- Kategoria:
- Działania zbrojne
- Front:
- Front zachodni
- Data:
- 21 marca 1918
- Autor:
- Łukasz Skowroń
- Bitwa:
- Operacja Michael
21 marca 1918 roku, w czwartek, o 4.40 rano na froncie długości około 70–80 kilometrów, od Croisilles na południowy wschód od Arras po rzekę Oise pod La Fère, otworzyło ogień ponad sześć tysięcy niemieckich dział i kilka tysięcy moździerzy okopowych. Tak zaczęła się operacja Michael, pierwsza z wielkich ofensyw, którymi Erich Ludendorff chciał wygrać wojnę, zanim do Francji dotrą masy żołnierzy amerykańskich. Po pięciu godzinach ostrzału niemiecka piechota ruszyła w gęstej mgle na brytyjską 5 Armię generała Huberta Gougha i prawe skrzydło 3 Armii generała Juliana Bynga. Do wieczora przeszła przez prawie całą przednią strefę obrony Gougha i wdarła się w główną. Był to drugi najgorszy dzień w historii armii brytyjskiej, po 1 lipca 1916 roku: Brytyjczycy stracili około 38,5 tysiąca ludzi, w tym około 21 tysięcy jeńców. Godziny podajemy za brytyjską historią oficjalną.
Przed świtem
Brytyjczycy wiedzieli, że uderzenie nadchodzi. Od tygodni obserwowali z powietrza nowe drogi, składy amunicji i lotniska za frontem między Arras a Saint-Quentin, a wieczorem 20 marca w wypadzie na okopy niemieckie wzięli jeńców, którzy zeznali, że atak nastąpi następnego dnia, a ostrzał zacznie się o 4.40. Wiadomość przekazano telefonicznie do sztabu 5 Armii, a stamtąd do kwatery głównej i sąsiednich armii. Niemcy w tym czasie kończyli przygotowania, jakich front zachodni jeszcze nie widział. Po pokoju z Rosją i zimowym przerzucie dywizji ze wschodu zebrali do natarcia 63 dywizje. Naprzeciw 5 Armii, która broniła 68 kilometrów frontu dwunastoma dywizjami piechoty i trzema kawalerii, stanęło ich około czterdziestu trzech. Dywizje szturmowe zajęły pozycje wyjściowe w nocy z 19 na 20 marca, a noc z 20 na 21 miały na przygotowanie się do ataku.
Wieczorem 20 marca nad dolinami Sommy i Oise zaczęła się zbierać mgła. Do rana zgęstniała tak, że w dolinie Oise i nad Kanałem Saint-Quentin kolumny żołnierzy znikały z oczu po dziesięciu, dwunastu metrach. Brytyjska historia oficjalna nazwała ją potem „szczęściem Niemców”. Najgęstsza i najtrwalsza była na prawym skrzydle 5 Armii, gdzie utrzymała się do około 13. Na północy, przed 3 Armią, rozwiała się szybciej i około 10 widoczność była tam już całkiem dobra.
Ostrzał
Ostrzał rozpoczął się nagle, uderzeniem wszystkich baterii jednocześnie. Zaplanował go według metody wypróbowanej pod Rygą podpułkownik Georg Bruchmüller, doradca artyleryjski 18 Armii. Artyleria niemal się nie wstrzeliwała, strzelała według map i obliczeń, a jej ogień przechodził przez kolejne fazy. Przez pierwsze dwie godziny biła mieszaniną pocisków gazowych i burzących w brytyjskie baterie, stanowiska dowodzenia, centrale telefoniczne, kwatery i obozy. Potem przez kilkadziesiąt minut przenosiła ogień na linie piechoty, sprawdzając odległości, a od około 7.10 przez ponad godzinę biła w okopy, wsparta moździerzami. Brytyjczycy relacjonowali, że powietrze zdawało się drżeć od wybuchów. Według różnych szacunków w ciągu pięciu godzin wystrzelono od ponad miliona do 3,5 miliona pocisków.
Niemcy dobrze rozpoznali cele. Zakopane głęboko kable telefoniczne, prowadzące do przedniej strefy, zostały niemal wszystkie przecięte, bo ich trasy sfotografowano z powietrza i ostrzelano miejsca skrzyżowań. Stanowiska baterii zalał gaz, który w połączeniu z mgłą tworzył ciężką, mdlącą mieszaninę. Żołnierze aż do około 11 musieli nosić maski. Na sygnał „Bustle” (krzątanina) oddziały z tyłów ruszyły na wyznaczone stanowiska w strefie bitwy. W maskach, w ciemności i mgle szli, trzymając się jeden drugiego „jak ślepcy”, ale prawie wszędzie dotarli na czas. Na łuk Flesquières, wysunięty w stronę Cambrai od czasu bitwy pod Cambrai, spadł iperyt. Brytyjski szef służby gazowej zauważył, że to znak, iż Niemcy nie zamierzają go atakować, tylko odciąć. Do wieczora gaz zatruł tam prawie trzy tysiące żołnierzy 47 i 63 Dywizji. Ostrzał spadł także na odcinek 1 Armii nad kanałem La Bassée i na front francuski w Szampanii, ale w obu miejscach była to tylko demonstracja.
Szturm
Około 9.40 niemiecka piechota ruszyła za wałem ogniowym. Pierwsze rzuty, oddziały szturmowe, z karabinami na plecach, ale z workami granatów, omijały reduty i gniazda karabinów maszynowych i szły jak najgłębiej, a za nimi postępowały oddziały z karabinami maszynowymi, miotaczami ognia, moździerzami i działami polowymi. Brytyjska przednia strefa składała się z rozrzuconych placówek i redut, które miały się wspierać ogniem. We mgle nie widziały ani siebie nawzajem, ani nieprzyjaciela. Rakiety wzywające ogień zaporowy ginęły w mgle, gońcy błądzili, gołębie padały od gazu, a lotnicy na froncie 5 Armii do południa nie widzieli nic. Dowódcy w strefie bitwy przez wiele godzin nie wiedzieli, co dzieje się przed nimi, a kwatera główna marszałka Douglasa Haiga dowiedziała się o ruszeniu niemieckiej piechoty dopiero po 11. Przyjęła tę wiadomość niemal z ulgą: uderzenie spadło na front 5 i 3 Armii, gdzie się go spodziewano, a nie na północy, przed portami nad kanałem La Manche.
Wiele załóg walczyło do końca. Na Manchester Hill pod Saint-Quentin 16 batalion pułku Manchester bronił się do około 16.30. Jego dowódca, podpułkownik Wilfrith Elstob, poległ, a ostatnią wiadomością, jaka od niego przyszła, było „Do widzenia”. Pośmiertnie odznaczono go Krzyżem Wiktorii. Sąsiednie reduty, obsadzone przez batalion pułku Worcestershire i oddział lekkiej piechoty z Oxfordshire i Buckinghamshire, padły między 16.30 a 17.15. Ich obrońcy próbowali przebić się do strefy bitwy, ale wszyscy zginęli albo dostali się do niewoli. Brytyjska historia oficjalna podkreśla, że czołowe ataki niemieckie wszędzie zawodziły, a Niemcy wygrywali, znajdując drogę na flanki i tyły. W przedniej strefie było jednak za dużo młodych, niedoświadczonych żołnierzy i oficerów, a obrona w małych, odciętych od siebie placówkach nie odpowiadała, jak to ujął jeden ze starych podoficerów, brytyjskiemu zwyczajowi walki w linii.
Popołudnie i wieczór
Najgorzej było na prawym skrzydle 5 Armii, między Oise a Sommą, gdzie mgła trzymała się najdłużej. Niemcy przeszli tam przez Oise pod La Fère, a koło południa przełamali obronę na płaskowyżu Essigny na południowy zachód od Saint-Quentin i zaczęli wdzierać się w strefę bitwy. Gough około 15 objechał samochodem sztaby wszystkich czterech korpusów. W III Korpusie usłyszał, że 14 Dywizja została mocno pobita i odrzucona daleko w tył, i postanowił wycofać cały korpus za kanał Crozat. W XVIII Korpusie generał Ivor Maxse zapewnił go, że strefa bitwy jest cała, choć osiem batalionów przedniej strefy zostało niemal zniszczonych. XIX Korpus stracił przednią strefę, a jego skrzydła były zagrożone. VII Korpus utracił Ronssoy, ale poza tym trzymał się dobrze. Gough polecił dowódcom prowadzić walkę opóźniającą i bronić się jak najdłużej, nie dając jednak zniszczyć swoich wojsk w obronie jednej pozycji.
Przeciw 3 Armii 17 Armia generała Ottona von Belowa zdobyła do 10 przednie okopy od Boursies po Bullecourt, a do 13 doszła do przedniej części strefy bitwy. Najciężej ucierpiały brytyjskie 51, 6, 59 i 34 Dywizja, a z pięciu dywizji odwodu 3 Armii trzy trzeba było rzucić do walki. Po południu niemieckie natarcie straciło jednak impet. Niemieckie sprawozdania mówiły o „nieoczekiwanie silnym oporze” i „rozpaczliwej” aktywności brytyjskich lotników, którzy przy lepszej widoczności atakowali kolumny maszerujące drogami. Łuk Flesquières pozostał w brytyjskich rękach, bo dwa skrzydła niemieckiego natarcia nie zdołały się za nim połączyć.
Do zmroku 5 Armia straciła prawie całą przednią strefę, a na prawym skrzydle także część strefy bitwy, od Tergnier nad Oise po Seraucourt-le-Grand nad Sommą. Na froncie 3 Armii Niemcy stali przed strefą bitwy albo w jej przedniej części. Według obliczeń historyka Martina Middlebrooka Brytyjczycy stracili tego dnia około 38,5 tysiąca ludzi, z czego około 7,5 tysiąca zabitych i około 21 tysięcy jeńców, wielu z nich rannych lub zatrutych gazem. Brytyjska Komisja Grobów Wojennych upamiętnia dziś ponad 8 tysięcy żołnierzy zmarłych we Francji tego jednego dnia. Straty niemieckie były mniej więcej takie same: według Middlebrooka w 31 dywizjach, które poszły tego dnia do ataku, wyniosły około 40 tysięcy ludzi.
Po stronie niemieckiej
W niemieckim dowództwie wyniki pierwszego dnia przyjęto bez entuzjazmu. Komunikat stwierdzał krótko, że od południowego wschodu od Arras po La Fère zaatakowano pozycje brytyjskie i „wszędzie zdobyto pierwsze linie nieprzyjaciela”. Następca tronu bawarskiego Rupprecht, którego grupa armii prowadziła natarcie 17 i 2 Armii, zanotował, że nie zdobyto, jak oczekiwano, brytyjskich stanowisk artylerii, a liczba wziętych dział i jeńców jest niewielka. Prawdziwy sukces odniosła tylko 18 Armia generała Oskara von Hutiera na lewym skrzydle, która trafiła na słabe miejsce. Ludendorff jeszcze tego dnia skierował do niej sześć nowych dywizji i zatrzymał przy armiach atakujących ciężką artylerię, którą w razie powodzenia zamierzał przesunąć na północ, pod Arras. Inaczej przyjął wiadomości z frontu cesarz Wilhelm II, który obserwował bitwę z punktu obserwacyjnego 18 Armii i dzień wcześniej formalnie objął naczelne dowództwo w tej bitwie. W liście do jednego z sejmów krajowych ogłosił pełne zwycięstwo, a następnego dnia odznaczył feldmarszałka Hindenburga Krzyżem Żelaznym ze złotymi promieniami, którego jedynym wcześniejszym kawalerem był feldmarszałek Blücher (w 1815 roku).
Mimo zastrzeżeń dowódców 21 marca był dla Niemców wielkim osiągnięciem. Po raz pierwszy od 1914 roku na froncie zachodnim przerwano w ciągu jednego dnia obronę przygotowaną w głąb. Następnego dnia, znów w mgle, Niemcy uderzyli na osłabione dywizje Gougha, które straciły już połowę piechoty, a 5 Armia zaczęła odwrót za Sommę.