Asquith o niepodległości Serbii
- Kategoria:
- Dyplomacja
- Data:
- 2 listopada 1915
- Autor:
- Łukasz Skowroń
2 listopada 1915 roku premier Herbert Henry Asquith wygłosił w Izbie Gmin długo zapowiadane przemówienie o stanie wojny. Czekano na nie od tygodni. Jesień przyniosła Brytyjczykom same złe wiadomości: wielka ofensywa pod Loos nie dała przełomu, z Gallipoli nadchodziły coraz bardziej ponure raporty, Bułgaria przystąpiła do wojny po stronie państw centralnych, a Serbia, zaatakowana na początku października, cofała się pod naporem trzech armii. W prasie mnożyły się ataki na rząd, a z gabinetu odszedł Edward Carson, który domagał się natychmiastowej pomocy dla Serbów. Rząd wydał potem przemówienie jako broszurę pod tytułem „How do we stand to-day?” („Jak stoimy dzisiaj?”).
Ani oskarżony, ani pokutnik
Asquith zaczął od życzeń dla króla Jerzego V, który kilka dni wcześniej podczas przeglądu wojsk we Francji spadł z konia i odniósł obrażenia. Potem przeszedł do krytyków. Opóźnienie wystąpienia, mówił, pozwoliło mu wysłuchać mnóstwa rad, co powinien, a czego nie powinien powiedzieć. Część doradców oczekiwała, że stanie przed Izbą jak oskarżony na ławie, broniący wątpliwej przeszłości, albo jak pokutnik w białej koszuli, ze świecą w każdej ręce, proszący o rozgrzeszenie. Nie zamierzał przyjąć żadnej z tych póz. Mówił jako szef rządu do narodu, który jego zdaniem był tak samo jak dawniej zdecydowany doprowadzić wojnę do zwycięskiego końca. Przyznał, że horyzont jest miejscami zachmurzony, i wezwał do poczucia proporcji, cierpliwości i odwagi. Wspomniał przy tym z przekąsem o „małej koterii zawodowych mazgajów”, którzy dostarczają wrogowi codziennej porcji fałszywych nadziei.
Następnie przedstawił liczby. W sierpniu 1914 roku Wielka Brytania wysłała do Francji sześć dywizji piechoty i dwie dywizje kawalerii, a w ostatnich operacjach pod Loos generał John French miał pod komendą niewiele mniej niż milion ludzi. Kanada przysłała 96 tysięcy żołnierzy, Australia 92 tysiące, Nowa Zelandia 25 tysięcy, a Związek Południowej Afryki, po zdobyciu niemieckiej Afryki Południowo-Zachodniej, 6,5 tysiąca ludzi do Europy. Flota przewiozła dla armii 2,5 miliona żołnierzy, 320 tysięcy rannych i chorych, 2,5 miliona ton zaopatrzenia i 800 tysięcy koni, mułów i wielbłądów, tracąc przy tym mniej niż jedną dziesiątą procenta ludzi. Straty brytyjskie we Francji i we Flandrii premier podał jako 377 tysięcy.
Dardanele: „nikt nie jest bardziej odpowiedzialny niż ja”
Najwięcej uwagi poświęcił frontom wschodnim. Wyprawę do Mezopotamii przedstawił jako pasmo sukcesów i zapewnił, że wojska generała Nixona są już „w zasięgu” Bagdadu. Inaczej mówił o Gallipoli. Opisał, jak rząd zatwierdził w styczniu atak floty na cieśniny, wspominając o wątpliwościach ówczesnego pierwszego lorda morskiego, lorda Fishera. Sprzeciwił się zrzucaniu winy na jednego ministra i sugestiom, że całą strategią kierowała jakaś „nieokreślona osobowość o wielkim autorytecie i przemożnej woli”. „Jeśli ktokolwiek odpowiada za zapoczątkowanie tego przedsięwzięcia, nikt nie jest bardziej odpowiedzialny niż ja” – powiedział.
Przyznał, że nigdy w czasie wojny nie przeżył większego rozczarowania niż niepowodzenie sierpniowej ofensywy. Sukces, jak mówił, rozwiązałby całą sytuację na Bałkanach, zapobiegłby przyłączeniu się Bułgarii do wrogów i otworzyłby drogę na Konstantynopol. Bronił jednak sensu wyprawy: bez niej Rosjanie mogli ponieść klęskę na Kaukazie, Turcy uderzyć na Egipt, a Bułgaria opowiedzieć się po stronie państw centralnych wiele miesięcy wcześniej. Wojska na półwyspie wiązały, według premiera, około 200 tysięcy żołnierzy osmańskich. O przyszłości Gallipoli nie powiedział nic konkretnego. Sprawa była rozpatrywana jako część szerszego problemu strategicznego na wschodzie. 31 października rząd otrzymał od generała Charlesa Monro, nowego dowódcy na półwyspie, radę, by wojska ewakuować.
Obietnica dla Serbii
O Bałkanach Asquith mówił krótko, bo, jak zaznaczył, każde słowo trzeba było starannie dobierać. Przyznał, że wysiłki dyplomacji sprzymierzonych na rzecz jedności państw bałkańskich zakończyły się „rozczarowaniem i porażką”. Tłumaczył, że Niemcy mogli łatwo obiecywać Bułgarii ziemie serbskie i albańskie, podczas gdy sprzymierzeni nie mogli rozdawać za plecami przyjaciół ich własności. Zarzuty, że pomoc dla Serbii przyszła za późno, odpierał przypominając zachowanie Grecji. Do ostatniej chwili sądzono, że Grecja dotrzyma sojuszu z Serbią. Premier wyliczył daty: 21 września Elefterios Wenizelos poprosił o 150 tysięcy żołnierzy, 24 września Grecja ogłosiła mobilizację, 2 października Wenizelos zgodził się na lądowanie w Salonikach, 4 października zapowiedział w parlamencie, że Grecja wypełni zobowiązania wobec Serbii, a następnego dnia król wyparł się tej deklaracji i Wenizelos odszedł. Nowy rząd uznał, że zobowiązanie sojusznicze nie powstało.
W efekcie, mówił Asquith, Serbia bez greckiego wsparcia musiała przyjąć na siebie czołowe uderzenie Niemiec i Austro-Węgier oraz atak Bułgarii z boku. I dodał w imieniu rządu i narodu: „My tutaj, w Zjednoczonym Królestwie, a wiem, że takie jest też zdanie naszych francuskich i rosyjskich sojuszników, nie możemy pozwolić, by Serbia stała się łupem tej złowrogiej i niegodziwej koalicji”. Wspomniał o niedawnej wizycie w Londynie generała Josepha Joffre’a, po której, jak zapewniał, Brytyjczycy i Francuzi byli w pełni zgodni co do celów i środków. Nie zdradził, w jakiej formie wspólna polityka będzie prowadzona. Zakończył tę część zapewnieniem, że Serbia może być pewna, iż jej niepodległość jest uważana przez Wielką Brytanię za jeden z zasadniczych celów państw sprzymierzonych.
Pieniądze, ludzie i kierowanie wojną
W dalszej części premier mówił o finansach. Nadwyżka importu nad eksportem przekraczała 30 milionów funtów miesięcznie, wobec średnio około 11 milionów przed wojną, a pożyczki dla sojuszników miały w bieżącym roku budżetowym sięgnąć 423 milionów funtów. Wezwał do oszczędności. W sprawie żołnierzy oświadczył, że nie ma zasadniczych zastrzeżeń wobec przymusu w czasie wojny, ale pobór można wprowadzić tylko przy powszechnej zgodzie, inaczej zniszczyłby jedność narodu. Na razie liczył na plan lorda Derby’ego, którego listy miały zostać zamknięte 30 listopada. Gdyby jednak nieżonaci mężczyźni bez usprawiedliwienia uchylali się od służby, był gotów zaproponować inne środki. Złożył przy tym obietnicę, która miała wkrótce zaważyć na sporze o pobór: żonaci, którzy zgłoszą się w ramach planu Derby’ego, nie powinni być powoływani, dopóki nie zostaną objęci służbą nieżonaci.
Odpowiedział też na krytykę, że 21-osobowy gabinet nie jest w stanie sprawnie prowadzić wojny. Przypomniał, że od jej wybuchu działało około pięćdziesięciu komitetów i ciał doradczych wyłonionych z rządu. Zapowiedział, że strategiczne kierowanie wojną przejmie mniejszy komitet, liczący od trzech do najwyżej pięciu członków, z prawem wzywania ministrów potrzebnych w danej sprawie. Miał podejmować decyzje i je wykonywać, informując gabinet na bieżąco i radząc się go przed każdą zmianą polityki. Skład obiecał ogłosić w ciągu kilku dni. Zapowiedział również ściślejszą współpracę sztabów sprzymierzonych.
Na koniec Asquith mówił o sobie. Przyznał, że w kierowaniu wojną były błędy, ale odrzucił zarzut opieszałości i ukrywania prawdy. Mówiąc o poległych, zapewnił, że po przeszukaniu własnego serca i sumienia „nie odwołałby i nie cofnąłby” decyzji o przystąpieniu do wojny. Oświadczył, że nie odda władzy, dopóki ma zaufanie króla, parlamentu i kraju. Przemówienie zakończył hołdem dla Edith Cavell. Obietnicy wobec Serbii nie dało się już spełnić w polu: w ciągu kilku tygodni armia serbska musiała opuścić kraj. Odbudowa niepodległej Serbii pozostała jednak jednym z celów wojennych Ententy.