie wielkie niemieckie natarcia na zachodzie utknęły właśnie dlatego, że skrzydła nie nadążały za klinem w centrum. Wieczorem 7 Armia kazała prowadzić pościg nawet nocą. W ciągu następnych dni Niemcy zajęli Soissons i doszli do Marny, a natarcie pomyślane jako dywersja zamieniło się w pochód, który zagroził Paryżowi.
Dla sprzymierzonych był to szok. Brytyjskie dywizje, które przeżyły już dwie wielkie klęski, przestały w ciągu kilku godzin istnieć po raz trzeci. Brytyjska historia oficjalna winą obarcza przede wszystkim Duchêne’a, który wbrew dyrektywom generała Philippe’a Pétaina stłoczył wojska i artylerię na pierwszej linii, na wąskim grzbiecie, którego nie dało się utrzymać, i nie wysadził na czas mostów na Aisne. Chemin des Dames, gdzie wiosną 1917 roku utknęła ofensywa Nivelle’a, a jesienią Francuzi wreszcie zdobyli cały grzbiet, został stracony w ciągu jednego ranka.