Rozkaz ewakuacji Suvli i Anzac
O 9.30 rano 8 grudnia 1915 roku generał William Birdwood, dowódca Armii Dardanelskiej, otrzymał w swojej kwaterze na wyspie Imbros depeszę lorda Kitchenera: „Gabinet postanowił niezwłocznie ewakuować pozycje pod Suvlą i Anzac. Helles zostanie na razie utrzymany”. Decyzję podjęto w Londynie dzień wcześniej, 7 grudnia, ale depesza przyszła z opóźnieniem. Wysłano ją do naczelnego dowódcy, generała Charlesa Monro, w nowym szyfrze, którego klucz miał tylko on, a Monro właśnie odpłynął z Mudros do Salonik. Ministerstwo Wojny musiało powtórzyć wiadomość starym szyfrem i dopiero wtedy przeczytano ją na Imbros. Po ośmiu miesiącach walk na półwyspie Gallipoli zapadł wyrok na dwa z trzech brytyjskich przyczółków.
Dwa tygodnie wahań
Rozkaz kończył długie wahania. 22 listopada Kitchener, po obejrzeniu przyczółków, zalecił ewakuację Suvli i Anzac, a następnego dnia Komitet Wojenny opowiedział się za opuszczeniem całego półwyspu. Gabinet nie umiał się jednak zdecydować. Lord George Curzon uprosił czas na memoriał przeciwko ewakuacji. Ostrzegał w nim przed nocną paniką na plażach, „zatapianiem łodzi” i „hekatombami zabitych”, a sztab generalny sam przewidywał, że wycofanie może kosztować nawet 50 tysięcy ludzi. Podobnie pisał sekretarz Komitetu Obrony Imperium Maurice Hankey, który proponował użyć na Gallipoli dywizji zwalnianych w Salonikach.
Tymczasem pogoda sama zdawała się rozstrzygać sprawę. Od 26 do 30 listopada nad półwyspem szalała burza, ulewa, a potem śnieżyca i mróz. Brytyjska historia oficjalna podaje, że pod samą Suvlą odnotowano ponad 5 tysięcy przypadków odmrożeń, a ponad 200 ludzi utonęło w zalanych okopach albo zamarzło. 1 grudnia Kitchener zawiadomił Monro, że gabinet wciąż nie postanowił, a przygotowania do ewakuacji trzeba wstrzymać. Następnego dnia, licząc na dywizje, które można było zabrać z Salonik, i pod wrażeniem wiadomości o odwrocie spod Ktezyfonu, sam zmienił zdanie i zapytał, czy Monro, gdyby dostał cztery dywizje z Salonik, mógłby znów zaatakować pod Suvlą. Monro stanowczo odradzał, a Birdwood i dowódca IX Korpusu generał Julian Byng, choć twierdzili, że ze świeżymi wojskami da się zyskać trochę terenu, o tej porze roku nie zalecali nowego natarcia.
Rozstrzygnęły narady sojuszników. 4 grudnia w Calais Brytyjczycy domagali się wycofania wojsk także z Salonik, a francuski premier Aristide Briand niechętnie się zgodził, ale już następnego dnia Paryż zażądał ponownego rozpatrzenia sprawy. 6 grudnia na konferencji wojskowej w kwaterze głównej generała Joffre’a w Chantilly wszyscy uczestnicy uznali, że półwysep Gallipoli trzeba w całości ewakuować, a Saloniki utrzymać. 7 grudnia zebrał się gabinet. Brytyjska historia oficjalna pisze, że możliwości zostało już niewiele: porzucenie Salonik oznaczałoby zerwanie z Francją, a dowódcy na miejscu nie chcieli nowych dywizji na Gallipoli. Ministrowie postanowili więc ewakuować Suvlę i Anzac. Helles miał zostać „na razie”, po części dlatego, że Admiralicja chciała w ten sposób pilnować wejścia do cieśnin przed niemieckimi okrętami podwodnymi, a po części, by nie przyznawać otwarcie, że cała kampania skończyła się klęską.
Protest floty
Najgoręcej sprzeciwiała się marynarka. Wiceadmirał Rosslyn Wemyss, który zastępował dowódcę floty przebywającego na urlopie w Anglii, i jego szef sztabu komodor Roger Keyes wciąż wierzyli, że okręty zdołają przedrzeć się przez Dardanele. Brytyjskie okręty podwodne niszczyły tureckie statki na Morzu Marmara, a 2 grudnia pancernik Agamemnon zburzył most na drodze przez przesmyk Bulair, którą Turcy dowozili zaopatrzenie na półwysep. Keyes wspominał, że w nocy obudził go sekretarz admirała z depeszą: „Wobec jednomyślnej opinii wojskowych rząd Jego Królewskiej Mości postanowił skrócić front, ewakuując Anzac i Suvlę”. „Odwróciłem twarz do burty i poczułem się niemal pokonany” – pisał. Jeszcze 8 grudnia Wemyss zatelegrafował do Admiralicji, że flota jest gotowa sforsować cieśniny i odciąć Turków na półwyspie od zaopatrzenia, a osobno napisał do pierwszego lorda Admiralicji Arthura Balfoura. Odpowiedź była odmowna i 12 grudnia admirał zawiadomił, że podporządkowuje się rozkazowi „z największym żalem i niepokojem”.
Początek ewakuacji
Na przyczółkach rozkazu nie trzeba było długo przygotowywać. Od końca listopada sztaby zbierały plany, a pod Anzac generał Alexander Godley już od 24 listopada wprowadzał okresy zupełnej ciszy, w których nie strzelali ani snajperzy, ani artyleria, by Turcy przywykli, że cichy okop nie znaczy okopu pustego. Jeszcze 8 grudnia Birdwood wysłał na Suvlę i Anzac tajny rozkaz rozpoczęcia tak zwanego etapu pośredniego. Według australijskiej historii oficjalnej pod Anzac znali go tylko Godley i jego szef sztabu, generał Brudenell White. Żołnierzom tłumaczono, że część oddziałów odchodzi, by zmniejszyć kłopoty z wodą i zaopatrzeniem. Pod Suvlą i Anzac było wtedy około 83 tysięcy ludzi, z czego pod samym Anzac nieco ponad 36 tysięcy i 97 dział.
9 grudnia na naradzie na Imbros ustalono, że ostatni etap pod każdym z przyczółków musi się zmieścić w dwóch nocach. Flota mogła w ciągu jednej nocy zabrać z jednego miejsca najwyżej 10 tysięcy ludzi, więc ostatnie załogi Suvli i Anzac nie mogły liczyć więcej niż po 20 tysięcy żołnierzy. Wszystko zależało od pogody, od tego, czy Turcy niczego nie zauważą, i od naprawy falochronu w zatoce Kephalo na Imbros, gdzie po listopadowej burzy brakowało schronienia dla barek desantowych. Przez następne dziesięć dni z plaż co noc odpływały oddziały, działa, muły i zapasy, a w dzień przyczółki miały wyglądać tak samo jak zawsze.