- Kategoria:
- Działania zbrojne
- Front:
- Bliski Wschód
- Data:
- 31 października 1917
- Autor:
- Łukasz Skowroń
- Bitwa:
- Bitwa pod Beer Szewą
31 października 1917 roku, krótko po zachodzie słońca, według najczęściej podawanych szacunków około 800 jeźdźców australijskiej 4 Brygady Lekkiej Konnicy ruszyło galopem na Beer Szewę, osmańskie miasto na skraju pustyni Negew. Nie mieli szabel, więc trzymali w dłoniach bagnety. Przejechali kilka kilometrów otwartej równiny, przeskoczyli tureckie okopy i w niespełna godzinę od rozkazu byli w mieście. Tureccy saperzy nie zdążyli wysadzić studni, a bez nich cała jesienna ofensywa generała Edmunda Allenby’ego mogła utknąć już pierwszego dnia. Wieczorem Beer Szewa była w rękach Brytyjczyków, a do niewoli trafiło prawie 2 tysiące żołnierzy osmańskich.
Woda i czas
Allenby, który w czerwcu objął dowództwo w Egipcie, postanowił nie atakować po raz trzeci frontalnie Gazy, lecz obejść turecką linię od wschodu. Pierwszym krokiem miało być zdobycie Beer Szewy, wysuniętego lewego skrzydła tej linii, a wraz z nią studni, które jako jedyne w okolicy mogły napoić konie jego konnicy. Rozkazy z 22 i 23 października mówiły wyraźnie, że miasto ma paść przed zmrokiem pierwszego dnia. Od czterech dni artyleria i okręty ostrzeliwały Gazę, by utwierdzić Turków w przekonaniu, że to tam spadnie główny cios. Szerszy plan trzeciej bitwy o Gazę zależał od tego jednego dnia.
Wieczorem 30 października z Asludżu i Chalasy, na południe od Beer Szewy, ruszyły dwie dywizje konne Pustynnego Korpusu Konnego generała porucznika Harry’ego Chauvela: Australijsko-Nowozelandzka i Australijska. Szły całą noc przy świetle niemal pełnego księżyca, po kamienistych wzgórzach, zakaz palenia i głośnych rozmów obowiązywał każdego. Australijski historyk oficjalny Henry Gullett pisał, że w ciemności słychać było tylko stukot tysięcy podkutych kopyt, a krzesane o kamienie iskry wskazywały kierunek straży bocznych. Tymczasem od zachodu do pozycji wyjściowych podeszła piechota XX Korpusu generała porucznika sir Philipa Chetwode’a. Brygady 74 Dywizji maszerowały w zwartych czworobokach, a zmiany kierunku wyznaczano zapalonymi latarniami.
Rano: piechota
O 5.55 artyleria XX Korpusu otworzyła ogień na tureckie okopy na zachód i południowy zachód od miasta. Za plecami piechoty, ponad 30 kilometrów dalej, wciąż dudniło ostrzeliwanie Gazy. Brytyjska historia oficjalna (Cyril Falls) pisze, że ziemia po letnich upałach była sucha jak proch, a w bezwietrznym powietrzu po godzinie tureckie pozycje zniknęły w chmurze pyłu. O siódmej ostrzał przerwano, by pył opadł. Część drutów wciąż była nieprzecięta, ale dowódca londyńskiej 181 Brygady uznał, że dalsze czekanie będzie kosztować więcej, i o 8.30, po dziesięciu minutach huraganowego ognia, jego bataliony zdobyły wysunięte umocnienia na wzgórzu 1070. W stalowej ziemiance obserwacyjnej na szczycie znaleziono ciało austriackiego oficera artylerii.
W tym czasie Nowozelandczycy i Australijczycy stali już na wschód od miasta. Turków zupełnie zaskoczył ich widok, bo nie wierzyli, że duże siły konnicy zapuszczą się tak daleko od wody. Dowodzący obroną İsmet Bej, przyszły prezydent Turcji, zameldował w południe dowódcy 8 Armii, generałowi Friedrichowi Kressowi von Kressensteinowi, że na wschodzie i południu stoją dwie lub trzy dywizje konnicy. Według tureckiej relacji Kress odpowiedział, że to tylko dwie brygady, a potem polecił: „Beer Szewy należy bronić”. Posiłków nie przysłał.
Upał narastał. O 12.15 cztery brygady 60 i 74 Dywizji ruszyły do głównego szturmu, częściowo ukryte w dymie i pyle, i przed 13.00 zdobyły wszystkie wyznaczone cele. Najdłużej bronili się Turcy przed dwoma batalionami Królewskich Fizylierów Walijskich, które poniosły dwie trzecie strat całego korpusu. Kapral John Collins, który zabił bagnetem piętnastu obrońców jednego posterunku i wynosił spod ognia rannych, dostał za ten dzień Krzyż Wiktorii. Piechota mogłaby zapewne wejść do miasta jako pierwsza, ale zgodnie z rozkazem zatrzymała się na wyznaczonej linii. Beer Szewę miała zdobyć konnica, bo to jej koniom potrzebna była woda.
Południe: Tel es-Saba
Na wschodzie walka szła znacznie wolniej. Drogę do miasta zamykało wzgórze Tel es-Saba, płaski, usiany głazami kopiec nad Wadi as-Saba, z którego broniący się batalion turecki z karabinami maszynowymi raził całą równinę. Nowozelandzka Brygada Strzelców Konnych zaatakowała je o 9.10. Australijska 2 Brygada Lekkiej Konnicy przecięła w galopie drogę do Hebronu i Jerozolimy, ale dalej zatrzymała ją turecka kawaleria na wzgórzach. Nowozelandczycy posuwali się skokami, od kamienia do kamienia, a pomagały im dwa pułki australijskiej 1 Brygady i baterie artylerii konnej. Niemieckie samoloty krążyły nad polem bitwy i bombardowały skupiska koni. Około 14.30 bomba śmiertelnie raniła podpułkownika Leslie Maygara, dowódcę australijskiego 8 Pułku Lekkiej Konnicy, kawalera Krzyża Wiktorii z wojny burskiej. Zmarł następnego dnia.
Dopiero o 15.00 Pułk Strzelców Konnych z Auckland wdarł się na szczyt Tel es-Saba. Do zmroku zostały niespełna dwie godziny. Chauvel wiedział, że jest opóźniony. Wcześniej, zapytany przez sztab Allenby’ego, gdzie napoi konie, gdyby miasto nie padło, odpowiedział, że w takim wypadku odeśle je z powrotem do odległych studni. Allenby, który przebywał w kwaterze Chetwode’a, odczytał to jako zapowiedź odwrotu i kazał przekazać Chauvelowi, że ma zdobyć Beer Szewę jeszcze tego dnia. Według Gulletta rozkaz do szarży zapadł, zanim ta depesza dotarła do Chauvela. Chauvel rozważał użycie brytyjskiej jeomanerii, która miała szable, ale wybrał stojącą bliżej miasta 4 Brygadę Lekkiej Konnicy generała brygady Williama Granta. „Puść Granta prosto na cel” – rozkazał dowódcy Australijskiej Dywizji Konnej, Henry’emu Hodgsonowi. Sam Grant twierdził później, że sposób ataku wybrał on.
Szarża
Pułki Granta, rozproszone dla ochrony przed bombami, zebrały się dopiero około 16.30 za grzbietem kilka kilometrów na południowy wschód od miasta. Konie nie piły od poprzedniego dnia. Na prawo stanął 4 Pułk z Wiktorii podpułkownika Murraya Bourchiera, na lewo 12 Pułk z Nowej Południowej Walii podpułkownika Donalda Camerona. Każdy na froncie jednego szwadronu, w trzech falach, z odstępami kilku metrów między jeźdźcami. Z grzbietu widać było Beer Szewę i biały meczet w jej środku, a gdzieś po drodze, niewidoczne, tureckie okopy. Grant wiedział ze zdjęć lotniczych tylko tyle, że nie osłania ich drut kolczasty.
Pułki ruszyły kłusem i niemal od razu przeszły w galop. Turecka artyleria otworzyła ogień szrapnelami, ale cel był rozproszony i szybki. Gdy po kilku kilometrach na lewe skrzydło spadł ogień karabinów maszynowych, brytyjska bateria artylerii konnej uciszyła je już pierwszymi pociskami. Według Gulletta tureccy piechurzy nie zdążyli w zamieszaniu przestawić celowników i ostatnie kilkaset metrów ich kule przelatywały nad głowami jeźdźców. Szwadron majora Lawsona z 4 Pułku przeskoczył płytki okop, potem główny rów, miejscami głęboki na trzy metry, i zsiadł z koni wśród namiotów i ziemianek. Australijczycy wskoczyli do okopu i walczyli bagnetami, aż Turcy zaczęli się poddawać. Większość 12 Pułku przemknęła przez lukę w tureckiej linii i pognała prosto do miasta.
Tureckie dowództwo już o 16.00 wydało rozkaz odwrotu i zniszczenia studni. Szarża zaskoczyła je w chwili wymarszu. Wśród obrońców wybuchła panika, saperzy w większości uciekli, nie odpaliwszy ładunków, a İsmet Bej wymknął się pieszo z garstką ludzi. Australijczycy doganiali uciekające kolumny i działa. Szeregowiec O’Leary z kompanii karabinów maszynowych wjechał sam do miasta, zdobył działo i kazał tureckim kanonierom odprowadzić je w boczną uliczkę, by nie przywłaszczył go inny pułk. Szeregowiec Bolton, który zgubił karabin, zrzucił z siodła rewolwerem niemieckiego oficera uciekającego z zaprzęgiem armatnim. Zginęło 31 jeźdźców obu pułków, w tym porucznik Burton i czterej żołnierze jego sekcji, weterani z Gallipoli, zastrzeleni tuż przed okopem, i sanitariusz Albert „Tibby” Cotter, jeden z najsłynniejszych australijskich krykiecistów. Według popularnych opracowań australijskich padło też około 70 koni.
Wieczór
Do 18.00 Australijczycy i Nowozelandczycy obsadzili miasto i okoliczne wzgórza, a wkrótce potem z południowego zachodu nadeszła brytyjska 7 Brygada Konna. Australijski 11 Pułk, idący za szarżującymi, przechwycił w mieście około 400 Turków wycofujących się z zachodnich okopów. Pustynny Korpus Konny wziął tego dnia 1528 jeńców, a XX Korpus 419. Zdobyto 15 dział. W nocy saperzy szukali studni i uruchamiali pompy, a konie, z których wiele nie piło od 30 godzin, pojono w miarę, jak wydobywano wodę. Ratunkiem okazały się też kałuże deszczówki w okolicznych wadi, pozostałe po burzy sprzed kilku dni.
Straty brytyjskie były niewielkie jak na skalę natarcia: XX Korpus stracił 136 zabitych i ponad tysiąc rannych, Pustynny Korpus Konny niespełna 200 ludzi. Wieść o upadku Beer Szewy obiegła front w ciągu kilku godzin. Gullett pisał, że cała armia zdawała sobie sprawę, jak niewiele brakowało do porażki, która mogła przekreślić cały plan. Studni w mieście nie starczyło jednak dla wszystkich koni, więc następne uderzenie na tureckie skrzydło trzeba było odłożyć o kilka dni. Turcy tymczasem, przekonani, że Brytyjczycy pójdą na Hebron i Jerozolimę, zaczęli przerzucać wojska spod Gazy na wschód.