- Kategoria:
- Dyplomacja
- Data:
- 3 lutego 1917
- Autor:
- Natalia
- Tagi:
- Stany Zjednoczone, Niemcy, Woodrow Wilson, neutralność
3 lutego 1917 roku o drugiej po południu prezydent Woodrow Wilson stanął w sali Izby Reprezentantów przed połączonymi izbami Kongresu i oznajmił, że Stany Zjednoczone zrywają wszelkie stosunki dyplomatyczne z Cesarstwem Niemieckim. Trzy minuty wcześniej radca prawny Departamentu Stanu Lester Woolsey wręczył w ambasadzie niemieckiej hrabiemu Johannowi Heinrichowi von Bernstorffowi notę sekretarza stanu i paszporty dla ambasadora i jego personelu. Ambasador amerykański w Berlinie James W. Gerard został odwołany. Była to odpowiedź na ogłoszenie przez Niemcy nieograniczonej wojny podwodnej, które Bernstorff przekazał w Waszyngtonie trzy dni wcześniej.
Trzy dni namysłu
Sekretarz stanu Robert Lansing od pierwszej chwili uważał, że zerwanie jest jedynym wyjściem. Wilson groził nim już w kwietniu 1916 roku w nocie w sprawie Sussexa i Niemcy ustąpili wtedy, obiecując, że nie będą zatapiać statków handlowych bez ostrzeżenia i bez ratowania ludzi. Teraz cofali tę obietnicę z kilkugodzinnym uprzedzeniem. Prezydent, który jeszcze tydzień wcześniej proponował Niemcom pośrednictwo i mówił o „pokoju bez zwycięstwa”, długo się wahał. Lansing zapisał, że wieczorem 31 stycznia Wilson mówił mu, iż coraz bardziej przekonuje się, że „cywilizacja białych” i jej panowanie w świecie zależą w dużej mierze od tego, czy Ameryka zachowa siły, by po wojnie odbudować zniszczone narody. Dlatego był gotów na wszystko, byle nie wciągnąć kraju do wojny. Lansing odpowiadał, że jeśli Stany Zjednoczone nie dotrzymają tego, co zapowiedziały, żaden naród nie będzie się z nimi liczył. Prezydent polecił mu jednak przygotować projekt noty zrywającej stosunki. Następnego dnia rozmawiali znowu, tym razem z udziałem pułkownika Edwarda Mandella House’a, który przyjechał tego ranka do Waszyngtonu.
2 lutego od wpół do trzeciej do za kwadrans piąta obradował gabinet. Według notatki Lansinga prezydent sprawiał wrażenie, jakby opierał się zerwaniu. Wspierał go sekretarz pracy William B. Wilson (niespokrewniony z prezydentem), a poczmistrz generalny Albert Burleson wydawał się mu sprzyjać. Pozostali ministrowie opowiadali się za zerwaniem, a najbardziej stanowczo sekretarz skarbu William Gibbs McAdoo i sekretarz rolnictwa David F. Houston. Gdy Lansing dowodził, że trwały pokój wymaga demokratyzacji wszystkich narodów i że w interesie Ameryki leży zwycięstwo aliantów, Wilson odparł: „Nie jestem tego taki pewien”, i zaczął wywodzić, że remis przyniósłby zapewne więcej sprawiedliwości. Część ministrów była wstrząśnięta. Lansing sądził, że prezydent tylko prowokuje do wymiany argumentów, a decyzję w duchu już podjął. Pod koniec posiedzenia Wilson odczytał projekt noty, który ograniczał się do wytknięcia Niemcom złamanej obietnicy. Po południu rozmawiał na Kapitolu z przywódcami Senatu, między innymi z przewodniczącym komisji spraw zagranicznych Williamem J. Stone’em. Rano 3 lutego wezwał Lansinga do Białego Domu i oznajmił mu, że wręczy Bernstorffowi paszporty i odwoła Gerarda, a o drugiej wystąpi przed Kongresem.
Przemówienie
Wilson przypomniał Kongresowi notę w sprawie Sussexa, niemieckie przyrzeczenie z 4 maja 1916 roku i amerykańskie zastrzeżenie, że poszanowanie praw obywateli Stanów Zjednoczonych nie może zależeć od postępowania innych państw. Teraz Niemcy nagle i bez żadnej zapowiedzi wycofali swoje uroczyste zapewnienie. Rząd nie miał więc wyboru zgodnego z godnością i honorem Stanów Zjednoczonych poza krokiem, który zapowiedział w kwietniu.
Prezydent nie zamykał jednak drogi do pokoju. „Nie chcę wierzyć, że władze niemieckie naprawdę zamierzają zrobić to, przed czym nas ostrzegły” – mówił. Nie potrafił uwierzyć, że Niemcy zniszczą amerykańskie statki i odbiorą życie amerykańskim obywatelom. „Tylko rzeczywiste, jawne czyny z ich strony mogą mnie o tym przekonać”. Jeśli tak się stanie, przyjdzie ponownie do Kongresu i poprosi o upoważnienie do użycia wszelkich środków potrzebnych do ochrony amerykańskich marynarzy i obywateli na morzu. Zapewniał, że Ameryka nie pragnie wojny: „Jesteśmy szczerymi przyjaciółmi narodu niemieckiego”. Wyraził też przekonanie, że wszystkie rządy neutralne postąpią tak samo. Jeszcze tego dnia Departament Stanu polecił amerykańskim przedstawicielom w krajach neutralnych zawiadomić ich rządy o zerwaniu i zasugerować im podobny krok.
Wiele amerykańskich gazet domagało się twardej postawy wobec Berlina już od ogłoszenia wojny podwodnej, a największy dziennik niemieckojęzyczny w kraju, nowojorska „Staats-Zeitung”, 5 lutego wezwał czytelników do lojalności wobec amerykańskiej flagi, nawet gdyby oznaczało to walkę z Niemcami. Tego samego dnia, w którym Wilson przemawiał, u wysp Scilly U-53 kapitanlejtnanta Hansa Rosego zatopił amerykański frachtowiec Housatonic, wiozący pszenicę do Londynu. Rose zatrzymał go jednak strzałem ostrzegawczym, pozwolił załodze zejść do łodzi i holował je półtorej godziny w stronę lądu. Nikt nie zginął, więc w Waszyngtonie nie uznano tego za „jawny czyn”, na który czekał prezydent.
Wyjazd ambasadorów
Bernstorff spodziewał się takiego obrotu sprawy. Twierdził później, że już rano 31 stycznia polecił unieruchomić maszyny niemieckich statków, które od 1914 roku stały w amerykańskich portach, i że załogi zdążyły to zrobić, zanim jednostki objęła straż. Opiekę nad interesami Niemiec w Stanach Zjednoczonych przejęło poselstwo szwajcarskie. Od chwili zerwania ambasadę strzegła i obserwowała policja, ale przyjaciele, jak wspominał Bernstorff, do końca zapraszali go z żoną na obiady. Przygotowania do wyjazdu około dwustu Niemców, pracowników ambasady i konsulatów z rodzinami, trwały jedenaście dni. 14 lutego Bernstorff odpłynął z Nowego Jorku na duńskim statku Frederik VIII. Brytyjczycy na mocy listu żelaznego mieli tylko przeszukać statek w Halifaksie, ale zatrzymali go tam na dwanaście dni.
Gerard nie dostał z Waszyngtonu wiadomości od razu. W niedzielę 4 lutego, gdy siadał do obiadu z niemieckimi gośćmi, ktoś przyniósł południowe wydanie berlińskiej gazety z doniesieniem o zerwaniu. W poniedziałek, po otrzymaniu oficjalnej depeszy, zażądał w Urzędzie Spraw Zagranicznych paszportów. Niemcy zatrzymali go jednak w Berlinie przez prawie tydzień. Odcięto ambasadzie telegraf, telefon i pocztę, a hrabia Adolf von Montgelas tłumaczył, że krążą pogłoski o złym traktowaniu Bernstorffa i konfiskacie niemieckich statków w Ameryce. Zażądał też, by Gerard podpisał lub uzyskał zgodę na podpisanie umowy, która potwierdzała stary traktat prusko-amerykański z 1799 roku i uzupełniała go o nowe, korzystne dla Niemiec klauzule o traktowaniu obywateli obu państw i ich majątku na wypadek wojny. Gerard odmówił, tym bardziej że nie pozwolono mu nawet wysłać szyfrowanej depeszy do Waszyngtonu. Opiekę nad amerykańskimi interesami w Niemczech przejęła ambasada Hiszpanii. Wieczorem w sobotę 10 lutego specjalny pociąg z ambasadorem i około 120 Amerykanami odjechał z dworca Poczdamskiego do Szwajcarii.
Zaskoczenie w Berlinie
Niemieckie kierownictwo liczyło, że Ameryka przełknie wojnę podwodną. Wieczorem 3 lutego kanclerz Theobald von Bethmann Hollweg i sekretarz stanu Arthur Zimmermann, zanim do Berlina dotarła wiadomość z Waszyngtonu, długo wypytywali Gerarda o nastroje w Ameryce i prosili go o pomoc w utrzymaniu pokoju. Zimmermann przyznał, że w dniach przed 1 lutego często myślał, by uprzedzić ambasadora, ale wiedział, że ten powie tylko, iż skończy się to zerwaniem. Liczono więc, że fakt dokonany zostanie przyjęty, skoro Ameryka chce pokoju. Kanclerz mówił też o wielkiej nienawiści wojskowych i marynarki do Ameryki, a Gerard depeszował, że nawet w razie wojny niemieccy wojskowi liczą na zagłodzenie Anglii, zanim Stany Zjednoczone zdążą cokolwiek zrobić. Opowiadano mu też, że w niedzielę rano poseł do Reichstagu Gustav Stresemann tłumaczył na zebraniu swojej partii, dlaczego Ameryka nic nie zrobi, a gdy skończył, ktoś z sali odczytał z południowej gazety wiadomość o zerwaniu stosunków.
Neutralni
Apel Wilsona do państw neutralnych w Europie nie znalazł odzewu. Dania odpowiedziała, że jej położenie zbyt się różni od położenia Stanów Zjednoczonych, by można było je porównywać, a Norwegia, Szwecja i Dania postanowiły ograniczyć się do wspólnego protestu w Berlinie. Holandia, Hiszpania i Szwajcaria również wysłały Niemcom stanowcze protesty, ale stosunków nie zerwały. Państwa położone w zasięgu niemieckiej armii i floty nie mogły sobie pozwolić na więcej.
Cieplej odpowiadała Ameryka Łacińska. Brazylijski minister spraw zagranicznych zapowiedział, że jego kraj odrzuci niemiecką notę, i zapewnił, że w każdym razie poprze stanowisko Stanów Zjednoczonych, bo „Ameryka musi trzymać się razem”. 8 lutego Brazylia oznajmiła, że nie uzna niemieckiej blokady i obarczy Niemcy odpowiedzialnością za wszelkie szkody. Protestowały też między innymi Argentyna, Chile, Peru, Urugwaj i Boliwia, a rządy kilku państw Ameryki Środkowej zapewniały o swojej sympatii. W Pekinie rząd przez kilka dni naradzał się nad amerykańskim apelem i dopytywał posła Stanów Zjednoczonych, czy Chiny mogą liczyć na pomoc i miejsce na konferencji pokojowej. 9 lutego Chiny zaprotestowały w Berlinie i zagroziły, że jeśli protest nie odniesie skutku, zerwą z Niemcami stosunki dyplomatyczne.
Co dalej
Wilson wciąż miał nadzieję, że Niemcy nie zaatakują amerykańskich statków. Amerykańscy armatorzy woleli jednak zatrzymać je w portach, niż ryzykować rejsy bez ubezpieczenia i ochrony. 26 lutego prezydent poprosił Kongres o zgodę na uzbrojenie statków handlowych. Kilka dni później amerykańska prasa opublikowała telegram Zimmermanna, a w marcu okręty podwodne zatopiły kilka amerykańskich statków. Chiny zerwały stosunki z Niemcami 14 marca, a 6 kwietnia 1917 roku Stany Zjednoczone wypowiedziały Niemcom wojnę. Brazylia zerwała stosunki kilka dni później.