TheGreatWar.pl
← Oś czasu

Kluczowe wydarzenie

Bitwa pod Cambrai

Kategoria:
Działania zbrojne
Front:
Front zachodni
Data:
20 listopada 1917
Autor:
Łukasz Skowroń
Bitwa:
Bitwa pod Cambrai
Tagi:
Wielka Brytania, Niemcy, Brytyjski Korpus Ekspedycyjny, czołgi

We wtorek 20 listopada 1917 roku, o 6.20 rano, na froncie długim na około dziesięć kilometrów na południowy zachód od Cambrai ruszyło natarcie, jakiego front zachodni jeszcze nie widział. Brytyjska 3 Armia generała Juliana Bynga zaatakowała Linię Hindenburga bez jednego strzału przygotowania artyleryjskiego. Na czele piechoty jechało kilkaset czołgów, które miały zgnieść zasieki, a ponad tysiąc dział otworzyło ogień dopiero w chwili ataku, celując według map i obliczeń. Zaskoczenie było zupełne. W ciągu czterech godzin Brytyjczycy przeszli przez cały system niemieckich umocnień, posunęli się w głąb na pięć, sześć kilometrów i do wieczora wzięli ponad cztery tysiące jeńców, przy stratach wielokrotnie mniejszych niż w natarciach we Flandrii. Mimo to plan dnia nie został wykonany: pod Flesquières natarcie utknęło, kawaleria nie przeszła przez kanał, a grzbiet Bourlon pozostał w rękach Niemców.

Przed świtem

Przygotowania trwały w największej tajemnicy przez kilka tygodni. Nocami do lasu Havrincourt i okolicznych wsi ściągano baterie, które nie mogły oddać ani jednego strzału próbnego, oraz 476 czołgów Mark IV, z czego 378 bojowych. Każdy czołg bojowy wiózł na dachu faszynę, wielką wiązkę chrustu, którą zrzucał do szerokich na ponad trzy metry rowów Linii Hindenburga, by po niej przejechać. Nowy sposób walki był dziełem kilku ludzi: dowódcy brytyjskiego Korpusu Pancernego generała Hugh Ellesa i jego szefa sztabu J. F. C. Fullera, którzy od dawna chcieli użyć czołgów w masie na suchym terenie, oraz dowódcy artylerii 9 Dywizji, generała Henry’ego Hugh Tudora, autora pomysłu ataku bez wstrzeliwania się dział. Czołgi, które ponad rok wcześniej weszły do boju nad Sommą w liczbie kilkudziesięciu, a latem 1917 roku grzęzły w błotach Flandrii, dostały wreszcie szansę.

Niemcy, którzy tego odcinka nie uważali za zagrożony, coś jednak przeczuwali. Od 18 listopada, gdy jeńcy wzięci z brytyjskiej 36 Dywizji zdradzili, że w rejonie Havrincourt szykuje się atak, oddziały 54 Dywizji były w pogotowiu. W nocy z 19 na 20 listopada dowództwa niemieckie ostrzegały, że Brytyjczycy mogą uderzyć z czołgami, ale spodziewały się, że natarcie poprzedzi kilkugodzinny ostrzał. Front między kanałami trzymały w praktyce dwie dywizje, 54 Dywizja i 20 Dywizja Landwehry, z niewielką artylerią. Wieczorem 19 listopada do Cambrai zaczęły przypadkiem przybywać pierwsze oddziały 107 Dywizji, przerzuconej z Rosji.

Rano było pochmurno i mglisto, wiał lekki wiatr z południowego zachodu. Elles, który w rozkazie z przeddnia bitwy zapowiedział, że sam poprowadzi czołgi, jechał w czołgu „Hilda” na czele maszyn prowadzących 6 Dywizję, pod największą flagą Korpusu Pancernego, jaką udało się zdobyć. O 6.10, jeszcze po ciemku, maszyny ruszyły, a ich hałas zagłuszały brytyjskie samoloty krążące nisko nad liniami.

Przełamanie

O 6.20, gdy czołgi i idąca za nimi piechota przekraczały brytyjską linię, nagle odezwało się ponad tysiąc dział. Ogień spadł na niemieckie baterie, punkty oporu i wsie na tyłach, a przed nacierającymi przesuwała się zasłona pocisków i dymu. Brytyjska historia oficjalna pisze, że obrońcy, ogłuszeni nagłą nawałą, zobaczyli wyłaniające się z mgły czołgi i że nawet tam, gdzie spodziewano się ataku, nikt nie wyobrażał sobie takiego natarcia. Niemiecki ogień zaporowy był spóźniony, rozproszony i niecelny. Większość żołnierzy w strefie placówek poddała się albo uciekła.

Na prawym skrzydle III Korpusu 12 Dywizja przeszła przez niemieckie linie wzdłuż drogi z Péronne do Cambrai, zdobyła las Lateau i farmę Bonavis i posunęła się o prawie cztery i pół kilometra. Obok niej 20 Dywizja zajęła wieś La Vacquerie i wyszła na drugą linię umocnień. 6 Dywizja w kilka godzin opanowała obie linie i wieś Ribécourt, gdzie wzięła kilkuset jeńców. Jej straty niewiele przekroczyły 450 ludzi, co dywizja przypisywała ścisłemu współdziałaniu piechoty z czołgami. Na lewym skrzydle IV Korpusu 62 Dywizja, złożona z Yorkshirczyków, po ostrych walkach zdobyła wieś i park zamkowy Havrincourt, a na zachód od Canal du Nord Irlandczycy z 36 Dywizji szturmem wzięli wielką hałdę ziemi z wykopów kanału i ruszyli na północ wzdłuż niemieckich okopów. Do około 11.30 Brytyjczycy opanowali Linię Hindenburga prawie na całym froncie natarcia i zaczęli zajmować stanowiska niemieckiej artylerii. W większości batalionów straty nie przekraczały osiemdziesięciu ludzi.

Brytyjskie lotnictwo, Royal Flying Corps, wspierało natarcie mimo mgły, która uniemożliwiała obserwację. Myśliwce wypadały z chmur, by bombardować i ostrzeliwać z niskiego pułapu niemieckie oddziały, baterie i kolumny. Według historii brytyjskiego lotnictwa potęgowały panikę wywołaną przez czołgi, ale płaciły za to wysoką cenę: około jednej trzeciej użytych w ten sposób samolotów nie wróciło, rozbiło się albo zostało poważnie uszkodzonych.

Flesquières

Jedynym miejscem, w którym natarcie się załamało, był grzbiet Flesquières w środku frontu. Szkoci z 51 Dywizji (Highland) generała George’a Harpera zdobyli bez większych trudności pierwszą linię, ale gdy ich czołgi wjechały na grzbiet i pokazały się na tle nieba, dostały się pod bezpośredni ogień niemieckich dział polowych ustawionych za wsią. Baterie 54 Dywizji, która wiosną nad Aisne nauczyła się strzelać do francuskich czołgów, wytaczały działa z ukryć i trafiały maszyny jedną po drugiej. W dwóch batalionach czołgów działających z 51 Dywizją artyleria trafiła 28 maszyn. Piechota, która szła dość daleko za nimi, natrafiła na nietknięte zasieki i ogień karabinów maszynowych z domów i parku zamkowego. Część historyków obarcza winą Harpera, który kazał swoim batalionom trzymać się dalej od czołgów, niż przewidywała instrukcja, inni uważają ten zarzut za przesadzony.

Z walk pod Flesquières narodziła się legenda. W raporcie Haiga znalazła się wzmianka o niemieckim oficerze artylerii, który sam obsługiwał działo i zniszczył wiele czołgów, aż zginął przy nim. Brytyjska historia oficjalna uważa, że takich strat nie mogło zadać jedno działo ani nawet jedna bateria. Według niemieckiego autora Zindlera, jedynego wiarygodnego świadectwa w tej sprawie, w strzelaniu do czołgów wzięły udział działa kilku baterii, a jeden podoficer, Krüger, obsługiwał samotnie jedno z nich i trafił kilka maszyn.

Po południu Szkoci kilka razy próbowali zdobyć wieś, ale nie zdołano zorganizować wspólnego natarcia piechoty i czołgów. Wiadomość o niepowodzeniu długo nie docierała do dowództw, a rano IV Korpus otrzymał nawet meldunek o „wielu jeńcach z Flesquières”, który wzięto za zdobycie wsi. Nie wykorzystano też okazji, by obejść Flesquières od wschodu przez pozycje 6 Dywizji. Wieś pozostała w rękach Niemców do nocy.

Masnières i kawaleria

Około 10.15 do natarcia ruszyła 29 Dywizja, która miała zdobyć przeprawy przez Kanał Saint-Quentin i otworzyć drogę kawalerii. Na lewym skrzydle jej oddziały z czołgami zajęły Marcoing, zanim Niemcy zdążyli wysadzić most kolejowy, oraz las Nine Wood i wieś Noyelles. Najważniejsza była jednak przeprawa w Masnières. Około 12.40 czołg z grupą piechurów uczepionych pancerza spróbował przejechać przez główny most, wcześniej uszkodzony przez Niemców. Konstrukcja załamała się i maszyna utknęła między jej złamanymi końcami. Innego mostu, który utrzymałby czołg, nie było. Piechota przechodziła na drugi brzeg pojedynczo, przez śluzę i kładki, a batalion z Nowej Fundlandii przekroczył kanał na zachodnim skraju miasteczka. Za kanałem żołnierze natrafili jednak na obsadzone okopy i silny ogień, a bez wsparcia artylerii i czołgów nie zdobyli linii Masnières–Beaurevoir.

Tymczasem po niemieckiej stronie panował chaos. Na odcinku od Masnières do Crèvecœur linia ta była przez kilka godzin zupełnie nieobsadzona, a przeprawy między Marcoing a Masnières bronił komendant kwatery 54 Dywizji z garstką ludzi. Brytyjska kawaleria nie zdołała jednak wykorzystać tej szansy. Po południu, gdy zaczęło mżyć, do Masnières dojechała kanadyjska brygada kawalerii. Tylko jeden szwadron kanadyjskiego pułku Fort Garry Horse przeprawił się przez śluzę i pogalopował w stronę Rumilly. Gdy dowódca szwadronu zginął, porucznik Harcus Strachan poprowadził jeźdźców do szarży na niemiecką baterię. Po zmroku ci, którzy przeżyli, puścili konie wolno i wrócili pieszo, przyprowadzając jeńców. Strachan otrzymał za to Krzyż Wiktorii. Dowódcy na miejscu uznali, że większe siły kawalerii nie przejdą przez kanał, i nikt nie wiedział o drewnianym moście półtora kilometra dalej, którego nie wykryło rozpoznanie. Dywizja kawalerii, która miała obejść Flesquières i ruszyć na Bourlon, dotarła pod Marcoing dopiero po południu i stanęła.

Na lewym skrzydle 62 Dywizja dokonała najgłębszego wdarcia tego dnia. Po południu, gdy czołgi zniszczyły dwa działa polowe, które wcześniej trafiły sześć maszyn, piechota z West Riding zajęła Graincourt, a po zmroku jedna kompania doszła do cukrowni przy drodze z Bapaume do Cambrai, u stóp grzbietu Bourlon. Wobec zapadającej ciemności i braku wsparcia na samo Bourlon nie uderzono.

Bilans dnia

Do 18.00 Brytyjczycy policzyli 102 oficerów i 4109 żołnierzy wziętych do niewoli, a liczba jeńców wciąż rosła. Zdobyto lub zniszczono około stu dział. Własne straty, według brytyjskiej historii oficjalnej, niewiele przekroczyły cztery tysiące ludzi. Przełamanie dwóch silnych linii okopów z pasem placówek przed nimi w nieco ponad cztery godziny nie miało precedensu na froncie zachodnim. Drogo kosztowało jednak czołgistów: z 378 czołgów bojowych do wieczora z walki wypadło 179, z czego 65 zostało trafionych przez artylerię, 71 się zepsuło, a 43 ugrzęzło lub uległo innym awariom. Ocalałe maszyny trzeba było zebrać, zatankować i naprawić, a wyczerpane załogi musiały odpocząć.

Po stronie niemieckiej 54 Dywizja wraz z artylerią została prawie rozbita, w podobnym stanie była 20 Dywizja Landwehry. Kwatermistrz generalny Erich Ludendorff, który spodziewał się raczej dalszych ataków we Flandrii, wkrótce po ósmej dowiedział się telefonicznie o natarciu i natychmiast skierował pod Cambrai posiłki z północy i południa, a dowództwa uzgodniły, że 2 Armia generała Georga von der Marwitza musi przywrócić położenie kontruderzeniem. Wieczorem nadchodzące bataliony 107 Dywizji obsadziły luki przed Cantaing, Noyelles i Masnières, a ze Flandrii, znad Aisne i spod Douai jechały koleją kolejne dywizje.

O 16.30 Douglas Haig spotkał się z Byngiem w Albert. Francuskie dywizje, które czekały pod Péronne na sygnał do pościgu, miały zostać na miejscu. Haig zgodził się, by 3 Armia uderzyła ponownie nazajutrz, zanim Niemcy zbiorą siły. Głównym celem miał być grzbiet Bourlon, którego zdobycie w rozkazach na 21 listopada nazwano sprawą „nadrzędnej wagi”. W nocy, w deszczu i ciemności, Niemcy po cichu opuścili Flesquières.

Kilka dni później w Wielkiej Brytanii na cześć zwycięstwa pod Cambrai zabiły dzwony. Radość okazała się przedwczesna: walki o grzbiet Bourlon trwały ponad tydzień, a 30 listopada Niemcy przeszli do kontrnatarcia, które odebrało Brytyjczykom większość zdobyczy z 20 listopada.