TheGreatWar.pl
← Oś czasu

Kluczowe wydarzenie

Walki o Scherpenberg

Kategoria:
Działania zbrojne
Front:
Front zachodni
Data:
29 kwietnia 1918
Autor:
Łukasz Skowroń
Bitwa:
Bitwa o Scherpenberg
Tagi:
Francja, Niemcy, Brytyjski Korpus Ekspedycyjny, Erich Ludendorff

29 kwietnia 1918 roku niemiecka 4 Armia po raz ostatni zaatakowała we Flandrii. Cztery dni po zdobyciu Kemmelbergu siedem dywizji uderzyło na wzgórza Scherpenberg i Mont Rouge, ostatnie wzniesienia między frontem a równiną, która ciągnie się ku Poperinge i portom nad kanałem La Manche. Ich zdobycie miało zmusić Brytyjczyków do opuszczenia Ypres. Rano wydawało się, że Niemcy są blisko celu: zajęli wieś Locre i przełęcz między oboma wzgórzami, a do kwatery głównej Douglasa Haiga doszła nawet wiadomość, że Scherpenberg padł. Była fałszywa. W południe francuskie odwody zepchnęły Niemców ze zbocza, a na odcinku brytyjskim natarcie załamało się w ciągu kilku godzin. Późnym wieczorem Erich Ludendorff zgodził się je wstrzymać. Tak skończyła się operacja „Georgette”, druga wielka ofensywa niemiecka wiosny 1918 roku.

Przed atakiem

Po upadku Kemmelbergu 25 kwietnia sprzymierzeni spodziewali się, że Niemcy będą chcieli pójść dalej. Dowódca brytyjskiej 2 Armii, generał Herbert Plumer, któremu podlegały także francuskie dywizje we Flandrii, 27 kwietnia przypomniał, że o każdy metr ziemi trzeba walczyć, a w poufnej instrukcji dla dowódców korpusów napisał, że niezależnie od wszystkiego należy utrzymać pasmo Scherpenberg – Mont Rouge – Mont Noir. Jeśli kolejne natarcia zawiodą, przewidywał, nieprzyjaciel będzie musiał zrezygnować albo sięgnąć po świeże dywizje z odwodu głównego.

Tego samego dnia na konferencji w Abbeville sprzymierzeni spierali się, jak rozłożyć ciężar walk. Haig proponował, by Francuzi przejęli cały odcinek od Kemmelbergu po styk z Belgami, a premier Georges Clemenceau zapewniał tylko, że Niemcy nie dojdą do Mont Noir i Mont Rouge. Naczelny wódz sprzymierzonych Ferdinand Foch nie chciał zmieniać wojsk w toku bitwy. Pojechał jednak do Flandrii, odwiedził Plumera, francuskiego generała Antoine’a de Mitry’ego i belgijskie dowództwo, nabrał przekonania, że front się utrzyma, i skierował tam kolejne francuskie dywizje.

28 kwietnia oznaki zbliżającego się ataku były już wyraźne. Jeńcy i dezerterzy zgodnie mówili, że ruszy on nazajutrz w rejonie Kemmel. Artyleria sprzymierzonych przygotowała ogień uprzedzający, który według brytyjskiej historii oficjalnej mocno zniechęcił niemieckie bataliony. Po drugiej stronie dywizje skarżyły się na brak amunicji, a 4 Dywizja Bawarska do popołudnia 28 kwietnia nie dostała w ogóle pocisków gazowych.

Natarcie

O 3.00 rano Niemcy rozpoczęli ostrzał gazowy na froncie długości około 16 kilometrów, od okolic Locre po jezioro Zillebeke, bronionym przez francuskie dywizje 154 i 39 z korpusu generała Félixa Robillota oraz brytyjskie dywizje XXII Korpusu. Po dwóch godzinach gazu i czterdziestu minutach ognia pocisków burzących piechota ruszyła do szturmu. Według brytyjskiej historii oficjalnej było to o 5.40, francuskie relacje mówią o siódmej. Nad polem bitwy krążyło mnóstwo niemieckich samolotów, ale lotnicy brytyjscy zdołali naprowadzać własną artylerię na dobre cele.

Najdalej doszedł Alpenkorps, który miał zdobyć Scherpenberg. Mimo ognia artylerii, której stanowisk pod Reningelst Niemcy nie rozpoznali, przerwał linię francuską na styku dwóch dywizji, zajął Locre i dotarł do przełęczy między Mont Rouge a Scherpenbergiem. Przez kilka godzin w sztabach panował alarm. Dowódca francuskiej 39 Dywizji meldował sąsiadom z brytyjskiej 25 Dywizji, że stracił Mont Rouge i nie ma czym go odzyskać, a Foch przekazał Haigowi, że padł także Scherpenberg. Szef sztabu Haiga musiał powiedzieć Plumerowi, że kwatera główna nie ma już dla niego wojsk i że sam musi rozważyć odwrót z łuku pod Ypres. Dodał jednak, że sytuacja nigdy nie jest tak zła ani tak dobra, jak głoszą pierwsze meldunki. Brytyjski zwiad wkrótce ustalił, że na Mont Rouge nie ma Niemców, a oba wzgórza wciąż należą do sprzymierzonych.

Tymczasem odwody francuskich dywizji uderzyły z dwóch stron na przełęcz i około 13.15 zepchnęły Alpenkorps ze zbocza. Niemcy utrzymali część Locre, ale jeden z pułków Alpenkorpsu stracił według własnej historii prawie połowę stanu. Na odcinku brytyjskim, od La Clytte po jezioro Zillebeke, natarcie skończyło się jeszcze gorzej. Najciężej było pod Voormezele, gdzie 89 Brygada straciła dwie otoczone kompanie i cofnęła lewe skrzydło na główną linię oporu, ale Niemcy za nią nie poszli. Gdzie indziej niemiecka piechota szła w otwartym terenie i ginęła w ogniu karabinów maszynowych i dział, które Brytyjczycy wysunęli na kilkaset metrów od pierwszej linii. Nie powiódł się też atak na Belgów pod Langemark. Około 13.00 Haig odwiedził Plumera i zastał sytuację opanowaną.

Decyzja Ludendorffa

W kwaterze 4 Armii już rano wiedziano, że natarcie idzie źle. Przed dziesiątą Ludendorff miał wrażenie, że atak „nie rozwija się pomyślnie”, a o 11.00 szef sztabu armii Fritz von Loßberg meldował mu, że oddziały wszędzie trafiają na bardzo solidną, rozbudowaną w głąb obronę z licznymi gniazdami karabinów maszynowych i artylerią rozstawioną daleko w głębi. Loßberg spróbował jeszcze popołudniowego ataku na La Clytte i Scherpenberg. Jedna dywizja utknęła w ogniu, a Alpenkorps w ogóle nie ruszył do natarcia. Bawarska historia oficjalna podsumowała ten dzień krótko: „siła ofensywna wojsk niemieckich była wyczerpana”.

O 20.35 Loßberg zaproponował Ludendorffowi wstrzymanie ofensywy, a ten przyjął radę. O 22.20 dowództwo 4 Armii wydało rozkaz, by nazajutrz nie wznawiać natarcia i utrzymać obecny front. Generał Hermann von Kuhl, szef sztabu grupy armii następcy tronu bawarskiego Rupprechta, pisał później, że zdobycie Kemmelbergu było wielkim wyczynem, ale Niemcy nie dotarli do rozstrzygających wzgórz pod Cassel i Mont des Cats ani do portów nad kanałem, a „druga wielka ofensywa nie przyniosła oczekiwanego rozstrzygnięcia”.

Tego samego dnia niemieckie naczelne dowództwo wyznaczyło termin kolejnego uderzenia. Miało ono spaść na Francuzów nad Aisne i odciągnąć ich odwody z Flandrii, zanim Niemcy znów spróbują rozbić armię brytyjską.

Bilans

W nocy z 29 na 30 kwietnia świeża francuska 31 Dywizja zluzowała wyczerpaną 154 Dywizję i odbiła Locre. Lokalne walki o okoliczne folwarki i zabudowania przytułku pod Locre trwały jeszcze w maju, ale wielkiej ofensywy we Flandrii Niemcy już nie wznowili. W ciągu trzech tygodni operacji „Georgette” wbili się we front na kilkanaście kilometrów, zdobyli Armentières, Bailleul i Kemmelberg, ale nie zajęli Hazebrouck, nie zmusili Brytyjczyków do opuszczenia Ypres i nie zbliżyli się do wybrzeża. Brytyjska historia oficjalna podaje dla walk nad Lys od 9 do 30 kwietnia ponad 82 tysiące zabitych, rannych i zaginionych Brytyjczyków. Straty francuskie szacuje się na około 30–35 tysięcy, a niemieckie, zależnie od źródła, na 86–109 tysięcy ludzi.

Po operacji Michael była to druga ofensywa, która przyniosła Niemcom zdobycze terenowe, ale nie rozstrzygnięcie. Ich najlepsze dywizje szturmowe były wykrwawione, a wojska sprzymierzone pod jednym dowództwem Focha nauczyły się zatrzymywać ich natarcia obroną w głąb i szybkimi kontratakami.