- Kategoria:
- Wojsko
- Front:
- Wojna na morzu
- Data:
- 5 czerwca 1916
- Autor:
- Łukasz Skowroń
5 czerwca 1916 roku wieczorem, w czasie sztormu u zachodnich wybrzeży Orkadów, brytyjski krążownik pancerny Hampshire wszedł na minę i w ciągu kilkunastu minut zatonął. Na pokładzie płynął do Rosji minister wojny, marszałek polny lord Kitchener, ze swoim sztabem. Zginął wraz z niemal całą załogą okrętu. Uratowało się dwunastu marynarzy. Najsłynniejszy żołnierz imperium, twórca masowej armii ochotniczej, miał 65 lat.
Misja do Rosji
Wiosną 1916 roku Rosja domagała się od Wielkiej Brytanii coraz większych dostaw broni i amunicji oraz kredytów na ich zakup. Londyn nie mógł spełnić wszystkich tych żądań bez naruszenia zobowiązań finansowych wobec innych sojuszników, ale nie chciał też urazić sprzymierzeńca, który od dwóch lat ponosił ogromne straty. Postanowiono wysłać do Rosji wysłannika najwyższej rangi, który wytłumaczy rosyjskim ministrom brytyjską politykę i omówi plany wspólnych działań na ten rok. Wybór padł na Kitchenera, którego autorytet za granicą był niemal równie wielki jak w kraju. Car Mikołaj II przyjął tę kandydaturę z radością i osobiście zaprosił marszałka do siebie. 26 maja Kitchener zgodził się stanąć na czele misji wojskowej i finansowej. Jej celem był Archangielsk, port na Morzu Białym, skąd delegacja miała jechać dalej koleją.
Dla Kitchenera wyjazd był też odpoczynkiem od kłopotów w kraju. Jego pozycja w rządzie słabła od miesięcy. Od grudnia 1915 roku doradcą rządu w sprawach strategii był już nie on, lecz szef Imperialnego Sztabu Generalnego, generał William Robertson, a politycy i prasa obarczali ministra winą za braki amunicji i niepowodzenie w Dardanelach.
Ostatni rejs Hampshire’a
Kitchener i jego świta przybyli do Scapa Flow 5 czerwca. Zjedli obiad z admirałem Johnem Jellicoe na jego okręcie flagowym. Rozmowa dotyczyła głównie bitwy jutlandzkiej, stoczonej kilka dni wcześniej. Brał w niej udział także Hampshire, krążownik ze składu Grand Fleet, któremu teraz powierzono przewiezienie misji. Po południu goście weszli na jego pokład.
Od północnego wschodu wiał silny sztorm. Jellicoe miał do wyboru trzy trasy. Uznał, że droga wzdłuż wschodnich brzegów Orkadów jest zbyt wystawiona na wiatr i że w poprzednich dniach widziano tam okręty podwodne, a na trasie przez cieśninę Pentland trałowce nie zdążyły w burzy oczyścić toru wodnego. Wybrał więc drogę tuż przy zachodnim brzegu wyspy Mainland, zwykle używaną przez okręty pomocnicze floty, osłoniętą przy tym wietrze od fal. Nie wiedziano, by Niemcy kiedykolwiek stawiali miny tak daleko na północy. Za ten wybór Jellicoe był potem krytykowany.
Hampshire wyszedł w morze około 16.45, a godzinę później dołączyły do niego dwa niszczyciele eskorty. Wkrótce wiatr skręcił na północ i północny zachód, i okręty znalazły się pod uderzeniem fal. Niszczyciele nie nadążały, więc komandor Herbert Savill odesłał je do bazy i płynął dalej sam. Według brytyjskiej historii oficjalnej około 19.40 (część źródeł podaje godziny późniejsze) między Marwick Head a Brough of Birsay, około półtorej mili od brzegu, pod dziobową częścią okrętu nastąpił potężny wybuch. Okręt przechylił się na prawą burtę i po kilkunastu minutach poszedł na dno dziobem naprzód. Szalupy, spuszczane na wzburzone morze, rozbijały się o burtę. Niektórzy ocaleni widzieli Kitchenera na pokładzie, ale jego ciała nigdy nie odnaleziono.
Do brzegu dotarło na tratwach czternastu ludzi. Dwóch zmarło, zanim dotarła do nich pomoc. Według ustaleń z okazji stulecia katastrofy zginęło 737 osób, w tym Kitchener i wszyscy członkowie jego misji, wśród nich generał brygady Wilfred Ellershaw, jego sekretarz wojskowy podpułkownik Oswald FitzGerald i dyplomata Hugh O’Beirne. Wcześniej podawano mniejsze liczby, zwykle około 650. Okręt wszedł na pole minowe, które w nocy z 28 na 29 maja postawił niemiecki podwodny stawiacz min U-75 kapitana Kurta Beitzena. Według niemieckiej historii oficjalnej było to 22 miny, inne źródła podają więcej. Miny miały uderzyć w Grand Fleet, gdyby ta wyszła na morze przeciw flocie Scheera, i w bitwie jutlandzkiej nie odegrały żadnej roli.
Reakcje i pogłoski
Wiadomość o katastrofie dotarła do opinii publicznej 6 czerwca i wstrząsnęła całym imperium. Dla wielu Brytyjczyków Kitchener był symbolem wojny i gwarancją zwycięstwa, a jego twarz z werbunkowych plakatów znał każdy. Król Jerzy V zapisał w dzienniku, że to ciężki cios dla niego, kraju i sojuszników, i polecił oficerom nosić przez tydzień czarne opaski. Dowódca wojsk brytyjskich we Francji, generał Douglas Haig, miał zapytać, jak sobie bez niego poradzą. Nie brakowało jednak polityków, którzy w duchu przyjęli tę śmierć z ulgą, bo uważali starego marszałka za przeszkodę w prowadzeniu wojny. 13 czerwca w katedrze św. Pawła w Londynie odprawiono nabożeństwo żałobne. Ministerstwo wojny tymczasowo objął premier Herbert Henry Asquith, a na początku lipca Kitchenera zastąpił David Lloyd George.
Nagła śmierć tak sławnej postaci szybko obrosła legendami. Wielu ludzi nie wierzyło, że Kitchener zginął, i czekało na jego powrót. Inni szukali zdrajców. Mówiono o niemieckich szpiegach, o bombie podłożonej przez irlandzkich republikanów, a po wojnie burski awanturnik i niemiecki agent Fritz Duquesne twierdził, że sam doprowadził do zatopienia krążownika. Erich Ludendorff przypisywał tę śmierć rosyjskim przeciwnikom caratu. W latach dwudziestych poeta Alfred Douglas oskarżył Winstona Churchilla o udział w spisku i za to pomówienie trafił na pół roku do więzienia. Żadna z tych teorii nie znalazła potwierdzenia. Wszystko wskazuje, że Hampshire zatonął na niemieckiej minie, a Kitchener zginął przez splot niefortunnych decyzji i złej pogody.