Zatopienie HMS Falmouth i HMS Nottingham
- Kategoria:
- Działania zbrojne
- Front:
- Wojna na morzu
- Data:
- 19 sierpnia 1916
- Autor:
- Łukasz Skowroń
- Tagi:
- Royal Navy, Niemcy, okręty podwodne, Morze Północne
19 sierpnia 1916 roku, niespełna trzy miesiące po bitwie jutlandzkiej, na Morzu Północnym znowu znalazły się obie wielkie floty, niemiecka Flota Pełnomorska i brytyjska Grand Fleet. Tym razem nie oddały do siebie ani jednego strzału. Cały dzień upłynął na wzajemnym szukaniu się po omacku, a jedynymi ofiarami operacji były dwa brytyjskie krążowniki lekkie, Nottingham i Falmouth, storpedowane przez niemieckie okręty podwodne. Nottingham zatonął rano 19 sierpnia. Falmouth, trafiony po południu, utrzymał się na wodzie do następnego dnia i poszedł na dno wieczorem 20 sierpnia. Godziny podajemy za brytyjską historią oficjalną (Newbolt, Naval Operations, t. IV).
Plan Scheera
Admirał Reinhard Scheer chciał jak najszybciej pokazać, że jego flota po Jutlandii wciąż jest groźna. Wrócił do planu z maja: o świcie okręty miały ostrzelać Sunderland, ośrodek brytyjskiego przemysłu stoczniowego, i wywabić z baz część brytyjskich sił. Z krążowników liniowych sprawne były po bitwie tylko Moltke i Von der Tann, więc zespół rozpoznawczy wzmocniono trzema pancernikami, w tym zupełnie nowym Bayernem. Kilkanaście drednotów miało płynąć za nim. Na podejściach do brytyjskich baz i wzdłuż wschodniego wybrzeża Anglii czekały w kilku liniach okręty podwodne, a niebo nad morzem miało przeczesywać osiem sterowców. Wieczorem 18 sierpnia flota opuściła redę Jade.
Brytyjczycy znowu wiedzieli wcześniej. Kryptolodzy z Room 40 wyczytali z przechwyconych depesz, że Niemcy szykują wyjście w morze, i Grand Fleet wyszła ze swoich baz po południu i wieczorem 18 sierpnia, jeszcze przed nieprzyjacielem. Admirał John Jellicoe przebywał wtedy chory w południowej Szkocji, więc flotę wyprowadził z Scapa Flow jego zastępca, admirał Cecil Burney. Jellicoe dogonił ją na krążowniku Royalist, który zabrał go z Dundee. Krążowniki liniowe wiceadmirała Davida Beatty’ego wyszły z Firth of Forth, a z Harwich wypłynął zespół lekkich krążowników i niszczycieli komandora Reginalda Tyrwhitta.
Rano: Nottingham
Pierwszy cios zadali Brytyjczycy. O piątej rano brytyjski okręt podwodny E23 trafił torpedą na północ od Terschelling niemiecki pancernik Westfalen. Okręt zawrócił do portu, ale jego uszkodzenia nie były groźne, a Scheer płynął dalej.
Na północy było mglisto. Około wpół do szóstej z krążownika Dublin, płynącego w osłonie zespołu Beatty’ego, dostrzeżono na wodzie mały kształt, wzięty za łódź rybacką. Był to niemiecki okręt podwodny U-52 kapitana Hansa Walthera, który wychodził właśnie na pozycję do ataku. Kilkanaście minut przed szóstą Nottingham wstrząsnęły dwa potężne wybuchy. Jego dowódca, komandor C.B. Miller, nie widział torped i sądził, że okręt wszedł na minę. Krążownik nie tonął, ale stracił zasilanie i światła. O 6.25 trafiła go trzecia torpeda. Miller zdążył już przesadzić załogę do łodzi, a pomagały jej dwa niszczyciele przysłane przez Beatty’ego. O 7.10 Nottingham zatonął. Zginęło 38 ludzi.
Strata Nottingham miała większe znaczenie niż sam okręt. Jellicoe nie wiedział, czy krążownik trafiła torpeda, czy mina, a pamiętał, że sam od dawna spodziewał się niemieckiej pułapki z okrętami podwodnymi i minami na drodze floty. O siódmej zawrócił całą Grand Fleet na północ. Na kurs ku nieprzyjacielowi wrócił dopiero po dwóch godzinach, gdy potwierdzono, że był to atak okrętu podwodnego.
Pogoń za widmem
Około południa obie floty płynęły kursami, które po południu mogły doprowadzić do bitwy na wodach brytyjskich. Wtedy zawiodło niemieckie rozpoznanie. Dowódca sterowca L 13 zobaczył okręty Tyrwhitta daleko na południu i zameldował, że są wśród nich pancerniki. Scheer uznał, że ma przed sobą odosobnioną część brytyjskiej floty, jakiej szukał, i około wpół do pierwszej skręcił na południowy wschód, oddalając się od Grand Fleet. Meldunki okrętu podwodnego U-53 ostrzegły go wkrótce, że główne siły brytyjskie są na północy. Ponieważ sterowce na południu nie przysłały już żadnych wiadomości, a dzień się kończył, Scheer zrezygnował i w połowie popołudnia zawrócił do domu. Jellicoe, który do ostatniej chwili wydawał rozkazy do bitwy, dowiedział się od Admiralicji, że Niemcy odpływają, i około czwartej zawrócił na północny zachód. Tyrwhitt dostrzegł flotę Scheera około szóstej wieczorem, ale nie zdołał zaatakować jej przed wschodem księżyca w pełni.
Po południu: Falmouth
Powrót przez wody, na których czekały niemieckie okręty podwodne, okazał się dla Brytyjczyków niebezpieczny. Między czwartą a dziewiątą wieczorem na okręt flagowy napłynęło jedenaście meldunków o U-Bootach w groźnych pozycjach. Około 16.45 krążownik Falmouth, który właśnie ostrzeliwał niemiecki sterowiec, dostał dwie torpedy w prawą burtę z odległości niespełna kilometra. Wystrzelił je U-66 kapitana Thorwalda von Bothmera, który od godziny śledził brytyjskie okręty. Brytyjskie niszczyciele obrzucały go bombami głębinowymi, a on jeszcze przez dwie godziny próbował dobić krążownik, za każdym razem chybiając. Uzbrojony trawler Cooksin zabrał z Falmouth wszystkich ludzi niepotrzebnych do obsługi okrętu.
Falmouth trzymał się na równej stępce i całą noc płynął o własnych siłach z prędkością dwóch węzłów ku ujściu Humbera. Rano przybyły holowniki. Najkrótsza droga prowadziła jednak wprost przez linię niemieckich okrętów podwodnych przy przylądku Flamborough Head. W południe 20 sierpnia, mimo eskorty ośmiu niszczycieli, U-63 kapitana Ottona Schultzego trafił Falmouth dwiema kolejnymi torpedami. Krążownik utrzymał się na wodzie jeszcze około ośmiu godzin i zatonął kilka mil na południe od przylądka. Źródła różnie podają straty w jego załodze: brytyjskie listy poległych wymieniają kilkunastu zabitych i zmarłych z ran, głównie palaczy.
Skutki
Na morzu nikt nie wygrał, ale dzień ten wpłynął na obie floty. Jellicoe był przekonany, że Scheer celowo przeciągał Grand Fleet nad zasadzkami okrętów podwodnych i że bez silnej osłony niszczycieli każdy pościg za niemiecką flotą będzie kosztował go krążowniki, a może i pancerniki. We wrześniu dowództwo floty i Admiralicja uzgodniły, że Grand Fleet nie będzie się zapuszczać na południowe obszary Morza Północnego, chyba że w wyjątkowych okolicznościach. Scheer z kolei wrócił do portu przekonany, że jego okręty podwodne zatopiły więcej, niż w rzeczywistości, ale też rozczarowany sterowcami, których meldunki okazały się w większości mylne. Flota Pełnomorska nie zapuściła się już nigdy tak daleko na zachód, a gdy jesienią U-Booty wróciły do wojny z żeglugą handlową, zabrakło ich do takich wspólnych operacji z flotą.